Co tu mamy? "Ja z tego nic nie mam" - mówi od razu Fibak, chociaż Latkowski nie wspomina o jakichkolwiek korzyściach. Potem powtarza to kilkakrotnie - "nigdy nie mam żadnej korzyści", "Nie ma żadnych pieniędzy, ani nic" - mówi, choć nie jest pytany. I idzie dalej - kiedy czuje, że sprawa jest poważna: "nawet jeśli jakiś facet z jakąś dziewczyną coś tam, to chyba nie przystoi", a potem: "Wszyscy mamy jakieś słabości. Chcecie w takie bagno wchodzić?". To nie jest pytanie retoryczne, to jest pytanie samobójcze. Ono mówi więcej niż tysiąc słów. Bo pomaga czy jednak jest to bagno? Ale Pan Wojciech idzie dalej, jest zdenerwowany i wali z grubej rury: "...Ja bym prosił, ze względów wszystkich, że ja ogólnie jednak dużo dla Polski zrobiłem, chociaż na pewno mam jakieś wady...". Fibak wie, że rozmawia z dziennikarzem. Czuje, że grunt pali mu się pod nogami, więc powołuje się na Polskę. I z Polską na ustach proponuje "dożywotnią współpracę", "współpracę na wszystkich frontach", oraz sugeruje propozycję korupcyjną dla dziennikarek - "A czy to są dziennikarki, którym trzeba coś, nie wiem, gdyby pan na przykład zdecydował się, żeby tego nie puścić, czy to można im w jakiś sposób..."... A między zdaniami mówi, nagle coś, co jest przyznaniem się, czyli: "Faktycznie coś takiego było, jest to niesmaczne, jest to okropne, ale z drugiej strony jest to takie ludzkie, że przychodzi dziewczyna, mówi, że chce wyjechać, chcesz pomóc". Czyli dobry wujek pomaga potrzebującym.