To taka zła polska tradycja - udawanie po powrocie ze Stanów, że ma się już ten "lepszy" akcent, przesadne pielęgnowanie go. To naprawdę najgorsze co można robić. Ciężko mniej dyskretnie dać do zrozumienia, że uważa się Polskę za prowincję. Rozumiemy Izę, tylko czemu w takim razie wciąż ją do tej Polski ciągnie? Przecież robi w Stanach taką wielką karierę...