Danuta Holecka ZALAŁA SIĘ ŁZAMI na wizji i ruszyła z tłumaczeniami. "Jestem winna państwu małe uzupełnienie"

Danuta Holecka rozpłakała się na antenie podczas relacji na żywo sprzed Trybunału Konstytucyjnego, gdzie zebrany tłum skandował jej imię. Wszystko działo się dzień po głośnej interwencji policji, w trakcie której w kajdanki zakuto jej męża.

Danuta Holecka popłakała się na wizji Danuta Holecka popłakała się na wizji
Źródło zdjęć: © You Tube
Ignacy Węgrzyn

Klikaj, zanim wszyscy zaczną o tym mówić!

Gwiazdy, skandale i momenty, o których jutro będzie głośno.

Sprawdź plotki

Wokół Danuty Holeckiej znów wrze, a wszystko za sprawą incydentu we Wszystkich Świętych na warszawskim Służewie. Wizyta na grobie zmarłego syna zakończyła się awanturą z policją i zakuciem męża prezenterki w kajdanki. Podczas gdy mundurowi tłumaczyli, że kierowca wjechał pod zakaz i odmówił wylegitymowania się, na antenie TV Republika od razu okrzyknięto sprawę "brutalną represją".

Danuta Holecka popłakała się na wizji

Dzień później w studiu stacji Tomasza Sakiewicza, gdy reporterka Edyta Lewandowska łączyła się na żywo sprzed Trybunału Konstytucyjnego, a zgromadzeni zaczęli głośno skandować imię Holeckiej, ta nie mogła powstrzymać łez.

Danusiu, to jest siła ludzi, siła wsparcia, siła miłości. Pamiętaj o tym – powiedziała reporterka.

Dziękuję tobie i podziękuj państwu. (...) Edyta, powiedz państwu, że ich kocham i ciebie też – odpowiedziała Holecka.


WIDEO
Maciej Orłoś o Danucie Holeckiej i TV Republika. "Kłamstwo na kłamstwie, kłamstwem pogania"

Danuta postanowiła wykorzystać czas antenowy i osobiście zrelacjonować widzom przebieg scen z okolic służewskiej nekropolii. Zaczęła od kwestii feralnego parkowania, zarzekając się, że nie potrzebowała żadnych specjalnych pozwoleń.

Jestem winna państwu małe uzupełnienie, ponieważ nie musiałam mieć żadnego zezwolenia parafii, żeby parkować na wyznaczonych do tego miejscach przed cmentarzem. Parkują tam wszyscy, codziennie. Jestem tam prawie od dwóch lat i czterech miesięcy, każdego dnia. Nigdy takiej sytuacji nie było – grzmiała na antenie.

Danuta Holecka opowiada o interwencji policji

Później Holecka przedstawiała widzom swoją wersję wydarzeń, która różniła się od tego, co mówili policjanci.

Mąż wysiadł z samochodu, a on zaczął go do tego samochodu wpychać, żeby wsiadał z powrotem. I dokumenty. Nie mam. Mąż już stał przy samochodzie i pan policjant: "Proszę się przedstawić". Mąż do niego: "Człowieku, czego ty ode mnie chcesz? Ja chcę iść na cmentarz". I pan zaczął go zakuwać. Kiedy ciągnął mu jedną rękę do tyłu, podeszłam i powiedziałam, jak się nazywam i jak się nazywa mój mąż – relacjonowała.

Danuta nie kryła oburzenia, że mundurowi rzekomo nie chcieli zweryfikować danych po numerze rejestracyjnym ani nie odpuścili nawet wtedy, gdy na miejscu zjawił się ich syn z dokumentami ojca w ręku.

Gdy drugi raz siedział skuty, mówiłam, jak się nazywa mąż. Potem pan miał go rozkuć, kiedy przyszedł syn. Syn miał dokumenty, poświadczył, a mąż dalej siedział skuty. Tak wyglądała ta prawda. Nie mam powodów, żeby kłamać. Żadnych. Przepraszam państwa, ale byłam to państwu winna – zakończyła ze ściśniętym gardłem.

Wersja Danuty rozjeżdża się jednak nie tylko z relacją mundurowych, ale i z oficjalnym protokołem, który podpisał jej mąż (choć wniósł do niego własne uwagi). Jak ustaliła Wirtualna Polska, sprawa skończy się w sądzie — policja skierowała już wniosek o ukaranie mężczyzny za zignorowanie znaku i odmowę podania danych. Funkcjonariusze podkreślają natomiast, że kajdanki poszły w ruch, bo kierowca chciał się oddalić z miejsca kontroli, a prawo obowiązuje każdego — bez względu na nazwisko.

TV Republika
TV Republika © You Tube
TV Republika
TV Republika © You Tube
TV Republika
TV Republika © You Tube
TV Republika
TV Republika © You Tube
TV Republika
TV Republika © You Tube
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą