Ola nie wróciła z miesiącu miodowego z Miami. Mąż nie pamięta, a rodzice nie wierzą w wypadek. Co powiedzieli w wywiadzie?

Sierpień 2022 roku miał być dla 26-letniej Aleksandry Łęczyckiej i jej męża Dawida czasem świętowania nowego etapu życia. Młoda para wyjechała w podróż poślubną do Miami Beach na Florydzie. 29 sierpnia, czyli w dniu planowanego wylotu do Polski, małżonkowie spędzili poranek na pakowaniu się. Około 11:00 wymeldowali się z hotelu. Wieczorem tego samego dnia Aleksandra i Dawid zostali znalezieni w ciężkim stanie w pobliżu miejsca zakwaterowania. Mężczyznę udało się uratować. Ola niestety nie miała tyle szczęścia.

Zagadkowa śmierć Aleksandry ŁęczyckiejZagadkowa śmierć Aleksandry Łęczyckiej
Źródło zdjęć: © Instagram

Ustalenia śledczych i wyniki badań toksykologicznych

Lekarz sądowy jako bezpośrednią przyczynę śmierci Aleksandry wskazał ostre zatrucie mieszanką substancji odurzających: fentanylu, fluorofentanylu, kokainy oraz metamfetaminy. Badania toksykologiczne wykazały również obecność amfetaminy, THC, lewamizolu oraz naloksonu (leku podanego podczas akcji ratunkowej). Z kolei w organizmie Dawida wykryto kokainę, amfetaminę i metamfetaminę, lecz nie stwierdzono fentanylu ani fluorofentanylu.

Zarówno amerykańska policja, jak i Prokuratura Okręgowa w Siedlcach (a następnie Sąd Rejonowy w Mińsku Mazowieckim, który utrzymał w mocy postanowienie o umorzeniu) uznały, że brak jest wystarczających dowodów świadczących o udziale osób trzecich. Śledztwo zostało umorzone, a zdarzenie zakwalifikowano jako nieszczęśliwy wypadek lub dobrowolne przyjęcie substancji o nieznanym składzie.

Rodzice zmarłej - pani Monika i pan Artur - nie kwestionują wyników badań toksykologicznych córki, wskazują jednak na szereg - ich zdaniem - uchybień w czynnościach dowodowych oraz brak weryfikacji kluczowych wątków sprawy. Podzielili się nimi w podkaście "Zbrodnia Ikara".

Perspektywa matki: ostatnia rozmowa z córką, determinacja i błędy w działaniach organów

Pani Monika wspomina córkę jako osobę niezwykle ambitną i aktywną. Ola była absolwentką biotechnologii i chemii, która przed wyjazdem zdobywała doświadczenie zawodowe m.in. w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji. Matka podkreśla, że zasady i dyscyplina towarzyszyły córce od najmłodszych lat:

"Ja od niej zawsze wymagałam, tylko wymagałam. (...) Myślę, że dziś Ola by kończyła doktorat".

Ostatnia bezpośrednia rozmowa wideo między matką a córką miała miejsce 26 sierpnia 2022 r., gdy Aleksandra wybrała się na jednodniową wycieczkę na Bahamy. Pani Monika tak wspomina tę konwersację:

"Bardzo dobrze wyglądała, bardzo ładnie. Rzadko jej to mówiłam (…). Ona mi wtedy tak odpowiedziała: ‘Koniec już jest Twojego gadania na temat moich dodatkowych kilogramów, ponieważ wszyscy się tu za mną oglądają'".

Jednym z kluczowych momentów w pierwszych godzinach po tragedii była rozmowa telefoniczna podczas reanimacji Dawida w amerykańskim szpitalu:

"Lekarz, który rozmawiał z moim mężem przez telefon i była tam akcja ratunkowa życia Dawida, on wtedy powiedział, że jest trucizna w jego organizmie, ale nieznanego pochodzenia. Lekarz powiedział: 'Nie wiemy, co to jest za substancja. Jakbyśmy wiedzieli, łatwiej by nam było leczyć'".

Wątpliwości matki budzi również sposób traktowania materiałów cyfrowych. To rodzice po zalogowaniu się na laptopie Oli odnaleźli wiadomości od Kevina Maldonado, który kontaktował się z Olą w dniu jej śmierci:

"Dawid podpowiedział, że trzeba włączyć Oli laptopa i może uda nam się wejść na jej media społecznościowe (…). Wedy zobaczyłam wiadomość od Kevina Maldonado. Natychmiast przekazałam to Jenny Cernie".

Niedługo potem smartfon zmarłej trafił do wspomnianej wyżej amerykańskiej policjantki:

"Ona potem skontaktowała się ze mną tylko po to, żeby przejąć Oli iPhone'a (…). Kolejnego dnia zajęliśmy się wysyłką. No i ona się już do mnie nigdy nie odezwała, a telefon przepadł na półtora roku i była wielka wojna, żeby go w ogóle odebrać".

Gdy od śledczych w USA rodzina usłyszała, że przy hotelu Generator nie ma monitoringu, pani Monika postanowiła zweryfikować to na własną rękę przy pomocy Polaka przebywającego w Miami:

"On się połączył ze mną przez wideo, bo on poszedł i mi wszystko pokazał. No, tam jest pełno kamer".

Mimo upływu czasu matka zmarłej kobiety deklaruje nieustępliwość w dążeniu do wyjaśnienia zagadkowych aspektów tej sprawy:

"Odpuścić, to ja nie odpuszczę. No chyba że umrę. Połączę się z Olą, połączymy siły i może wtedy coś zdziałamy".

Perspektywa ojca: procedury, zaniechania i ocena materiału dowodowego

Pan Artur (na co dzień zawodowo związany z analizami balistycznymi w Komendzie Stołecznej Policji) od pierwszych chwil zwracał uwagę na z góry przyjęte założenia Luisa Alsiny, czyli amerykańskiego detektywa prowadzącego sprawę:

"Zaniepokoiło mnie podejście policjanta na początku, który tam forsował wersję o przedawkowaniu. Zwróciłem mu uwagę na to, że troszeczkę jest to nieuzasadnione na tym etapie śledztwa i na podstawie tych informacji, które aktualnie są dostępne".

Kolejnym zaskoczeniem dla ojca była procedura formalnej identyfikacji ciała po przylocie do USA:

"Na miejscu okazało się, że zwłoki identyfikowałem na podstawie zdjęć, tak że myślę, że zdalnie też mógłbym to zrobić po przesłaniu zdjęć".

W toku postępowania pan Artur wielokrotnie składał formalne wnioski dowodowe, zmierzające do odtworzenia przebiegu ostatnich godzin życia małżeństwa:

"Ja zabiegałem o wykonanie tych czynności, o przesłuchanie świadków, o zabezpieczenie monitoringu miejskiego, zabezpieczenie monitoringu z hotelu Generator, (…) z kamery hotelu SLS".

Wnosiłem o przesłuchanie ratowników medycznych uczestniczących w akcji ratowniczej na plaży (…). Domagałem się spowodowania przesłuchania Kevina Maldonado na okoliczność kontaktów z moją córką (…). Domagałem się spowodowania przesłuchania menadżerów, pracowników ochrony i pracowników serwisu plażowego hoteli SLS i Surfcomber, to jest hoteli przy plaży, gdzie znaleziono moją córkę i jej męża".

Ojciec zwraca uwagę, że w oficjalnym raporcie z sekcji zwłok pominięto część obrażeń widocznych na zdjęciach wykonanych w szpitalu i kostnicy (m.in. obrzęk nosa, krwiak oczodołu czy rany klatki piersiowej). Ponadto telefon Oli powrócił do rodziny w stanie całkowitego zablokowania cyfrowego:

"Telefon zwrócono nam zablokowany i to w takim stopniu, że bodajże pięć podmiotów zawodowo trudniących się odblokowywaniem tego typu urządzeń nie mogło sobie z tym poradzić, w tym podmioty związane ze służbami w Polsce".

Stan prawny i nierozstrzygnięte pytania

Mimo że prokuratura i sąd uznały sprawę za zamkniętą z powodu braku dowodów winy osób trzecich, w aktach sprawy pozostają udokumentowane rozbieżności:

1. Brak nagrań z monitoringu miejskiego i hotelowego - mimo zapowiedzi detektywa o użyciu programu do rozpoznawania twarzy, materiały wideo nie zostały dołączone do akt.

2. Nieweryfikowalny kontakt z promotorem klubu - amerykańskie służby poinformowały, że nie były w stanie ustalić danych Kevina Maldonado, mimo tego, że wielokrotnie był on notowany i zatrzymywany przez policję w Miami.

3. Niespójności w wynikach toksykologii - brak fentanylu w organizmie Dawida przy jednoczesnej obecności tego narkotyku u jego żony poddaje w wątpliwość hipotezę o spożyciu dokładnie tej samej skażonej dawki w tym samym czasie.

Sprawa śmierci Aleksandry Łęczyckiej stanowi tragiczny bilans niejasnych okoliczności i uchybień proceduralnych, z którymi rodzina zmarłej mierzy się do dziś.

Zagadkowa śmierć Aleksandry Łęczyckiej
Zagadkowa śmierć Aleksandry Łęczyckiej © Instagram
Zagadkowa śmierć Aleksandry Łęczyckiej
Zagadkowa śmierć Aleksandry Łęczyckiej © Instagram
Zagadkowa śmierć Aleksandry Łęczyckiej
Zagadkowa śmierć Aleksandry Łęczyckiej © Instagram
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą