TYLKO NA PUDELKU: Chajzer NIE ZAPŁACIŁ za przekład książki na angielski? Tłumacz atakuje, a celebryta wyjaśnia: "Próbka nie była zadowalająca"

Jo Harper opublikował na swoim blogu wpis, w którym twierdzi, że Filip Chajzer zlecił mu tłumaczenie swojej książki, ale nie rozliczył się za wykonaną pracę. W rozmowie z Pudelkiem Chajzer przekonuje jednak, że do podpisania umowy nie doszło, a Harper otrzymał jedynie zlecenie przygotowania próbki tłumaczenia, która ostatecznie została odrzucona.

Filip ChajzerFilip Chajzer
Źródło zdjęć: © AKPA
Dav

Klikaj, zanim wszyscy zaczną o tym mówić!

Gwiazdy, skandale i momenty, o których jutro będzie głośno.

Sprawdź plotki

Kilka miesięcy temu na rynku ukazała się książka Filipa Chajzera "Szczęście na kreskę", jednak więcej niż o samej publikacji mówiło się o promującym ją spotkaniu. To właśnie podczas wydarzenia dziennikarz po raz pierwszy publicznie pokazał się z 19-letnią Bianką, z którą planuje ślub.

Nie obyło się bez skandalu, bo w pewnym momencie głos zabrała mama nastolatki, która otwarcie wyraziła swoje niezadowolenie z relacji córki ze starszym od niej o ponad dwie dekady Chajzerem.


WIDEO
Zygmunt Chajzer komentuje burzliwe życie uczuciowe syna: TO SĄ JEGO PRYWATNE SPRAWY


Tłumacz twierdzi, że Filip Chajzer go oszukał. Tak tłumaczy się dziennikarz

Wygląda na to, że o książce znów może być głośno. Tym razem za sprawą Jo Harpera - brytyjskiego pisarza, dziennikarza, redaktora i nauczyciela, który od lat 90. mieszka w Polsce. Harper opublikował na swoim blogu wpis zatytułowany "I Love You, Filip Chajzer", w którym twierdzi, że nie otrzymał zapłaty za przygotowanie próbnego tłumaczenia wstępu do książki "Szczęście na kreskę" na język angielski.

Skontaktowaliśmy się z tłumaczem, by zapytać go o szczegóły współpracy z Chajzerem. Jak twierdzi, ustnie ustalono, że rozpocznie tłumaczenie od trzech rozdziałów. Gotowy tekst przesłał Chajzerowi, który miał być zadowolony z efektu. Na tej podstawie tłumacz przystąpił do pracy nad kolejnymi rozdziałami.

Przygotowałem szczegółowy plan redakcyjny, w którym przeanalizowałem, w jaki sposób można zachować jego charakterystyczny styl, a jednocześnie dostosować książkę do anglojęzycznego odbiorcy. Filip powiedział, że takie podejście wydawało mu się zbyt abstrakcyjne. Zaproponowałem więc, abyśmy rozpoczęli od pierwszego etapu tłumaczenia, które pozostawałoby stosunkowo blisko polskiej struktury i stylu. Nie miała to być finalna wersja książki po angielsku. Plan zakładał, że będzie to punkt wyjścia do dalszych rozmów oraz pracy redakcyjnej. Ustaliliśmy ustnie, że rozpocznę od trzech rozdziałów. Przetłumaczyłem je i wysłałem Filipowi, a on powiedział, że jest zadowolony z wykonanej pracy. Na tej podstawie przygotowałem kolejne trzy rozdziały

- twierdzi.

Wtedy też, jak przekonuje Harper, miały zacząć się problemy. Również z rozliczeniem.

Filip zapowiedział, że angielską wersję ocenią jego znajomi z Ameryki. Po około trzech tygodniach napisał, że tekst wygląda, jakby został przygotowany przy użyciu AI. Zdecydowanie nie zgodziłem się z taką oceną. (...) Wstępnie ustalone wynagrodzenie za cały projekt wynosiło 6000 euro, przy czym 50 proc. tej kwoty miało zostać wypłacone w trakcie prac. Kiedy projekt utknął w martwym punkcie, najpierw obniżyłem swoje oczekiwania do 6000 zł za wykonaną część pracy, a następnie, po formalnym zakończeniu współpracy, do 3000 zł. Nie podpisaliśmy umowy, jednak wiadomości pokazują, że praca została przeze mnie wykonana i początkowo zaakceptowana. (...) Dla jasności: nie zamierzam już domagać się od Filipa zapłaty ani kierować sprawy do sądu. Jako pisarz wyraziłem swoje niezadowolenie. (...) Obecnie przebywam w Wielkiej Brytanii z dziećmi, a moja sytuacja finansowa jest na tyle trudna, że nawet opłacenie biletów kolejowych stanowi dla mnie problem. Te pieniądze z pewnością by mi się przydały. Mimo to godność jest dla mnie ważniejsza niż dalsze zabieganie u Filipa o 3000 złotych

- przekonuje.

Co na to druga strona? Filip Chajzer w rozmowie z Pudelkiem przekonuje, że wydanie książki w Nowym Jorku jest jego wielkim marzeniem i aktualnie szuka wydawcy, którego mógłby zainteresować projektem. Dlatego, jak przekonuje, zależy mu na tym, by angielska wersja była dopracowana i odpowiadała jego oczekiwaniom. Jak podkreśla, próbka przygotowana przez Jo Harpera nie spełniła tych wymagań i ostatecznie została odrzucona.

Jakość tego, co otrzymałem, nie była zadowalająca. Nie zaakceptowałem tego. Mam tylko jedną szansę, by wysłać to do wydawcy, więc to musi być dobre. Szukam kogoś, kto zrobi to tak, żebym był z tego dumny. Wydanie tej książki na amerykańskim rynku jest moim największym marzeniem. Jeśli cokolwiek afirmuję, to moją książkę na półce w Nowym Jorku. Pokonanie nałogu uważam za największy sukces i wiem, jak duży jest to problem w Ameryce

- powiedział nam.

Zadzwoniliśmy również do menedżera Chajzera. W rozmowie z nami potwierdził, że kontakt z Harperem rzeczywiście miał miejsce, ale przedstawia zupełnie inną wersję tego, jak miała wyglądać współpraca. Jak przekonuje, chodziło jedynie o sprawdzenie próbki tłumaczenia, a między stronami nie padły żadne ustalenia co do zapłaty, również za wspomnianą próbkę.

Zależało nam przede wszystkim na tym, żeby tekst w języku angielskim zachował styl Filipa. Nie podpisywaliśmy z tym panem żadnej umowy i nie ustalaliśmy, że ma przetłumaczyć kilka rozdziałów. Tymczasem po zaledwie trzech dniach otrzymaliśmy trzy rozdziały, co od początku wzbudziło nasze wątpliwości. Trudno sobie wyobrazić, żeby nawet bardzo dobry tłumacz był w stanie w tak krótkim czasie przełożyć tak dużą partię tekstu. Dlatego skonsultowaliśmy otrzymany materiał z innym tłumaczem. Zależało nam na profesjonalnej ocenie, ponieważ od początku coś się nam w tej sytuacji nie zgadzało. Dodatkowo wraz z tekstem otrzymaliśmy fakturę na 12 tysięcy złotych, mimo że nie ustalaliśmy wcześniej ani stawki, ani zakresu takiej pracy. Po analizie tekstu okazało się, że w dużej mierze został on przygotowany przy wykorzystaniu narzędzi AI. Owszem, zostały naniesione poprawki, ale nadal były tam błędy i nieścisłości, które wskazywały na brak znajomości specyfiki języka polskiego i kontekstu, który tłumacz powinien wychwycić

- słyszymy.

Ostatecznie, jak relacjonuje menedżer, Chajzer miał zrezygnować z dalszej współpracy z Harperem.

W związku z tym podziękowaliśmy za przesłany materiał i zdecydowaliśmy, że nie będziemy kontynuować tej współpracy. Równolegle sprawdzaliśmy innego tłumacza, który w ciągu tygodnia przesłał nam jedynie wstęp i fragment pierwszego rozdziału, ale jakościowo ten tekst był zdecydowanie lepszy. Dla nas tempo pracy pana Joe od początku było więc sygnałem alarmowym. Na tym, w naszym odczuciu, historia powinna się zakończyć

- przekonuje.

Menedżer przekonuje, że od początku była to jedynie próba sprawdzenia umiejętności tłumacza, a nie formalnie rozpoczęta współpraca. Jak twierdzi, między stronami nie zawarto umowy ani nie ustalono wynagrodzenia.

Nie było między nami podpisanej umowy ani ustalonej stawki, a Filip chciał po prostu sprawdzić, jak ten człowiek radzi sobie z tłumaczeniem. Później jednak zaczęły się problemy. Pan Joe miał kontaktować się z Filipem w sposób, który odebraliśmy jako natarczywy, a sytuacja w pewnym momencie wymagała już mojej interwencji. Z naszej perspektywy sprawa jest jasna: nie byliśmy zadowoleni z jakości otrzymanego tłumaczenia, nie zamawialiśmy kilku rozdziałów w takim zakresie, nie ustalaliśmy wynagrodzenia, a po konsultacji z innym specjalistą uznaliśmy, że materiał nie spełnia naszych oczekiwań. Dlatego nie zdecydowaliśmy się na dalszą współpracę

- powiedział.

Czyje tłumaczenie bardziej was przekonuje?

Filip Chajzer
Filip Chajzer © AKPA | AKPA
Filip Chajzer
Filip Chajzer © AKPA | AKPA
Filip Chajzer
Filip Chajzer © AKPA
Małgorzata Ohme dyskutuje z internautami
Małgorzata Ohme dyskutuje z internautami © AKPA | AKPA
Małgorzata Ohme, Filip Chajzer
Małgorzata Ohme, Filip Chajzer © AKPA | AKPA
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą