Sobota 30.12.2017 08:45

Żona Patryka Jakiego o opiece nad chorym dzieckiem: "Rzuciłam pracę i podjęłam się pełnej opieki nad synem"

Patryk Jaki Anna Jaki

Żona Patryka Jakiego o opiece nad chorym dzieckiem: "Rzuciłam pracę i podjęłam się pełnej opieki nad synem"

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki oraz jego żona Anna należą do zdecydowanych zwolenników likwidacji zapisu w ustawie aborcyjnej, zezwalającego na przerwanie ciąży, gdy u płodu wykryto nieodwracalne i nieuleczalne wady. Oni sami, gdy w piętnastym tygodniu ciąży u ich dziecka zdiagnozowano zespół Downa, postanowili zaufać Bogu, więc innym rodzicom radzą to samo. Jaki nie ukrywa, że na wszelki wypadek wolałby zmuszać ich do tego ustawowo.

Anna Jaki w najnowszym wywiadzie zapewnia, jaka jest szczęśliwa, że po narodzinach niepełnosprawnego dziecka musiała zrezygnować z pracy zawodowej i całe swoje życie podporządkować synkowi.

Musiałam rzucić pracę w korporacji. Opieki nad takim dzieckiem nie dałoby się pogodzić z wychodzeniem z domu o siódmej rano i wracaniem do niego o 21:00. Bo tak wyglądało moje życie. Rzuciłam więc pracę i podjęłam się pełnej opieki nad synem oraz codziennej pracy nad jego rozwojem - ujawnia w tygodniku Sieci. Gdy Radek miał półtora roku, poszłam dla niego na drugie studia. Skończyłam studia pedagogiczne, a teraz robię studia podyplomowe z zakresu wczesnego wspomagania dziecka.

Niestety, Anna Jaki nie może liczyć na codzienną pomoc męża, który wprawdzie chętnie fotografuje się z niepełnosprawnym  synkiem, jednak większość czasu zajmuje mu brylowanie w mediach oraz warszawskiej komisji reprywatyzacyjnej, gdzie pracuje po kilkanaście godzin na dobę.
Opieka nad dzieckiem spada więc na barki żony.

Jego żona przyznaje jednak, że nie do końca tak wyobrażała sobie swoje życie i po cichu liczyli z mężem na cud.

W 15. tygodniu ciąży poszliśmy na USG i zobaczyliśmy Radka, naszego syna. Wyraźnie było widać rączki, nóżki, główkę, biło serduszko. Wtedy też dowiedzieliśmy się, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że nasze dziecko urodzi się obciążone wadą genetyczną. Lekarz zasugerował amniopunkcję, która pozwoliłaby na terminację ciąży ze względu na poważne uszkodzenie płodu - wspomina w wywiadzie. Od razu powiedzieliśmy, że aborcja nie wchodzi w grę. Los naszego dziecka powierzyliśmy Bogu. Oczywiście, jak wszyscy rodzice marzyliśmy, że może syn będzie lekarzem, prawnikiem lub politykiem. Do końca mieliśmy nadzieję, że zdarzy się cud i wszystko będzie w porządku.

Fot. TwitterFot. TwitterFot. Twitter
Fot. Twitter
Fot. Twitter

 

Fot. Twitter

Fot. Twitter

Pudelek.pl na Facebooku:
STOP HEJT!
Dzielenie się opinią jest cenne, ale nie rań innych. Więcej o akcji

Komentarze (1005)

« Najstarsze « Starsze Oglądasz 1-30 z 1005
Odpowiedz
206 98
zgłoś
Gość 30.12.2017 08:47
Współczuję Pani.
Odpowiedz
238 130
zgłoś
gość 30.12.2017 08:47
Ale sliczny i slodki chlopiec
Odpowiedz
214 68
zgłoś
Gość 30.12.2017 08:47
Pudel opanuj się , to nie temat na portal llitkarski.
Odpowiedz
1249 167
zgłoś
Gość 30.12.2017 08:48
Koniec życia. Nidgy nie będzie samodzielny, a jak nie ma rodzeństa to po śmierci rodziców skończy w zakładzie. Przykre :((((
Odpowiedz
1513 128
zgłoś
gość 30.12.2017 08:48
Szczęście w nieszczęściu, że ich stać na taką opiekę i takie poświęcenie. Większość osob, które PiS chce zmuszać do porodu dzieci z wadami genetycznymi, często skazanych na nieprzerwane cierpienie do śmierci, często umierających zaraz po narodzinach, zdeformowanych,, nie ma takiej możliwości. Państwo im nie pomaga.
Ładowanie komentarzy…
« Najstarsze « Starsze Oglądasz 1-30 z 1005