TYLKO NA PUDELKU: Ekspert od wizerunku ocenia, jak "pizzowa" afera może odbić się na Książulu: "ZNISZCZYŁ integralność marki osobistej"
Książulo wywołał potężną burzę, wprowadzając do popularnej sieci sklepów mrożoną pizzę sygnowaną własnym nazwiskiem. Ruch ten natychmiast podzielił jego wielomilionową społeczność. Dla wielu fanów promowanie marketowego gotowca okazało się jawnym zaprzeczeniem dotychczasowej misji bezkompromisowego pogromcy gastronomicznej ściemy. Specjalnie dla Pudelka sprawę ocenił Paweł Prus, ekspert ds. PR-u kryzysowego z agencji Flynn.
Książulo przez lata zapracował na miano króla rodzimego YouTube’a, bezlitośnie punktując grzeszki lokali gastronomicznych i broniąc portfeli zwykłych Polaków. Tym większym szokiem dla jego odbiorców okazał się najnowszy projekt biznesowy. Kiedy na półkach sklepów wylądowała mrożona pizza z jego twarzą i logo, w sieci momentalnie wybiło szambo.
Widzowie poczuli się oszukani, zarzucając swojemu idolowi hipokryzję oraz ugięcie się pod ciężarem sowitego czeku od korporacji. W komentarzach zawrzało od gorzkich słów, a pod filmami influencera zaroiło się od deklaracji o cofaniu subskrypcji i oskarżeń o "sprzedanie zasad" za gotowca z zamrażarki.
Ekspert od PR-u kryzysowego diagnozuje problem Książula
O to, jak bardzo ten ruch zaważy na pozycji youtubera, zapytaliśmy Pawła Prusa, partnera zarządzającego agencji public relations Flynn. Ekspert specjalizujący się w PR-ze kryzysowym nie ma złudzeń, że problemem nie jest chęć zarobku, lecz brutalne zderzenie z dotychczasowym wizerunkiem.
WIDEO
Odmieniony Daniel Martyniuk promuje wojskowe show. Po nagraniach zrzucił mundur, ruszył na dworzec i raczył się dymkiem (WIDEO)
Problemem Książula nie jest to, że chce monetyzować swoją popularność, tylko to, że próbuje robić to w sposób, który niszczy integralność jego marki osobistej i dotychczasowych dokonań. Książulo zbudował niezwykłą popularność na polskim YouTubie dzięki autentyczności i temu, że prezentował się jako zwykły chłopak, który jest szczery, uczciwy i zawsze stoi po stronie konsumenta, czyli swojego widza. Pokazywał, że branża gastronomiczna ma swoje sztuczki, ale on, Książulo, nie da się na nie nabrać i mówi wprost, co jest dobre, a co nie. A że przedmiotem jego ocen, zwłaszcza w pierwszych latach działalności, był popularny street food, taki jak kebab czy pizza, milionom widzów łatwo było się identyfikować z tym, co mówił i pokazywał w swoich filmach – zauważa specjalista.
Zdaniem Prusa fani bez problemu zaakceptowali fakt, że ich ulubieniec dzięki swojej ciężkiej pracy zgromadził fortunę. Granica została jednak przekroczona w momencie wyboru produktu, który kłóci się z jego dotychczasową narracją.
O ile jego widzom nie przeszkadzał fakt, że dorobił się na tych nagraniach znacznego majątku (niektórzy byli wręcz dumni z tego, że "ich twórca" jest tak popularny), o tyle dla wielu z nich niewybaczalna jest sytuacja, w której Książulo robi coś, od czego przez lata się odcinał. Jego widzowie zapewne z entuzjazmem przyjęliby to, gdyby Książulo naprawdę otworzył swoją pizzerię czy kebab. Ale wejście z mrożonką do największej sieci małych sklepów w Polsce to działanie, które zgrzyta z tym, co komunikował w swoich filmach do tej pory – podkreśla w rozmowie z Pudelkiem ekspert.
Rozjazd między wartościami a działaniem
Skąd wziął się tak bezprecedensowy hejt i wściekłość internautów? Paweł Prus wyjaśnia, że w marketingu podobny dysonans zawsze wywołuje u odbiorców poczucie zdrady, porównywalne do największych hipokryzji znanych z show-biznesu czy polityki.
Tak ostra reakcja fanów, jaką właśnie obserwujemy, wynika z zawiedzionych oczekiwań i rażącego rozjazdu między tym, co mówił i robił do tej pory, a tym, co proponuje swoim widzom teraz, czyli mrożoną pizzą z Żabki. Im większy rozjazd między wartościami a działaniem, tym ostrzejsza reakcja odbiorców. Działa tu analogiczny mechanizm jak w przypadku aktorki, która na co dzień broni praw zwierząt, a reklamuje skórzane buty czy torebki, albo polityka, który buduje wizerunek na wartościach rodzinnych, a zostaje przyłapany na romansie. Chodzi o coś, co w marketingu i komunikacji nazywamy integralnością marki i obietnicą marki. Sytuacje kryzysowe takie jak ta, w której znalazł się Książulo, biorą się właśnie stąd, że działanie, często podyktowane zyskiem, jest sprzeczne z tym, co dana marka (w tym przypadku marka osobista) obiecuje swoim odbiorcom – tłumaczy partner zarządzający agencji Flynn.
Biznesowe konsekwencje "pizzowej" dramy
Czy afera o mrożone ciasto na zawsze pogrąży czołowego polskiego twórcę? Ekspert uspokaja – paradoksalnie gniew komentujących może jedynie napompować jego finansowe imperium, bo internetowe algorytmy nie rozróżniają zachwytu od oburzenia.
Mimo wyjątkowej skali oburzenia ze strony fanów i widzów, którzy dają mu wyraz w komentarzach pod jego filmami, nie spodziewam się, żeby ta sytuacja przyniosła długofalowo poważne straty. Nawet jeśli część widzów odpłynie, a raczej będzie to niewielki odsetek, to z czasem na ich miejsce pojawią się kolejni, w tym nowi, których przyciągnie cała ta awantura. Osoby, które wchodzą na kanał Książula, żeby napisać pod filmem negatywny komentarz, zapominają, że w ten sposób także dokładają się do zasięgów filmu i wzmacniają jego pozycję w algorytmach YouTube'a. Wizerunkowo Książulo pewnie więc trochę straci, ale biznesowo na całej awanturze może zarobić jeszcze więcej. Przykłady afer z udziałem innych influencerów pokazały już, że ten świat rządzi się zupełnie innymi prawami – podsumowuje Paweł Prus.
A Wy spróbujecie mrożonej pizzy od Książula, czy czujecie niesmak po jego najnowszym pomyśle?
W Pudelku pracuję już od niemal sześciu lat. Wcześniej przez dwa lata zajmowałem się stylizowaniem. Moda zawsze była bliska memu sercu, jednak bezpośrednia styczność z show-biznesowym środowiskiem uświadomiła mi, że zdecydowanie bardziej ciągnie mnie do pisania o "stylówkach" celebrytów, niż ubierania ich. Oprócz śledzenia branżowych dram jestem na bieżąco również z nowinkami ze świata kina.