Lindsay Lohan po raz kolejny stanęła przed obiektywem Terry’ego Richardsona, który twierdzi, że przeżywająca niekończące się kłopoty wizerunkowe gwiazda jest jego muzą. Na czarno-białych zdjęciach aktorka wygląda znacznie korzystniej niż na relacjach z czerwonego dywanu. Nie widać, że jest opuchnięta, a jej twarz i usta zdają się mnie sztuczne. W takich sesjach przypomina dawną siebie.
Pytanie tylko, czy wkładanie sobie pistoletu do ust jest rzeczywiście seksowne i prowokujące? A może po prostu głupie? Oceńcie sami: