Poniedziałek 11.02.2019 10:15

Pracownicy MON ciepło wspominają "Bartłomieja M.": "Jak rozbolał go ząb to krzyczał, że wszystkich wypie*doli z roboty"

Bartłomiej Misiewicz Antoni Macierewicz Bartłomiej M.

Pracownicy MON ciepło wspominają "Bartłomieja M.": "Jak rozbolał go ząb to krzyczał, że wszystkich wypie*doli z roboty"Fot. East NewsDługo trwało zanim Antoni Macierewicz zrozumiał, że Bartłomiej M. jest poważnym problemem wizerunkowym, nie tylko dla niego osobiście, lecz dla całego ugrupowania Prawa i Sprawiedliwości. Niestety, Antoni był tak zachwycony swoim pulchnym rzecznikiem, który jeździł na sygnale do MacDonald'sa, szastał publicznymi pieniędzmi w nocnych klubach i rozdawał państwowe posady w palarni, że długo przekonywał prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że "młodość musi się wyszumieć.

Kaczyński nawet był gotów się z tym zgodzić. Bardziej przeszkadzało mu, że "wujek" odznaczył swojego ulubieńca Złotym Medalem "Za Zasługi dla Obronności Kraju", z pominięciem pięcioletniej procedury, a także kazał starszym i doświadczonym oficerom oddawać wojskowe honory cywilowi, który do niedawna pracował jako pomocnik aptekarza w Łomiankach.


Z czasem wyszło na jaw, że te drobne wybryki były wierzchołkiem góry lodowej. Po zaskakującej karierze Bartłomieja M. pozostały faktury, z których na przykład wynika, że Bartek w ciągu roku przejechał służbowym samochodem 95 tysięcy kilometrów, czyli dwukrotnie okrążył Ziemię, a także wyprowadził z Państwowej Grupy Zbrojeniowej około czterech milionów złotych na szkolenia, koncert i wystawę, które nigdy się nie odbyły.

Obecnie Bartek przebywa w Zakładzie Karnym w Tarnowie, gdzie obowiązuje ściśle ograniczony dostęp do słodyczy. Jak ujawniają byli podwładni, to go zaboli najbardziej.

W rozmowie z prawicowym tygodnikiem Sieci pracownicy resortu obrony wspominają, że pupil Macierewicza zwykł pochłaniać kilogramy słodyczy, co miało fatalny wpływ na jego uzębienie.

Pewnego dnia rozbolał go ząb - ujawnia jeden z informatorów gazety. Wściekał się i wykrzykiwał, że jeśli będzie go dłużej boleć, to kogoś wypie*doli z roboty. Do szpitala wojskowego pojechało z nim trzech pułkowników. 

Zresztą nawet bez bólu zęba nie było dużo lepiej. W resorcie wszyscy zapamiętali, że dla Bartka zawsze najważniejsze było jedzenie.

Niczym pierwszy sekretarz z czasów słusznie minionych, rozparty wygodnie w swoim fotelu. Pod jego gabinetem ustawiały się kolejki interesantów, a on łaskawie decydował, kiedy i kogo przyjmie - wspomina pracownica MON-u. To było żenujące, gdy wysocy szarżą wojskowi, nawet generałowie, czekali na audiencję po kilka godzin. A gdy się już dostali do środka, to zdarzało się, że musieli jeszcze poczekać aż pan rzecznik zje.

Cóż, w Zakładzie Karnym spracowane zęby Bartka na pewno trochę odpoczną.

 

 

Pudelek.pl na Facebooku:
STOP HEJT!
Dzielenie się opinią jest cenne, ale nie rań innych. Więcej o akcji

Komentarze (524)

Odpowiedz
1 0
zgłoś
Gość 11.02.2019 22:41
Nie ma bata. Antoni musial nieźle jeździć najego d***e. Ten Bartuś muskal być jego dziweczka do zabaw. Innego wytłumaczenia tej relacji nie znajduje.
Odpowiedz
2 0
zgłoś
zouza 11.02.2019 22:44
Ten przystojniak to kto?
Odpowiedz
2 0
zgłoś
babcia gienia 11.02.2019 22:50
Musieli czekać aż zje? Widocznie dietetyk tak zaordynował.
Odpowiedz
1 0
zgłoś
Gość 11.02.2019 23:11
Buraczany burak
Odpowiedz
1 0
zgłoś
gość 11.02.2019 23:32
Gość: Ta cała polityka to jest śmiech na sali. Wstyd mi za nich wszystkich
wstydź się za siebie że dajesz decydować takim ludzikom o twej przyszłości
Ładowanie komentarzy…