Żeby dodać sprawie jeszcze większej powagi, Radek udostępnił dwie godziny później kolejny post, w którym zaprezentował swoim obserwującym SMS-a wysłanego do Sylwestra Latkowskiego po emisji Nic się nie stało. Jak sam napisał w wiadomości do reżysera, daje mu szansę, aby ten "odwołał jego nazwisko".
Panie Latkowski, daję panu szansę, żeby odwołał pan moje nazwisko, które jak sądzę padło przez pomyłkę, gdyż ani z tymi ludźmi, ani z tym miejscem nie miałem nic wspólnego. W innym przypadku skieruję sprawę na drogę sądową - czytamy treść SMS-a, którego Majdan wysłał reżyserowi.
Jednocześnie Radek okrasił zrzut ekranu z telefonu kolejnym wywodem na temat tego, że został niesłusznie oskarżony.
Jeszcze podczas trwania programu na żywo, zdobywając numer pana Latkowskiego, wysłałem mu SMS z prośbą o sprostowanie jego wypowiedzi, angażującej mnie w tę sprawę. Reaguję tak stanowczo i zdecydowanie, gdyż każda forma przemocy seksualnej, a szczególnie pedofilii budzi moją odrazę i nigdy nie mógłbym czegoś takiego akceptować. W tym tak szczególnym dla nas czasie spokój mojej rodziny został naruszony, a nerwy i stres to ostatnie czego moja żona teraz potrzebuje. Dlatego stanowczo będę domagał się sprostowania - napisał.
Zdania obserwujących na temat jego nerwowej reakcji okazały się dość podzielone. Jedna z komentujących wytknęła Radkowi, że na oskarżenia Latkowskiego zareagował szybko i dość impulsywnie, co rzuca na niego jeszcze większe podejrzenia. On sam twierdzi, że zwyczajnie nie zamierza ignorować sprawy.
Szybka reakcja, czyżby czegoś pan się bał? Tak to odbieram - napisała jedna z fanek.
A pani zdaniem powinienem czekać i słuchać tych oszczerstw, patrząc, jak mnie opluwają? - ripostował.
Myślicie, że faktycznie doszło do pomyłki?