Media obiegła tragiczna wiadomość o śmierci Jana Frycza. Wybitny aktor miał 72 lata.
Jan Frycz bez wątpienia należał do ścisłej czołówki polskich aktorów. Choć na ekranie i scenie teatralnej od lat zachwycał niesamowitym kunsztem, w jego życiu prywatnym nie brakowało trudnych momentów. Ceniony artysta zdobył się swego czasu na wyjątkową szczerość i opowiedział o walce z groźnym nałogiem.
WIDEOWzruszający gest Tomasza Sianeckiego na pogrzebie Andrzeja Morozowskiego
Jan Frycz pokonał nałóg
W rozmowie z Onetem w 2023 roku Jan Frycz przyznał, że przez długi czas szukał sposobu na ukojenie nerwów po wyczerpujących spektaklach. Niestety, ucieczką okazał się alkohol, który szybko wciągnął go w niebezpieczną pułapkę.
Mówiono, że alkohol pozwala się uspokoić po robocie, gdy człowiek jest rozedrgany po długim spektaklu. To pułapka. Jedni piją w samotności, drudzy biorą leki na sen czy sięgają po inne środki, a rano trzeba biec do pracy… Jest dużo możliwości szkodliwych i destrukcyjnych zachowań. Ja pewnego dnia powiedziałem sobie: mam problem. Poszedłem na terapię - opowiadał.
Decyzja o rozpoczęciu leczenia okazała się przełomowa. Aktor zrozumiał, że bez specjalistycznej pomocy i zmierzenia się z własnymi słabościami nie zdoła zatrzymać destrukcyjnego mechanizmu. Kluczowa w procesie wychodzenia z nałogu okazała się nie tylko terapia, ale również ogromne wsparcie ze strony najbliższych.
Aktor zwracał również uwagę na to, jak na przestrzeni lat zmieniło się podejście całego środowiska artystycznego do alkoholu i używek. O ile kiedyś zaglądanie do kieliszka po pracy bywało przymiotem artystycznej bohemy, później na planach filmowych i w teatrach zaczęły obowiązywać zupełnie inne standardy.
Czasy się zmieniły i ludzie też. Jest większa świadomość i kultura pracy, ludzie stosują konstruktywne metody radzenia sobie ze stresem. Dziś, jeśli komuś w teatrze albo na planie zdjęciowym czuć alkoholem z ust, zapala się czerwona lampka. Nie ma na to przyzwolenia, podobnie jak na przemoc - mówił.