Dziś z naszym ekspertem porozmawiamy sobie, jak wychodzić z długów
Siwe, krótkie włosy, grzywka postawiona do góry. Wyraźna szminka, telewizyjny makijaż. Okulary, kolorowa, wzorzysta koszula z podwiniętymi do łokci rękawami. Jest listopad 2022 r., gdy Borucka, szerzej znana jako Mądra Babcia, zaprasza na rozmowę o długach. Widzowie jej kanału na YouTube nie wiedzą jeszcze, że ją samą od dawna wiele osób oskarża o długi. Chodzi o poprzednią firmę, w której pracowała. Ona sama nie wie jeszcze, że za 2 lata rozbuduje swój kanał do kilkudziesięcioosobowej telewizji. I wpadnie w te same schematy, co w poprzedniej firmie.
Jest najbardziej znaną polską silver influencerką, czyli taką, która kieruje swoje treści do odbiorców 50+. Stąd nazwa telewizji (a dokładniej kanału na YouTube) - Silver TV, która wystartowała w październiku 2024 r. Do tej pory Mądra Babcia prowadziła live’y, wrzucała filmiki z babcinymi poradami i wywiady z ekspertami. Nowa era jej kanału to kilkanaście nowych formatów telewizyjnych, kilkanaścioro nowych twarzy na ekranie (wśród nich znane nazwiska jak Monika Richardson czy Norbi), drugie tyle współpracowników zakulisowych.
Dziś Mądrą Babcię na Facebooku śledzi 639 tys. obserwujących, a kanał Silver TV ma ich na YouTube 313 tys. Telewizja, której Beata Borucka jest prezesem, ma też wielu ludzi, którym zalega pieniądze za wynagrodzenia. Sięgają one setek tysięcy złotych. "Wirtualne Media" napisały niedawno, że może to być nawet ponad milion złotych
Najpierw zgłosiła się do mnie jedna, potem druga osoba: "Mądra Babcia nie płaci ludziom!" A dokładniej to nie płaci im Silver TV, nie Beata Borucka, co ona sama będzie potem wielokrotnie powtarzała. Zwłaszcza gdy dowie się, że przyglądam się tej sprawie.
Na początku nie wierzyłem w te rewelacje. Poznałem przecież kiedyś Borucką. Prowadziłem panel dyskusyjny, a ona była jednym z ekspertów. Elegancka, uśmiechnięta, miła, od razu przeszła na ty. Prawdziwa babcia, czuć w jej otoczeniu przecież ciepło.
A jednak kolejne osoby odzywały się do mnie: "Mądra Babcia nie płaci ludziom". Piąty współpracownik Silver TV, dziesiąty, skończyłem liczyć na piętnastym. I zrozumiałem: właśnie dlatego Babcia jest Mądra - na siebie nie bierze nic, więc nic nie musi zwracać z własnej kieszeni. To firma, a dokładniej spółka z ograniczoną odpowiedzialnością będzie miała kłopoty. I oczywiście jej współpracownicy z pustawymi portfelami.
Wśród moich rozmówców są prowadzący programy Silver TV, ale i ludzie z drugiej strony ekranu. Są tacy, którzy zaczynali wraz ze startem telewizji dla seniorów i tacy, którzy współpracę zaczęli dopiero w 2026 r. Wobec każdego z nich firma miała lub ma zaległości. A było to tak.
PIERWSZE PROBLEMY
Gdy Silver TV startowała w październiku 2024 r., miała milion złotych od inwestora Szymona Negacza. Na początku pieniądze więc były. Mimo to już w grudniu bodaj pierwszą osobą, która natknęła się na problem z wypłatą, była dr inż. Małgorzata Krokowska-Paluszak. Pomagała przy produkcji programów. Za październik 2024 dostała pełne wynagrodzenie, z pieniędzmi za kolejne dwa miesiące były już problemy.
Umawiałam się kilkukrotnie na to, że listopadowa faktura do świąt zostanie zapłacona, żeby mieć je za co zrobić. Niestety nie została zapłacona, nikt mnie też nie uprzedził o tym
Kobieta zakończyła współpracę z końcem roku i 16 tys. zł, które zalegała jej firma.
Jednym z flagowych programów Silver TV jest poranny program śniadaniowy na żywo. Jego twarzami były m.in. Magi Kos i Monika Richardson. Obie wskazują, że pieniądze na wypłaty zaczęły się kończyć ok. marca 2025. Członkowie redakcji byli jednak przekonani, że to chwilowe kłopoty.
Bardzo wierzyliśmy w ten projekt. Pierwsze 6 miesięcy "niepłacenia" dla nas wszystkich to było: "oj tam, na pewno niedługo zapłaci, wszystko będzie dobrze
Przekonanie o tylko przejściowym charakterze problemu wzmacniały w ludziach spotkania kierownictwa z całym zespołem. Mądra Babcia przekonywała na nich, że pieniądze lada moment się znajdą, bo telewizja zaraz podpisze kontrakty z nowymi sponsorami. Wizja nowych sponsorów wracała regularnie, obietnic było sporo.
Hossa nadchodzi, słyszeliśmy, tylko ta hossa… nie nadchodziła
KROPLÓWKI I SZANTAŻE
Większość wypowiadających się w tym tekście współpracowała z Silver TV po kilkanaście miesięcy, co może wydawać się dziwne. Ale to nie tak, że oni nagle przestali dostawać wynagrodzenia. Kasa przychodziła szczątkowo.
Dostawaliśmy jakąś jedną piątą, jedną dziesiątą tego, co zarobiliśmy tak, żeby było, że mają dobrą wolę, że nam cokolwiek płacą. A reszta nie istniała, nigdy nie było spłacenia pełnych zaległości
Monika Richardson podaje przykład: raz fakturę wystawiła na 8 tys. zł, a dostała 2 tys. zł. Sytuacje powtarzały się u wielu osób niemal co miesiąc. W końcu członkowie telewizyjnej redakcji wymyślili na te cząstkowe wypłaty nazwę: kroplówki.
W żadnym miesiącu swojej pracy, nawet w pierwszym, nie dostałam pełnego wynagrodzenia. Zawsze to były przelewy typu 1-2 tys. zł. Zawsze po moich prośbach i dopytywaniu się, kiedy dostanę
Wielu moich rozmówców to powtarza: kroplówki nie przychodziły na konto automatycznie, nawet o nie trzeba się było prosić, dobijać, przypominać. Nie życzę nikomu, by musiał chodzić za szefem o zaległą pensję. Ci ludzie musieli. I nazywają to wprost: upokorzenie, wstyd, poniżenie.
Dzięki kroplówkom współpracownicy miesiącami nie odchodzili z Silver TV, choć długi telewizji wobec nich rosły. Twierdzą jednak, że nie był to jedyny sposób na ich zatrzymanie. Innym miało być stawianie warunku współpracownikom. Mechanizm miał być prosty: kto odchodzi z Silver TV, ten spada ze swoimi zaległościami na koniec listy oczekujących na zwrot pieniędzy.
Były takie teksty: "słuchaj, ci co odchodzą, nie dostają [zaległej] kasy"
Sama wielokrotnie słyszałam, że zaległe pieniądze otrzymają ci, którzy przychodzą do pracy
Potwierdziło mi to jeszcze kilka innych osób, z którymi rozmawiałem. Jedna z nich, anonimowo, ocenia: - To jest prokurator, to jest szantaż! To jest zmuszanie ludzi do pracy, za którą nie dostają wynagrodzenia po to, by dostali zaległe wynagrodzenie. Jak absurdalne to jest?!
Metoda działała.
Trochę sobie myślałam, że jak będę tam na miejscu, to trochę przypilnuję tych swoich pieniędzy. Tak łatwo się mnie nie pozbędzie i nie zapomni o mnie i o tych długach
Zapytałem adw. Katarzynę Zalewską, czy takie stawianie warunków jest zgodne z prawem.
Nie ma tak, że ktoś spada na koniec kolejki, bo takiej kolejki nie ma! Każda osoba powinna być uregulowana zgodnie z terminem w treści umowy - czy to zlecenia, B2B czy o dzieło
I dodaje:
Jako prawnicy nazywamy to efektem mrożącym, paraliżem. Ja ci coś powiem - nie do końca zgodnego z przepisami prawa albo akceptowanego społecznie - ale zrobię to po to, żeby zamrozić twoje działania, żebyś nie chronił swoich interesów.
Zapytałem Beatę Borucką o szantażowanie spadkiem na koniec kolejki. Zaprzeczyła.
Takiej zasady nie było i nie ma. Nigdy nie powiedziałam, że odejście oznacza brak zapłaty
Co więcej, podaje 4 przykłady osób, które odeszły, a mimo to im zapłaciła. Ma to być zaprzeczeniem istnienia rzekomej zasady o spadku na koniec kolejki.
Wśród osób, które zakończyły współpracę i mają rozliczenia zamknięte w całości, są Monika Richardson, Joanna Grabowska, Norbi i Małgorzata Krokowska-Paluszak. Wszyscy odeszli i wszyscy otrzymali swoje pieniądze. Każdą z tych osób może pan o to zapytać.
Zapytałem. Monice Richardson, owszem, Borucka zapłaciła - po fortelu zastosowanym przez dziennikarkę. Zerwała ona współpracę, gdy stacja zalegała jej ok. 40 tys. zł.
W grudniu 2025 r. podjęłam decyzję o zastosowaniu szantażu. Napisałam do Beaty Boruckiej, że jestem chętna rozpocząć kanał na YouTube "Oszukani przez Silver TV" i będę na nim robić wywiady, jak oszukuje Beata Borucka. Efekt był taki, że do końca grudnia miałam zapłacone co do złotówki.
Dr inż. Małgorzata Krokowska-Paluszak też odzyskała swoje zaległe 16 tys. zł. Też fortelem:
Napisałam, że jeżeli w ciągu 3 dni nie dostanę tych pieniędzy, to informuję Państwową Inspekcję Pracy, ZUS, Krajowy Rejestr Dłużników, Urząd Skarbowy, a z drugiej strony również sponsorów telewizji.
Norbi wyjaśnił mi, że uniknął kłopotów z płaceniem, bo miał na to własny sposób:
Przed każdym programem żądałem zapłaty z góry. Jak nie zapłacili, to nie wychodziłem na antenę.
Z kolei Joanna Grabowska miała tak często i tak nachalnie dzwonić i pisać do kierownictwa Silver TV, że zapłacili jej dla świętego spokoju. Czy to zatem dobre przykłady na zanegowanie pogłoski o szantażowaniu odchodzących ludzi?
KLĄTWA ZA WINDYKATORÓW
Blanka Gankowska zastosowała inną metodę - firmę windykacyjną. Jej pracownicy na początku lipca przyjechali pod siedzibę Silver TV. Wyszedł do nich Zbigniew Kłoczko. Przebieg spotkania znany jest dzięki nagraniom wideo obu stron. Windykatorzy pytali, gdzie są pieniądze, rzucili też hasłami "oszuści" i "złodzieje". Kłoczko głównie milczał.
Kim jest? To prawa ręka Beaty Boruckiej. Od kwietnia 2021 do maja 2022 był nawet prezesem Silver TV. Prywatnie jest jej partnerem. Byli współpracownicy Silver TV wskazują go jako osobę, która w firmie zajmowała się finansami. Wydawał także polecenia, co widać na wielu screenach od moich rozmówców.
I to właśnie Zbigniew Kłoczko wysłał maila z pretensjami do Blanki Gankowskiej o wizyty jej windykatorów. Maila nietypowego nie tylko jak na służbową komunikację. Tytuł: "Anioły i demony". W treści m.in.: "Czekają przygody... od istot, które nie żyją tutaj na ziemi, a które tutaj wysyłam". Gankowska wprost nazywa to rzucaniem klątw.
Tę "metodę komunikacji" potwierdziło mi jeszcze kilka osób. Sam Kłoczko zaś… zaprzeczył.
Nie rzucałem na nikogo żadnych klątw i nie komentuję prywatnej wiadomości ani czyichś interpretacji
INTERWENCJA (U) INWESTORA
W obliczu kroplówek, klątw i szantaży (którym szefostwo Silver TV zaprzecza) współpracownicy napisali anonimowy list z prośbą o pomoc do inwestora Szymona Negacza, tego od miliona złotych. Poinformowali w nim o wielomiesięcznych zaległościach finansowych i dodali: "Czujemy się zastraszani, mobbingowani. Lubimy tę pracę, ale w tym miejscu ciężko jest już funkcjonować".
W odpowiedzi dostali… wiadomość na redakcyjnym czacie od Beaty Boruckiej. Wrzuciła w niej zdjęcie wysłanego do Negacza listu i postraszyła: "Szymon jako wspólnik przekazuje nam informacje i wiemy, kto teraz pożalił się Szymonowi w dość paskudny sposób. Póki co nie przewiduję poruszania tego tematu".
Owszem, wygląda to jakby inwestor doniósł szefowej, na którą dostał donos od współpracowników. Szymon Negacz sam był jednak zaskoczony słowami Mądrej Babci. Wysłał więc do zespołu maila. Zaprzeczył w nim, by przekazywał Boruckiej informacje o osobach, które się do niego odzywają. Zapewnił, że każdy może liczyć na poufność w rozmowach z nim. "Nie chcę występować jako straszak wobec kogokolwiek z Was" - pisał. W rozmowie ze mną dodaje, że to nie był jedyny sygnał, jaki dostał: "odbyłem dziesiątki takich rozmów".
Zresztą Negacz od samego początku miał zastrzeżenia do Boruckiej. Nie udzielił jej jako prezesce firmy absolutorium już za 2024 rok. Pytam go, dlaczego.
Ponieważ jako inwestor pasywny i wspólnik mniejszościowy przez bardzo długi czas nie mogłem uzyskać od spółki dokumentów i pełnych informacji finansowych o jej sytuacji. Trudno udzielić absolutorium zarządowi, którego działań nie sposób zweryfikować
Dodam, że do dziś uzyskiwanie informacji od spółki jest bardzo utrudnione.
ODPOWIEDŹ MĄDREJ BABCI
Inwestor, który nie może się doprosić dokumentów. Współpracownicy niemogący się doprosić pieniędzy. Pieniądze od sponsorów, które permanentnie "zaraz będą", ale jeszcze nie są. Wielomiesięczne zaległości, pogłoski o szantażach i klątwach. A co na to Beata Borucka?
Nie zdradza mi, u ilu osób Silver TV ma zaległości (sam dotarłem do ok. piętnastu byłych współpracowników, obecni też nie zawsze dostają je w pełni), ani na jakie kwoty (może nawet ponad miliona). Niewypał finansowy tłumaczy błędnymi założeniami. Najpierw chciała z zespołem zbudować dużą liczbę programów, co miało zachęcić reklamodawców. Jednak liczba programów rosła, koszty też, a "rynek reklamowy odpowiedział słabiej i znacznie wolniej, niż zakładaliśmy".
Nie chcę tego przedstawiać jako pecha, bo to nie byłoby uczciwe. Skalę kosztów ustawiłam ja i ja odpowiadam za tę decyzję. (…) Między błędem w ocenie a decyzją, żeby komuś nie zapłacić, jest różnica
Twierdzi też, że ma sposoby na uratowanie sytuacji: ma to być zawężenie ramówki, a więc i zmniejszenie kosztów produkcji oraz… dalsze rozmowy ze sponsorami. O dłużnikach, jakich ma telewizja, jej prezes pisze per "osoby, wobec których rozliczenie pozostaje otwarte" i zapewnia, że przedstawiono im propozycje porozumień i prowadzone są rozmowy.
Część z tych rozmów prowadzona będzie za pośrednictwem sądów. Na taką drogę zdecydowały się wspomniane wcześniej Urszula Rogala (10-15 tys. zł), Magi Kos (ok. 20-50 tys. zł), ale i np. Maja Wirowska. Zajmowała się social mediami w Silver TV, do dziś nie odzyskała ok. 37 tys. zł.
U windykatorów wciąż pomocy szukają m.in. Blanka Gankowska (ok. 40 tys. zł) czy montażysta Tomasz Kołaczyk (nie chce zdradzać kwoty). Kwotą zaległości, jakie ma wobec niego Silver TV, nie chwali się też Paweł Blajer. Prawnik kiedyś prowadził w STV programy. Teraz chce części udziałów w spółce, skoro ta nie jest w stanie wypłacić mu zaległej gotówki.
Mądra Babcia zapewnia mnie jednak, że dla telewizji idą lepsze czasy: "Zainteresowanie ze strony reklamodawców rośnie, ofert, które do nas trafiają, jest wyraźnie więcej niż pół roku temu, a rozmowy, które prowadzimy, są konkretniejsze niż kiedykolwiek wcześniej".
EPILOG, CZYLI EXERTUS
Na tym opowieść o Mądrej Babci i Silver TV mogłaby się skończyć. Mamy pokrzywdzone osoby, mamy znaną influencerkę, której firma nie wypłacała wszystkich pieniędzy. Mamy obietnice poprawy, ale pozostajemy z pytaniem w głowie: czy to wszystko było dziełem przypadku, czy wyrachowania?
Odpowiedź na nie każdy musi sobie znaleźć sam. Warto jednak spojrzeć na przeszłość Beaty Boruckiej. Silver TV nie jest bowiem pierwszą firmą, którą współprowadziła razem ze swym partnerem Zbigniewem Kłoczko. Wcześniej (2008-2021) działali (Kłoczko bywał prezesem, Borucka prokurentem i dyrektorem merytorycznym) kolejno w firmach Exertus i Exertus Group. Specjalność: szkolenia z kompetencji miękkich prowadzone w korporacjach.
Dotarłem do Justyny, która była pracowniczką biurową Exertusa przez prawie 5 lat (2012-2017). Sama do dziś nie odzyskała swoich 20 tys. zł. Chce pozostać anonimowa, bo wciąż działa w branży szkoleniowej. Potwierdza, że i tam były kroplówki, a siedzibę firmy odwiedzali komornicy. Na pytanie, kto w Exertusie nie dostawał pełnego wynagrodzenia, odpowiada, że i pracowniczki biura, i trenerzy prowadzący szkolenia. Trenerzy czasem szantażowali, że nie pojadą prowadzić szkolenia, jeśli nie dostaną zaległej kasy. Wtedy dostawali natychmiast - przynajmniej część - i jechali na szkolenie. Zdarzały się jednak i akty desperacji.
Jeden z trenerów pożyczył dla syna aparat fotograficzny, taką fajną lustrzankę. I powiedział, że nie odda. "Bo mi nie płacicie"
Udało mi się dotrzeć do jednego z trenerów. Mariusz Turek współpracował z Exertusem przy jednym z projektów w 2017 r. Do dziś nie otrzymał za to ok. 17 tys. zł
Próbowałem do Beaty Boruckiej dzwonić, mailować. Na początku odbierała, odpisywała. "Tak, tak już oczywiście przelew idzie". Potem przestawała odbierać, nie odpisywała. Potem dowiedziałem się, że jest więcej takich osób ze znacznie większymi kwotami niż moja. Z tego, co mi wiadomo, są ludzie z tego projektu, których kwoty niezapłacone sięgały poziomu 40-50 tys. zł
I Justyna, i Mariusz Turek uzyskali sądowe nakazy zapłaty zaległych pieniędzy. Nawet mimo tego Exertus ani Exertus Group im ich nie zwrócił. Obie firmy już nie istnieją. W sieci można zresztą znaleźć więcej długów Exertusa wystawionych na sprzedaż. I to z niemałymi kwotami: 12 tys. zł, 15, 38, 67, a nawet 108 tys. zł.
Gdy zapytałem Beatę Borucką, "czy wcześniej, przed startem Silver TV w nowej odsłonie (jesień 2024) zdarzyło się, żeby zalegała z wypłatami dla (współ)pracowników tej czy innej firmy", zignorowała moje pytanie. Nie wspomniała o tym, że miała cokolwiek wspólnego z firmami Exertus i Exertus Group.
Była za to bardzo "rozmowna" w wielu innych tematach. W trakcie pracy nad tym materiałem Borucka pisała mi m.in., że "Silver TV to nuda", próbowała podrzucić ciekawsze w jej mniemaniu tematy, a nawet proponowała mi współpracę.
Gdy powyższe śledztwo opublikowałem w formie filmu na moim kanale na YouTube, Mądra Babcia zamilkła. Jedyne stanowisko zamieściła w zamkniętej grupie facebookowej dla fanek i fanów Mądrej Babci. W pierwszym punkcie swego stanowiska przypomina: "Ja, jako Beata Borucka, nie jestem winna nikomu pieniędzy".