Przyjaciółki Kinga Rusin i Karolina Ferenstein bawią się w najlepsze na zaśnieżonych Mazurach. Dołączylibyście do nich? (ZDJĘCIA)
Kinga Rusin i Karolina Ferenstein postanowiły odtworzyć miłe wspomnienia podczas najbardziej dokuczliwej zimy od wielu lat. Ich profile wzbogaciły bajkowe widoki Mazur pokrytych białym puchem. Opatulone panie jak za starych dobrych czasów udały się na długi spacer, urządziły sobie bitwę na śnieżki, a nawet wybrały się na kulig.
Przełom grudnia i stycznia zaskoczył nas siarczystymi mrozami, intensywnymi opadami śniegu i oblodzonymi chodnikami. Wyjątkowo dokuczliwa w tym roku zima nie odpuszcza i póki co niewiele wskazuje na to, by temperatury poszybowały do góry. Nic więc dziwnego, że niemały odsetek naszych zziębniętych celebrytów wyruszył na poszukiwanie słońca.
Z całkowicie innego założenia wyszła Kinga Rusin, która postanowiła odwiedzić swoją mieszkającą od lat na Mazurach przyjaciółkę, Karolinę Ferenstein-Kraśko. Była prowadząca "Dzień Dobry TVN" przez większość roku eksploruje odległe zakątki świata, w związku z czym tym bardziej doceniła wyjątkowo surowe oblicze zimy, dokładnie takie, jakie pamięta z czasów beztroskiego dzieciństwa. Szczypiący w uszy mróz i wysokie zaspy śnieżne obudziły w niej sentymentalną nutkę.
Dwie dawne przyjaciółki, czyli Malina Ferenstein i ja na pomoście przy - 9 °C. Taką wspaniałą zimę na Mazurach obie pamiętamy sprzed lat. Piękne wspomnienia wróciły
Kinga Rusin i Karolina Ferenstein uległy zimowemu szaleństwu
Wspólny weekend nie skończył się jedynie na przyjacielskich ploteczkach przy kubku rozgrzewającej herbaty. Wręcz przeciwnie, panie czym prędzej pognały do pobliskiego lasu w Gałkowie, by nacieszyć oczy malowniczymi widokami, pohasać po śniegu i podokazywać na specjalnie stworzonej tratwie. Przy okazji Kinga Rusin przestrzegła przed wchodzeniem na zamarznięte jeziora. Największe wrażenie na dziennikarce zrobił jednak kulig, podczas którego zaproponowano jej skosztowanie pigwówki. Naczelna podróżniczka rodzimego show-biznesu grzecznie jednak odmówiła, przypominając swoim fanom, że "alkohol wychładza".
Wracając do kuligu - był wspaniały! Jak zresztą każda atrakcja, którą Karolina organizuje w swoim ukochanym Gałkowie. Wszystko przemyślane w najdrobniejszych szczegółach! Dla mnie to była też okazja do spotkania i rozmów z dawno niewidzianymi znajomymi, z którymi od lat łączy nas miłość do Mazur i do koni. Niektórych z nich poznałam dokładnie w tym miejscu 30 lat temu... Dzięki Malinie mamy szansę wracać pamięcią do pięknych wspomnień, kiedy tworzyliśmy jeździecką brać. Lubiłam tamte czasy bardzo
Tylko pozazdrościć takiego wypoczynku i kobiecej przyjaźni?