Przez naście lat uzbierało się sporo wywiadów i notek prasowych o mnie, moim życiu i pracy. Ile razy zostałam upokorzona, ośmieszona i obrażona? Wiele. Ile razy płakałam? Wiele. Bo kogo obchodzi, ile fakultetów skończyłam, ile projektów zorganizowałam, z jak zacnymi firmami przychodzi mi każdego dnia pracować. Lepiej robić ze mnie pustą celebrytkę z czerwonych dywanów, pisać bzdury o moim małżeństwie, z długich wywiadów, z których wreszcie można by się dowiedzieć "czegoś" więcej o mnie zawodowego i wartościowego, zostawia się tego jakieś 10%, a pozostałe 90% to wspomniane "mięso". I tak na serio, to czasem jak czytam o sobie, to sama siebie już nie lubię - ubolewa Aga. Ludzie budują sobie o mnie jakieś zdanie na podstawie tendencyjnych i prowokacyjnych nagłówków, która tak naprawdę zachęcają do hejtu, bo jak można skomentować kogoś dobrze, jeśli tekst nie pozostawia o danej osobie pozytywnej refleksji. Tego chcą ludzie? Nie sądzę. Dostają to, co im się podaje. Od lat. Może, jak zacznie się edukować ludzi, także mądrymi wywiadami, tekstami, to wzbudzi się popyt na lepsze treści. Zawsze zastanawiam się, czy dziennikarz, twórca danego materiału, gdyby miał napisać o sobie lub kimś bliskim, pisałby w ten sam sposób, poruszył tak intymny temat i użył tych samych podłych słów... - czytamy.