Wiśniewscy: kulisy rozstania

0
0
0
Podziel się

Jest takie powiedzenie o dwóch stronach medalu. Tutaj medal ma co najmniej trzy strony – stronę Marty Wiśniewskiej, Michała Wiśniewskiego i Katarzyny Kanclerz. Przedstawmy najpierw dramatis personae:

Michał – wykpiwany przez krytyków i osoby o wyrobionym guście piosenkarz, jedna z największych współczesnych gwiazd polskiej muzyki rozrywkowej. Ekstrawertyk, z bogatą historią artykułów w tabloidach i plotkarskich periodykach – jego związki, jego rodzina, jego skłonności do wystawnego życia, jego kłopoty z alkoholem.

Marta – niebrzydkie prowincjonalne kaczątko zamienione w dorodnego plastikowego łabędzia. Z dziewczyny tańczącej na koncertach zespołu Michała awansowała na nałożnicę, matkę oraz żonę. Odnalazła w sobie talent do śpiewania i po drobnych korektach weszła na scenę, aby budzić zachwyt i niesmak.

Katarzyna – twarda menedżerka, która utrzymać się na szczycie pomogli Michał, a następnie Marta.

Kryzys w małżeństwie W. uwidocznił się podczas festiwalu w Sopocie. Wtedy to mizeria wokalna Mandaryny wyszła na jaw. Już przedtem w sieci krążyło nagranie z próby, dobitnie wykazujące, że talenty Mandaryny są równie imponujące, jak repertuar min polskiego aktora serialowego. Mimo to Mandaryna pozostała świetnym towarem – jej płyty sprzedawały się, jedna z firm poprosiła ją o wystąpienie w reklamie herbaty odchudzającej o aromacie mandarynek, a nastolatki masowo przyklejały sobie centymetrowe tipsy ozdobione hologramami.

Niestety, idealne małżeństwo rozpadło się – Marta wyprowadziła się pod koniec roku z domu, zabierając dzieci – Xaviera i Fabienne. Ciąg dalszy dramatu rozgrywał się na łamach prasy. Najpierw wypowiedział się Michał. Ustawił się w roli mężczyzny pokrzywdzonego, zdradzonego przez łaknącą nienależnych jej sukcesów żonę. Serce się kraje, kiedy czytamy o tym, jak błagał żonę o powrót do domu, bo nie może być sam. W jednym z kolejnych akapitów Michał wyznaje, że jego nowy związek z Ania Świątczak jest bardzo poważny – no, ja myślę, skoro Ania jest w ciąży.

Mandaryna z kolei opowiada spokojnie o swoich postanowieniach i przemyśleniach – wygląda na to, że mąż Michał już przestał ją interesować. Dla dobra dzieci, co podkreśla, chciałaby, żeby jej stosunki z Michałem były poprawne, ale to wszystko. Jest też świadoma faktu, że zarówno jej płyty, jak i ona sama, są dla wytwórni produktem i że jej pięć minut sławy może się łatwo skończyć. Tymczasem zajmuje się więc swoją karierą, póki ją ma, a także swoją szkołą tańca. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że z dwojga Wiśniewskich to ona jest rozsądniejsza i ma lepiej poukładane w głowie.

Na koniec przemawia szara eminencja, czyli Katarzyna Kanclerz z wytwórni Universal. Spokojnie, rzeczowo punktuje Wiśniewskiego, opowiadając o tym, jak to pijany w sztok zmusił swoją żonę, żeby z nim pojechała do szpitala rodzić, a następnie domagał się wstrzymania porodu, aż on nie wytrzeźwieje, a kiedy to nie nastąpiło, groził samobójstwem lekarzowi. Faktycznie, to by nawet pasowało – Wiśniewski sam opowiada, że pije czasem szklaneczkę, ale są też dni, kiedy nie pije, a przed lotem zachowuje przez 24 godziny abstynencję, aby nie stracić licencji. No, ale poród to nie lot i nie da się go zaplanować co do godziny.

Z drugiej strony, wyjaśnienia Katarzyny Kanclerz brzmią nieco sztucznie, kiedy opowiada o występie sopockim swojej podopiecznej – jako przyczynę jej marnej formy podając kłopoty techniczne. Podobno Mandaryna nie słyszała pogłosu, odsłuchów i chórków (cokolwiek to jest). Dobrze, ale to nie zmienia faktu, że fałszowała, aż zęby bolały.

Wszystkie te tłumaczenia i oskarżenia dowodzą jednego – jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Kanclerz zarobiła kasę na Wiśniewskim, a teraz zarabia ją na Wiśniewskiej. Wiśniewski pozazdrościł żonie wyników sprzedaży, a ona chciała nareszcie mieć konto i kartę kredytową na własne, a nie męża nazwisko. Całej trójce można współczuć – publiczne pranie swoich brudów zawsze dowodzi tylko jednego: braku klasy.

No ale to już tylko domysły autorki Pudelka.

0
0
0
0
0
0
0
KOMENTARZE
(0)