O tym, że rysy Jennifer Lawrence przeszły w ostatnich latach sporą ewolucję, internauci i eksperci od medycyny estetycznej debatują już od dłuższego czasu. Oliwy do ognia dolała właśnie najnowsza sesja zdjęciowa aktorki, która ozdobiła okładkę prestiżowego magazynu "The Cut".
Gdy fotografie ujrzały światło dzienne, w sieci natychmiast zawrzało, a komentujący wprost przyznawali, że mieli problem z rozpoznaniem w uwiecznionej na zdjęciach kobiecie dawnej Jennifer. Choć Lawrence w przeszłości żarliwie tłumaczyła, że utrata dziecięcej opuchlizny z policzków oraz profesjonalny makijaż potrafią zdziałać cuda, to najnowsze kadry nie pozostawiają wątpliwości, że gwiazda ingerowała w urodę.
WIDEOTYLKO NA PUDELKU: Julia von Stein vs podstawy matematyki w "Eksperymencie Odsiadka". Zgadniecie, kto wygrał? "21 kobiet po 2 parówki... 44? NIE WIEM" (WIDEO)
Operacja biustu Jennifer Lawrence. Gwiazda stawia na figurę "sexy mamy"
Tym razem jednak Jennifer postanowiła nie owijać w bawełnę i otwarcie przyznała, że rzeczywiście oddała się w ręce specjalistów od poprawiania natury. Matka dwójki synów, których wychowuje wraz z mężem Cooke’em Maroneyem, potwierdziła, że poddała się operacji powiększenia i uniesienia biustu. Jak szczerze wyznała, ciało po dwóch ciążach "odmówiło powrotu do dawnego kształtu".
Po pierwszym dziecku w zasadzie wszystko wróciło na swoje miejsce. Po drugim – nic – tłumaczyła bez ogródek.
Aktorka dodała również, że zależało jej na nienagannym wyglądzie w codziennych sytuacjach.
Chcę być seksowną mamą. Kiedy podrzucam dzieci do szkoły, chcę wyglądać jak kobieta, która ogarnia swoje życie, nawet jeśli przed chwilą wstałam z łóżka i niczego nie ogarniam - stwierdziła.
Zabiegi medycyny estetycznej w Hollywood. Dlaczego Jennifer Lawrence unika wypełniaczy?
Szczerość aktorki idzie w parze z jej pragmatycznym podejściem do zawodu. Gwiazda zdradziła, że na zabieg biustu zdecydowała się także z myślą o rozbieranych ujęciach w nowych projektach filmowych, choć jak podkreśla – zrobiłaby to niezależnie od wymogów Hollywood. Zupełnie inaczej sprawa wygląda jednak w przypadku jej twarzy. Lawrence przekonuje, że restrykcyjnie unika wypełniaczy, które jej zdaniem fatalnie prezentują się w oku kamery. Zamiast tego pozwala sobie jedynie na subtelny "baby botoks", tłumacząc, że jako aktorka musi zachować pełną mimikę i być wiarygodna w rolach zwykłych kobiet, które nie mają dostępu do luksusowych klinik dermatologicznych.
Lifting twarzy w planach. Czy Jennifer Lawrence znów trafi na stół operacyjny?
Operacja piersi to zresztą nie koniec jej estetycznych planów. Pytana o kolejne ingerencje, Lawrence bez wahania zapowiedziała, że w przyszłości ma zamiar zafundować sobie profesjonalny lifting twarzy.
Jeszcze tego nie zrobiłam, ale uwierzcie mi, na pewno to zrobię! – rzuciła kokieteryjnie.
Doceniacie jej szczerość, czy uważacie, że 36 lat to jednak za wcześnie na snucie planów o liftingu?