Środa 13.06.2018

Kluczowy świadek w sprawie Komendy zmarł w tajemniczych okolicznościach

Tomasz Komenda Zbigniew Ćwiąkalski Dorota P.

Kluczowy świadek w sprawie Komendy zmarł w tajemniczych okolicznościach

16 maja Sąd Najwyższy uwolnił Tomasza Komendę od zarzutu zabójstwa 15-letniej Małgorzaty Kwiatkowskiej w 1999 roku, przyznając tym samym, że mężczyzna został niesłusznie skazany i przez błędy popełnione w trakcie śledztwa, zmarnował 18 lat lat życia w więzieniu.

Kiedy do niego trafił, miał zaledwie 23 lata. Więzienie opuścił jako 41-letni wychudzony wrak człowieka. Reprezentujący Komendę mecenas Zbigniew Ćwiąkalski zapowiada żądanie zadośćuczynienia w kwocie 18 milionów złotych, po milionie za każdy rok spędzony za kratkami.

Swoje uniewinnienie Tomasz Komenda zawdzięcza głównie biegłym z Instytutu Ekspertyz Kryminalistycznych w Poznaniu, którzy zmasakrowali linię oskarżenia sprzed dziewiętnastu lat, wykazując, że zgromadzone wówczas dowody w postaci śladów po ugryzieniach, włosów, czapki i zapachu ani teraz, ani wtedy nie mogły być uważane za wystarczającą podstawę do skazania.

Zobacz: Matka Tomasza Komendy wspomina 18 lat bez syna: "Od początku wierzyłam w jego niewinność"

Równie podejrzanie wygląda sprawa z zeznaniami. Kluczowym świadkiem oskarżenia była Dorota P., w latach 90. pracująca jako prostytutka na terenie Wrocławia. Świadczyła usługi tamtejszym policjantom i prokuratorom. Komendę znała z widzenia, bo była sąsiadką jego babci. Kiedy pojawiła się potrzeba znalezienia kozła ofiarnego, to właśnie ona oczerniała Tomasza Komendę w sądzie, zapewniając, że jest on człowiekiem zdolnym do najgorszych zbrodni.

Czy jej znajomi z policji i prokuratury wymusili na niej zeznania? Podobno Dorocie P. wymsknęło się, że tak.

Opowiadała, że zabierali ją do ciemnych pomieszczeń, straszyli, a póżniej badali wariografem, jakby chcieli coś na niej wymusić - wspomina pragnący zachować anonimowość informator Faktu. Kilka miesięcy temu wspominała, że wtedy, przed laty, policjanci ją szantażowali i straszyli.

Swoją tajemnicę Dorota P. zabrała do grobu...

7 czerwca, trzy tygodnie po uniewinnieniu Komendy, gdy już wiadomo było, że śledztwo ruszy od nowa, Dorota P. została przewieziona do szpitala z nagłymi dusznościami niewiadomej przyczyny. Jej stan nie sprawiał wrażenia krytycznego, jednak dwie doby później 58-letnia kobieta już nie żyła.

Kilka tygodni wcześniej leżała dłużej w szpitalu, ale po wyjściu nie narzekała na problem zdrowotne - ujawnia źródło tabloidu. To bardzo dziwne, że zmarła akurat teraz. 

Pudelek.pl na Facebooku:

Komentarze (330)

« Najstarsze « Starsze Oglądasz 1-30 z 330
Odpowiedz
101 14
zgłoś
Gość 13.06.2018 09:01
Ha ha jak myślicie dlaczego🤭🤭
Odpowiedz
657 55
zgłoś
gość 13.06.2018 09:01
Dziwne i nie dziwne. To musial byc dla niej niezly stres, ze sie wydalo.
Odpowiedz
822 57
zgłoś
Gość 13.06.2018 09:01
Seryjny samobójca wrócił z urlopu???🤔🤔🤔
Odpowiedz
70 5
zgłoś
gość 13.06.2018 09:01
az strach sie bac, przykre...
Odpowiedz
134 6
zgłoś
gość 13.06.2018 09:02
Walcz Tomasz !
Ładowanie komentarzy…
« Najstarsze « Starsze Oglądasz 1-30 z 330