Maja Bohosiewicz ujawnia prawdę o swoich biznesach: "Opowiem wam historię. O życiu w KŁAMSTWIE"
Maja Bohosiewicz od lat spełnia się jako prężna bizneswoman i influencerka. Choć dawna aktorka na brak gotówki raczej nie narzeka, w jej modowym imperium nie zawsze było kolorowo. Gwiazda zamieściła w sieci gorzki wpis, w którym rozlicza się z przeszłością.
Maja Bohosiewicz ujawnia prawdę o swoich biznesach
Maja Bohosiewicz dała się poznać szerokiej publiczności jako aktorka, jednak z czasem postanowiła porzucić regularne granie na rzecz budowania własnego imperium modowego oraz kariery w mediach społecznościowych. Przekucie popularności w dobrze prosperujący biznes okazało się strzałem w dziesiątkę – Maja z pewnością z głodu nie przymiera, a jej marka przez lata przyciągała rzesze klientek. Jak się jednak właśnie okazało, sukces na rachunku bankowym nie zawsze szedł w parze z wewnętrzną harmonią.
Opowiem wam historię. O życiu w kłamstwie – zapowiedziała dramatycznie na wstępie.
Maja Bohosiewicz ujawnia sekret swojego biznesu
Jak zdradziła Bohosiewicz, sukces marki odzieżowej zaczął się od kwiecistych projektów, które z miejsca skradły serca Polek. Choć ubrania sprzedawały się na pniu, sama właścicielka czuła coraz większy niesmak do asortymentu, jaki serwowała swoim klientkom. Wszystko przez to, że prywatnie kompletnie nie odnajdywała się w romantycznej i wzorzystej estetyce.
Zaczęłam sprzedaż od dokładnie tej sukienki w kwiaty. Wyprzedała się w 4 minuty. Następną więc sukienkę uszyłam znowu w kwiaty. I kolejną. I następną. Czy lubiłam kwiaty? A w życiu! – zdradziła z brutalną szczerością Maja.
Maja Bohosiewicz o życiu w Hiszpanii: "Mam większy luz". Mówi też o szkole swoich dzieci
Celebrytka dodała, że w tamtych czasach handel w sieci przeżywał prawdziwy rozkwit, a kreacje znikały z magazynu w mgnieniu oka. Problem w tym, że za finansowym sukcesem krył się ogromny wewnętrzny kompromis. Maja zakładała na siebie rzeczy, na które w prywatnym życiu nie chciałaby nawet spojrzeć.
Miesiące mijały, kwiatki zostały, butik się otwierał, więc szłam za ciosem. Kolejne decyzje niezgodne z moim ja, ale w duchu "proklienckim". Ledy, kwiaty, róż, lustra, światełka, klatki dla ptaków, złoto, brakowało tylko na środku postawić kobietę z brodą i biletować to miejsce jako cyrk - stwierdziła.
Maja Bohosiewicz musiała zmierzyć się z brutalną rzeczywistością
Gdy Bohosiewicz wreszcie spróbowała powrócić do własnego stylu i zaoferowała klientkom prostą kolekcję typu basic, zderzyła się z bolesną ścianą. Okazało się, że odbiorczynie nie były zainteresowane minimalistyczną elegancją i oczekiwały od niej wyłącznie tego, do czego przywykły.
Warto tworzyć markę, której wartości i estetyka są zgodne z Twoim gustem. Inaczej prędzej czy później zaczniesz męczyć się, sprzedając coś, co nie jest o Tobie. Chciałam zakończyć Le Collet, bo nie chciałam już sprzedawać kwiatów. (...) Musiałam więc postawić grubą kreskę, zacząć od nowa i szukać nowych odbiorczyń lub przekonać obecne do zupełnie innego stylu – wytłumaczyła.
Dziś celebrytka przekonuje, że ciężka praca i autentyczność opłaciły się, a ona sama w końcu czuje satysfakcję i spokój ducha. Nie musi już zakładać różowych falbanek, aby realizować swoje biznesowe cele.
W redakcji jestem od niedawna, jednak Pudelek od zawsze był w moim sercu. W trakcie studiów portale zajmujące się show-biznesem często były tematem moich obserwacji i zaliczeń. Myślę, że już wtedy afirmowałem dołączenie do Pudelkowej rodziny. Udało się! Prywatnie człowiek pełen sprzeczności, miłośnik dobrego jedzenia i sztuk wszelakich.