Peja zwierza się Kwaśniewskiej w "Vivie": "Widziałem, jak staczają się moi rówieśnicy. Niektórzy już nie żyją"

91
Podziel się

"Jeśli przestajesz kierować swoim życiem z powodu alkoholu lub narkotyków, na końcu są tylko trzy drogi: psychiatryk, więzienie lub cmentarz" - tłumaczy smutno raper.

Peja zwierza się Kwaśniewskiej w "Vivie": "Widziałem, jak staczają się moi rówieśnicy. Niektórzy już nie żyją"

Dzięki trzeciej edycji programu Agent Gwiazdy o Ryszardzie "Pei" Andrzejewskim usłyszeli również ci Polacy, którzy nie są wielbicielami rapu. Jak sam przyznaje, udział w programie TVN-u był świadomą decyzją biznesową i wizerunkową. Chciał przekonać ludzi, którym do tej pory kojarzył się głównie z utworami o mocnej, często brutalnej treści, przemocą oraz procesami sądowymi, że jest w gruncie rzeczy ciepłym, rodzinnym facetem.

Jak zapewnia w Vivie, jest zadowolony z efektu.

Jakiś czas temu skończyłem 40 lat i szkoda by było, gdybym był kojarzony z wizerunkiem, który wypracowałem za młodu - zwierza się Oli Kwaśniewskiej w najnowszym wywiadzie. Włącznie z jakimiś sprawami w sądzie czy hardkorowym rapem, który nagrywałem od połowy lat 90. Wiedziałem, że startując w dużej produkcji, mogę się pokazać większej ilości ludzi z innej perspektywy. Nie chodziło o to, żeby przekonać nieprzekonanych, chociaż finalnie to też w ten sposób zadziałało. Ludzie do mnie pisali: "Nie lubiłem cię, ale zaimponowałeś mi. Płakaliśmy, jak odpadłeś". Chciałem pokazać, że Rychu Peja ma coś do zaoferowania. Coś więcej niż tylko "kwa" i "pie*dolę". **Chodziło o to, żeby się "sprzedać" w wymiarze ludzkim.

Peja nie ukrywa, że ma za sobą trudne doświadczenia. Wychował się w patologicznej rodzinie, w poznańskich slumsach. Rodzice nadużywali alkoholu i zmarli wcześnie. Ryszard odziedziczył po nich słabość do alkoholu, do którego dołożył inne używki, fascynowała go także przemoc.

Wywodzę się z nieciekawej okolicy, miałem nieciekawe towarzystwo i nieciekawe życie - wspomina raper. Często robiłem rzeczy, których dzisiaj się wstydzę. To był momentami zwyczajny bandytyzm. Najprostszym rozwiązaniem było wziąć nóż i wyjść na ulicę, wyrwać kobiecie torebkę albo strzelić kogoś w mordę i zabrać mu portfel. Teraz widzę to inaczej. Wiem, że mogłem jakieś pieniądze zarobić, ciężko pracując. Wyszedłem z domu alkoholowego, w okolicy kryminogenno-patologiczno-alkoholowo-popapranej. Wyniosłem tylko to, co znałem - przemoc. Wszystko wynikało z lęku. A lęk wynikał z awantur w domu. Stres mnie ukształtował. Sprawił, że emocje zacząłem regulować alkoholem.

Kiedy Peja, już jako uznany raper z platynową płytą w dorobku, znalazł się w rankingu dziesięciu najpopularniejszych Polaków New York Timesa, obok papieża Jana Pawła II, niewiele się zmieniło. Właściwie, jak sam przyznaje, tylko ceny.

Zacząłem kupować coraz droższe alkohole i kokainę - wspomina. Wiedziałem, że zostałem spisany na straty, ale powiedziałem sobie, że ja tak nie skończę. Zbyt wielu rówieśników widziałem, jak się staczali, zaliczali domy poprawcze i zakłady karne. Dziś jedni już nie żyją, inni jeżdżą na wózkach. Ja miałem instynkt przetrwania. Chciałem przeżyć i zmienić swoją rzeczywistość. I ja z tego dna wskoczyłem na szczyt, żeby z powrotem wrócić na dno. Pozbawić się osobowości i duszy, obedrzeć się ze wszystkiego przez sześcioletni balet. Często ze swoimi problemami zostajesz sam. Czy to wtedy, gdy nie miałem co jeść i gdzie spać, bo ojciec nie wpuszczał mnie do domu i zmuszony byłem spać na klatce schodowej, czy to będąc topowym artystą w pięciogwiazdkowym hotelu. Sam siebie spisałem na straty nazywając degrengoladę hedonizmem.

Jeśli przestajesz kierować swoim życiem z powodu alkoholu lub narkotyków, na końcu są tylko trzy drogi: psychiatryk, więzienie albo cmentarz. Szczęśliwie udało mi się tego uniknąć. Uczłowieczam się. To głównie zasługa mojej rodziny - żony i dzieci. Wiem, że trzeba żyć tu i teraz. Bo dzisiaj może się zdarzyć najfajniejszy moment twojego życia. Tego, co wczoraj, nie jesteś w stanie zmienić, a jutra możesz nie dożyć. Cała filozofia.

KOMENTARZE
(91)
gość
2 lata temu
Fajny gość
gość
2 lata temu
APEL DO GIMBAZY, nie jarajcie zioła, od tego się zaczyna, potem chce się większych odlotów...
Gość
2 lata temu
Zawsze go lubilam;) jeden z nielicznych polskich prawdziwych raperow !
gość
2 lata temu
moj brat sie stoczyl,nie ma ratunku
gość
2 lata temu
Spoko gościu,każdy ma swoją drogę życiową. Jego była pokręcona ale dobrze,że wyszedł na prostą.
Najnowsze komentarze (91)
gość
2 lata temu
Jeżeli nauczył się na błędach, zmienił się i do swoich błędów się przyznaje, to uważam, że powinien tez przyznać się do błędnego ocenienia Tedego, bezpodstawnego obrażenia go, powinien go publicznie przeprosić i pogodzić się z nim - takie jest moje zdanie.
Irlandia
2 lata temu
Ruchu zawsze z klasą wychowałem Się na jego kawałkach mam wszystkie płyty jak koncertuje w Dublinie jestem tak naprawdę to próbuje dążyć jego ścieżka i jak narazie mi to wychodzi dzięki ruchu za wszystko co do tej pory zrobiłeś dla polskiego rapu
Gość
2 lata temu
nie jest sztuką "upaść" sztuką jest sieę podnieść 😊
Gość
2 lata temu
On jest tako daremny...te opowiesc***enera sa zalosne.
Jerzy Michala...
2 lata temu
Ten temat jest ważny, ale korzystając z okzaji, chciałem spytać o jeszcze jedną rzecz. Jakie pomysły na walkę z korkami - oprócz budowy nowych linii tramwajowych - przychodzą jeszcze Państwu do głowy?
Gość
2 lata temu
Szacun Rychu!!!
gość
2 lata temu
Przez lata traktowano go jak małpę w cyrku, a to jest naprawdę inteligentny facet.
Gość
2 lata temu
Nigdy go nie lubiłam i tego co sobą reprezentował za czasów hulaszczego życia. Podoba mi się jak teraz gada, że przeanalizował błędy i wyciągnął wnioski. Świadomy facet to mądry facet.
Gość
2 lata temu
Pięknie się wypowiada.
Gośćszlachcic...
2 lata temu
Rysio się zwierzył hehehe co za b****n. A wychowałem się na twojej muzyce.
Gość
2 lata temu
Fajny facet z ciebie Rychu
Gość
2 lata temu
Dobrze mówi dziś jesteś a jutro może cię nie być. Szacun tak trzymaj jesteś fajny gość.
Gość
2 lata temu
Kiedys go nie znosilam ,teraz lubie,madrze mowi
Gość
2 lata temu
Czy tylko ja widzę, że on jest upośledzony?
...
Następna strona