W miniony weekend Magdalena Ogórek dała znać obserwatorom, że znów jest hospitalizowana i możliwe, iż nie pojawi się na antenie o stałej porze. Do krótkiego komunikatu skłoniły ją liczne wiadomości od fanów, którzy dopytywali o powód nieobecności i jej aktualny stan.
WIDEOAlicja Bachleda-Curuś wraca z synem z kina i rozmawia z nim po angielsku
Magdalena Ogórek o stanie zdrowia
Prezenterka przekazała w mediach społecznościowych, że danego dnia może nie wystąpić w programie, a wpis opatrzyła fotografią z wkłuciem. W rozmowie z Plejadą przyznała, że to doświadczenie mocno nią wstrząsnęło i potraktowała je jak wyraźne ostrzeżenie. Podkreśliła, że rokowania są dobre, ale kluczowe znaczenie mają spokój, rekonwalescencja oraz obowiązkowe wizyty kontrolne.
Ogórek wyjaśniła, że jej organizm został doprowadzony do granic wytrzymałości fizycznej. Zaznaczyła przy tym, że od lat mierzy się z uwagami na temat swojej szczupłej sylwetki i wagi 48 kg, co — jak tłumaczyła — jest cechą rodzinną.
Jeżeli zapewnię sobie spokój i rekonwalescencję zaleconą przez lekarza, wszystko powinno być dobrze. Obowiązkowo muszę stawiać się na kontrolach. Organizm ma możliwości samonaprawcze, szczególnie jak jest wspomagany przez medycynę. Wyszłam poza sferę wytrzymałości fizycznej. Na pewno nie pomaga, że ważę 48 kg, co jest mi wytykane całe życie, ale tak mam. Moi rodzice również byli tacy szczupli i nic z tym nie zrobię - mówi Ogórek.
Wątek nadmiernego obciążenia wrócił również w kontekście zaleceń lekarzy: usłyszała, że kolejne takie "przetrenowanie" może skończyć się bardzo źle.
Lekarze powiedzieli, że kolejne takie przetrenowanie może się bardzo źle skończyć, więc muszę uważać. Bardzo się wystraszyłam, powiem szczerze. Tak źle jeszcze nie było, więc nie było to fajne. Dzisiaj już się uśmiecham, ale kilka dni temu było dużo gorze.
Pytana o możliwe przyczyny pogorszenia samopoczucia, Ogórek zwróciła uwagę na trudne doświadczenia z przeszłości.
W 2020 roku służby trzykrotnie wkroczyły do mojego mieszkania o 6 rano, przewracając mi całkowicie dom. Aresztowano wówczas mojego dziś byłego już męża. Ani ja, ani córka nie mogłyśmy się z nim kontaktować, nawet telefonicznie, przez okres sześciu miesięcy, gdyż prokuratura nie wyraziła na to zgody. Moja córka przeżyła szok, długo pozostawała w stanie totalnej traumy. Musiałam ją i dom podnosić ze zgliszczy. Po dziewięciu miesiącach odebrałam z aresztu wrak człowieka. Skutkiem tych wydarzeń była rozległa choroba serca ojca mojej córki. Wszystkie te wydarzenia szły lawinowo jak w filmie sensacyjnym. Całej sytuacji nie wytrzymał również mój tata. Doznał udaru, a rok temu zmarł - opowiada w rozmowie z Plejadą.
Zapytana, czy rozważa wycofanie się z życia publicznego, odpowiedziała, że nadal pracuje, a dodatkowo ma zobowiązania finansowe. Przyznała, że mimo gorszej formy będzie próbowała wrócić do obowiązków.