Ewa Gawryluk w rozmowie z Żurnalistą przyznała, że dwukrotnie otrzymała propozycję zagrania roli w zamian za seks. Inicjatorami mieli być byli reżyserzy. "Ja gdzieś tam zawsze byłam w środku taka naiwna i myślałam, że w tym zawodzie liczy się tylko fach, a nie coś innego" - wyznała.
Ewa Gawryluk zdobyła popularność dzięki roli Ewy Hoffer w serialu "Na Wspólnej". W pewnym momencie głośno zrobiło się o jej życiu uczuciowym. Po ponad dwudziestu latach związku aktorka i Waldemar Błaszczyk podjęli w 2021 roku decyzję o rozwodzie. Jak zapewniali, rozstali się w zgodzie.
Rozstaliśmy się w zgodzie i pozostajemy w dobrych relacjach. Zawsze oddzielaliśmy prywatne sprawy od zawodowych, tak będzie i tym razem. Nie będziemy udzielać wywiadów na temat rozstania ani podawać żadnych prywatnych szczegółów - przekazali w komunikacie.
Chociaż wątki prywatne pojawiły się w rozmowie z Żurnalistą, to jednak rozmowa dotyczyła głównie życia zawodowego Gawryluk, a właściwie branży aktorskiej, której jest częścią od wielu lat. Jak przyznała, zdarzało jej się otrzymywać propozycję roli w zamian za seks. Odmówiła, a w konsekwencji nie otrzymała angażu.
Ale dwa razy mi się tak zdarzyło ze strony reżyserów. Nie poszłam na to i w związku z tym nie zagrałam - przyznała.
Ja myślałem, że ci ludzie mają trochę więcej wyczucia, bo w świecie, gdzie można zrobić wszystkiemu screena i jest to trochę niebezpieczne. A jak się to proponowało kiedyś? - dopytywał prowadzący.
No wprost: "Słuchaj, bo niektóre aktorki, żeby dostać dobrą rolę, to idą z reżyserem do łóżka". I ja mówię: "No, ale ja tego nie robię". I tyle, i się skończyło. "To cię odprowadzę do domu, to cię odwiozę do domu". Ja mówię: "Nie, dziękuję" - wytłumaczyła.
W dalszej części rozmowy Gawryluk wyraziła swoje zaskoczenie i przerażenie, przyznając, że kiedyś, z perspektywy młodszej osoby, miała naiwne przekonanie, iż w zawodzie aktora liczy się jedynie talent i profesjonalizm. Przytoczyła też słowa Krystyny Jandy, która w latach dziewięćdziesiątych określała rolę aktorki w filmie jako "materac dla mężczyzny".
Mnie to trochę przerażało powiem szczerze. Ja gdzieś tam zawsze w środku taka naiwna byłam i myślałam, że w tym zawodzie to się tylko zawód liczy, a nie coś innego. To było męskie kino, zresztą nadal trochę jest, ale wtedy kobieta najczęściej miała rolę, która służyła jako ozdobnik nawet. To Janda kiedyś określiła, że "aktorka jest tam po to, jako materac dla mężczyzny". I to faktycznie coś w tym było w latach dziewięćdziesiątych. I bardzo dużo było wtedy takich ról, które istniały przez jeden film, przez dwie sceny, takie postaci aktorek, które się pokazywały. Myślę, że to się chyba wtedy taką drogą odbywało - dodała.
Z mediami show-biznesowymi jestem związany od 2014 roku, a od 2024 roku pracuję w Pudelku. Jestem zawsze tam, gdzie inni nie chcą lub boją się być, tropię afery - zarówno te większe, jak i te mniejsze - starając się dotrzeć do sedna spraw, które łatwo mogą umknąć uwadze. Wolny czas, którego zawsze mi za mało, spędzam w kinie lub słuchając muzyki. Świat polityki również nie jest mi obcy.