Marta z Pawłowic wyszła z domu na zakupy i ZAPADŁA SIĘ POD ZIEMIĘ: tajemniczy SMS, roczny synek i mąż, który chciał (?) WYKREŚLIĆ JĄ z listy zaginionych

Magda Magda
Źródło zdjęć: © Faacebook, zaginieni.pl

20-letnia Marta Bieniaszewska 9 czerwca 2009 roku wyszła z domu w Pawłowicach i miała pojechać do pobliskiego Jastrzębia-Zdroju. Jeszcze przed południem jej telefon był już wyłączony. Od tamtego dnia nie skontaktowała się z rodziną, a w domu czekał na nią mały syn.

Marta Joanna Bieniaszewska urodziła się w 1989 roku. W 2009 roku mieszkała w Pawłowicach razem z mężem i niespełna rocznym synem. Miała 20 lat i - jak wynika z relacji jej bliskich - nic nie wskazywało na to, że przygotowuje się do nagłego wyjazdu albo chce zerwać kontakt z rodziną. Właśnie ten szczegół po latach nadal pozostaje jednym z najważniejszych elementów sprawy: Marta wyszła z domu w środku zwyczajnego tygodnia, pozostawiając za sobą życie, do którego miała wrócić jeszcze tego samego dnia.

8 czerwca, dzień przed zaginięciem, podchodziła do egzaminu na prawo jazdy. Nie zdała go, ale nie zrezygnowała i zapisała się na kolejny termin. Wieczorem rozmawiała jeszcze z siostrą o swoich planach. Nie był to więc moment, w którym otoczenie dostrzegało przygotowania do ucieczki czy porzucenia dotychczasowego życia - przeciwnie, młoda kobieta planowała następne dni. We wtorek 9 czerwca około godziny 7 rano opuściła mieszkanie. Miała jechać na zakupy do Jastrzębia-Zdroju; późniejsze relacje wskazywały również, że planowała spotkanie ze znajomą. Policyjna baza podaje, że tego dnia była ubrana w białą zapinaną bluzę z kapturem, jasnoniebieskie jeansy i czarne japonki, a na włosach miała różową opaskę. Miała około 168 cm wzrostu, była bardzo szczupła, miała długie blond włosy i charakterystyczne tatuaże, między innymi napis "DolceVita" w okolicy lędźwi. Według informacji zebranych po zaginięciu Marta miała być widziana około godziny 8 w Jastrzębiu-Zdroju. To jeden z ostatnich punktów, jakie udało się umieścić na osi wydarzeń tamtego dnia. Później ślad się urywa. Nie ma potwierdzonej informacji, dokąd następnie poszła, z kim mogła się spotkać ani czy planowane zakupy w ogóle zrobiła.

Przed południem jej telefon był już wyłączony

Około godziny 10–11 siostra próbowała skontaktować się z Martą. Telefon był wyłączony. Początkowo nie musiało to oznaczać niczego dramatycznego - można było przypuszczać, że rozładowała się bateria albo młoda kobieta po prostu nie mogła odebrać. Mijały jednak kolejne godziny, a Marta nie wracała i nadal nie dawała znaku życia. Po południu również jej mąż nie potrafił się z nią skontaktować. Zadzwonił do siostry Marty, pytając, czy żona nie pojawiła się u niej. Bliscy wiedzieli, że takie zachowanie do niej nie pasuje: wcześniej nie zdarzało się, aby znikała na cały dzień bez wiadomości. Rodzina podkreślała później także jej silną więź z synem i nie wierzyła, że mogłaby po prostu odejść, nie informując nikogo i pozostawiając dziecko. Jeszcze tego samego wieczoru zaginięcie zostało zgłoszone policji. Rodzina i znajomi zaczęli działać również na własną rękę - przygotowywali plakaty, pytali mieszkańców Pawłowic i Jastrzębia-Zdroju, później przeszukiwali także okoliczne tereny. W następnych dniach pojawiały się różne informacje od osób przekonanych, że mogły widzieć Martę, jednak żadna nie doprowadziła do jej odnalezienia. Z mieszkania zniknęła dwudziestoletnia kobieta, która poprzedniego dnia umawiała kolejny egzamin na prawo jazdy i rano miała tylko pojechać na zakupy. Nie było pożegnania ani potwierdzonej wiadomości wyjaśniającej, dokąd się wybiera na dłużej. Najbardziej zagadkowe wydarzenia miały jednak dopiero nadejść - wraz z informacjami o możliwym wyjeździe za granicę, wiadomością przypisywaną Marcie i zachowaniem jej męża po zaginięciu.

Wiadomość, której rodzina nie uznała za dowód

W pierwszych tygodniach po zaginięciu pojawił się trop zagraniczny. Bliscy odkryli, że w domu nie ma paszportu Marty, a wcześniej miała utrzymywać kontakt mailowy ze znajomym mieszkającym w Londynie. Jej siostra skontaktowała się z tym mężczyzną, jednak ten zapewniał, że 20-latki u niego nie ma. Pojawiały się również przypuszczenia o Niemczech, gdzie mieszkał brat Marty, ale żadnej z wersji o dobrowolnym wyjeździe nie udało się potwierdzić. Kilka tygodni później wydarzyło się coś jeszcze bardziej zagadkowego. Rodzina miała otrzymać wiadomość przypisywaną Marcie. Wynikało z niej, że kobieta wyjechała i prosi, aby zaopiekowano się jej synem. Dla bliskich nie był to jednak koniec poszukiwań. Siostra Marty od początku podważała autentyczność tej wiadomości, a dostępne publicznie materiały nie wskazują, aby kiedykolwiek potwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że jej autorką rzeczywiście była zaginiona. Rodzina sprawdzała kolejne sygnały na własną rękę. Przeszukiwano pobliskie tereny, rozwieszano setki ogłoszeń, a nawet pojechano do Łodzi po sugestii jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego. Także ten kierunek nie przyniósł przełomu. Z czasem zaczęło być jasne, że zamiast kolejnych potwierdzonych śladów pojawiają się przede wszystkim pogłoski, anonimowe telefony i informacje, których nie da się zweryfikować.


WIDEO
TYLKO NA PUDELKU: Monika Richardson gorzko o podatkowych wypowiedziach Andziaks. "Zapraszamy na jakąś bezludną wyspę" (WIDEO)

Zachowanie męża wzbudziło niepokój bliskich

W tym samym czasie relacje między rodziną Marty a jej mężem zaczęły się gwałtownie pogarszać. Trzeba jednak wyraźnie oddzielić fakty od podejrzeń: publicznie dostępne źródła nie wskazują, aby Krzysztof Bieniaszewski został oskarżony o udział w zaginięciu żony. Najpoważniejsze zarzuty dotyczące jego zachowania po jej zniknięciu pochodzą z relacji siostry Marty, która od lat domaga się dokładnego wyjaśnienia sprawy. Według niej po mniej więcej miesiącu mąż Marty przestał uczestniczyć w poszukiwaniach. Pod koniec lipca 2009 roku miał złożyć wniosek o separację, a następnie podjąć próbę wymeldowania nieobecnej żony ze wspólnego mieszkania. Siostra twierdziła również, że w pewnym okresie on i rodzina Marty zerwali kontakt, a bliskim kobiety ograniczono możliwość widywania jej małego syna. Po kilku miesiącach sytuacja miała się zmienić i spotkania z dzieckiem ponownie stały się możliwe. Jeszcze większe emocje wywołała informacja, że mąż miał zwrócić się do jednej z organizacji zajmujących się osobami zaginionymi z prośbą o zaprzestanie poszukiwań i usunięcie danych Marty z bazy. Jej siostra utrzymywała ponadto, że mężczyzna przedstawiał policji różniące się relacje dotyczące sprawy. Są to jednak twierdzenia rodziny przytoczone przez media, a nie ustalenia zakończonego postępowania karnego, dlatego nie można na ich podstawie przypisywać mu odpowiedzialności za zaginięcie. Co znamienne, nazwisko Marty do dziś widnieje w oficjalnej policyjnej bazie osób zaginionych. W kolejnych miesiącach zaginięcie zaczęło mieć również konsekwencje prawne. Małżeństwo formalnie wciąż istniało, choć Marta nie dawała żadnego znaku życia, a jej miejsce pobytu pozostawało nieznane. Mąż wystąpił następnie o rozwód, natomiast rodzina kobiety coraz głośniej kwestionowała wersję, że dwudziestolatka po prostu rozpoczęła gdzieś nowe życie. To właśnie wydarzenia z 2010 i 2011 roku sprawiły, że wokół sprawy pojawiły się kolejne pytania - i doprowadziły do sytuacji, w której zaginiona kobieta została objęta decyzjami sądowymi, choć nikt nie wiedział nawet, czy nadal żyje.

Lata mijają, ale Marta nadal jest poszukiwana

31 marca 2011 roku zakończyło się małżeństwo Marty, ale nie zakończyła się sprawa jej zaginięcia. Mijały kolejne lata, a żaden z pojawiających się tropów nie doprowadził do ustalenia, gdzie znalazła się po wyjściu z domu 9 czerwca 2009 roku. Nie pojawił się potwierdzony świadek, który widziałby ją później, nie odnaleziono również informacji pozwalających jednoznacznie stwierdzić, że rozpoczęła życie w innym mieście albo za granicą. W 2021 roku Fundacja ITAKA wróciła do tej historii w swoim archiwum, podkreślając, że mimo upływu 12 lat rodzina nadal czekała na jakikolwiek przełom. Upływ czasu nie zmienił statusu sprawy. Marta nadal figuruje w oficjalnej bazie osób zaginionych Komendy Głównej Policji, a poszukiwania prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Pszczynie. W policyjnym rejestrze pozostają jej dane, rysopis oraz informacje pozwalające na identyfikację. To ważne także dlatego, że w chwili zaginięcia była bardzo młoda – miała zaledwie 20 lat. Gdyby żyła, w 2026 roku miałaby około 37 lat, więc jej wygląd mógł przez ten czas znacząco się zmienić.

Żadna z wersji nie dała odpowiedzi

Przez lata wokół zaginięcia pojawiały się trzy podstawowe możliwości: dobrowolne odejście, wyjazd za granicę albo udział innych osób. Żadnej z nich nie udało się jednak potwierdzić materiałem, który zamknąłby sprawę. Wersja o rozpoczęciu nowego życia pozostawia szczególnie trudne pytanie o całkowity brak kontaktu z najbliższymi przez ponad 17 lat. Z drugiej strony sam fakt zerwania kontaktu nie pozwala przesądzać, że doszło do przestępstwa. Nie ma również publicznie dostępnych informacji o odnalezieniu rzeczy Marty, jej szczątków ani o postawieniu komukolwiek zarzutów związanych z jej zniknięciem. Właśnie dlatego ta historia pozostaje sprawą zaginięcia, a nie nierozwiązaną sprawą kryminalną. Rodzina przez lata zwracała uwagę na okoliczności, które uważała za niepokojące, ale podejrzenia bliskich nie mogą zastąpić dowodów. Także doniesienia o możliwym pobycie kobiety poza Polską nie przyniosły potwierdzenia, że rzeczywiście tam dotarła. Jednym z najbardziej uderzających elementów tej historii pozostaje brak wiarygodnego śladu po opuszczeniu Pawłowic. Marta miała znaleźć się w stosunkowo gęsto zaludnionym rejonie Śląska, a mimo wieloletnich poszukiwań nie udało się odtworzyć jej dalszej drogi. Nie wiadomo, czy w ogóle dotarła do Jastrzębia-Zdroju, które miało być celem jej wyjazdu. Granica pomiędzy tym, co wiadomo na pewno, a tym, co powstało później w relacjach, przypuszczeniach i rodzinnych podejrzeniach, w tej sprawie pozostaje wyjątkowo wyraźna.

Siedemnaście lat bez odpowiedzi

W październiku 2026 roku Marta Bieniaszewska nadal znajduje się w policyjnej bazie osób zaginionych. Oznacza to, że mimo rozwodu, upływu lat i zmian, jakie zaszły w życiu jej najbliższych, dla organów ścigania jej los wciąż nie został wyjaśniony. Oficjalne poszukiwania nie zostały zakończone. Każda osoba posiadająca informacje mogące pomóc w ustaleniu, co stało się z Martą Bieniaszewską, może skontaktować się z Komendą Powiatową Policji w Pszczynie albo przekazać wiadomość Fundacji ITAKA. Nawet po 17 latach pojedyncza informacja może pozwolić zweryfikować trop, którego wcześniej nie udało się sprawdzić. W tej historii wciąż brakuje najważniejszej odpowiedzi: co wydarzyło się po poranku 9 czerwca 2009 roku, kiedy 20-letnia matka wyszła z domu i już do niego nie wróciła.

Marta
Marta © Facebook
Marta
Marta © zaginięcia.pl
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą