Ale przygoda z nianią nie zaczyna się od szkoły ani nawet od żłobka. Zaczyna się tuż po urodzeniu. To wtedy żony Konstancina zatrudniają pierwszą nianię, która pomaga im przy noworodku. A właściwie pierwsze dwie nianie – dzienną i nocną. Tak, nocna niania przychodzi, kiedy ta dzienna uśpi już naszego bączka. Czuwa przy jego łóżeczku do rana, poda smoczek, przykryje nóżki, zmieni pampersa. No i nakarmi. Jeżeli mama karmi piersią, nocna niania cichutko i dyskretnie wchodzi do jej sypialni i podaje głodne dziecko. Jeżeli nie karmi, niania po cichutku przygotowuje mleko. A wszystko po to, żeby żona Konstancina mogła się wyspać. I nie ma w tym krzty złośliwości. Pamiętajmy, że nie wszystkie żony nie pracują. Część z nich – mniejsza część, ale jednak – to kobiety czynne zawodowo, które wytrwale pną się po szczeblach kariery. Mamy tu przecież dziennikarki telewizyjne, projektantki, bizneswomen, prawniczki, lekarki, nauczycielki. One poza prowadzeniem domu na najwyższym poziomie, ogarnianiem swoich dzieci i mężów pracują zawodowo. Doba to za mało! Zresztą nawet te, które nie pracują, mają pełne ręce roboty. Wiem, co mówię - nigdy nie byłam tak styrana, jak wtedy, gdy należałam do śmietanki towarzyskiej. Życie na pewnym poziomie wiąże się z tym, że nie możesz odpuścić nawet na chwilę. Ciągle musisz być idealna, wyprasowana, odpowiednio uczesana, dom musi lśnić, w piekarniku ma dochodzić drugie ciasto, a na stole stać obiad z trzech dań i deser. Do tego oczywiście musisz wyglądać na wypoczętą. I nawet jeżeli to wszystko robią za ciebie inni ludzie, dyrygowanie tą orkiestrą jest czasochłonne. A prawda jest taka, że po urodzeniu pierwszego dziecka zmienia się wszystko. Żona wyprowadza się z sypialni męża do swojej prywatnej, w drugim skrzydle domu. Tam może spokojnie z pomocą niań zajmować się potomkiem. Oczywiście mąż jest dumnym tatusiem i bardzo kocha swojego juniora, ale nie zapominajmy, że robi interesy i musi być wyspany.