Agencja My Photo
Shar Pei Kingi Rusin imieniem Ginger, omal nie przeniósł się ostatnio na tamten świat. Przez długi czas nikt nie mógł się domyślić, na co choruje, a pies tymczasem marniał w oczach. Nie pomagały żadne lekarstwa, weterynarze byli bezradni. W końcu Rusin wpadła na pomysł, żeby zasięgnąć porady u właścicielki hodowli, z której pochodzi Gigner.
Pies Kingi ma alergię - mówi znajoma prezenterki tygodnikowi Świat i ludzie. Najgorsze jest to, że trudno było stwierdzić, na co jest uczulony. Hodowczyni zasugerowała, by Kinga pozbyła się z domu wszelkich chemicznych środków czyszczących.
Od czasu gdy to zrobiła, pies jest całkowicie zdrowy.
Cieszymy się. Ale bawią nas te podwójne standardy w traktowaniu zwierząt. Wzruszanie się nad chorym pieskiem i odkażanie dla niego domu, podczas gdy w szafie ma się futro z 55 norek, obdartych żywcem ze skóry.
Agencja My Photo
Agencja My Photo
Komentarze (810)
ja tes