Podczas kolacji z Donaldem Trumpem PADŁY STRZAŁY. Na miejscu był Marcin Wrona: "Chowamy się pod stołami" (WIDEO)
Podczas balu dziennikarzy w waszyngtońskim hotelu Hilton, w którym uczestniczył Donald Trump, padły strzały. Jak relacjonuje TVN24, na sali natychmiast ruszyła akcja Secret Service, a prezydent USA został ewakuowany.
Na nagraniu z miejsca wydarzenia korespondent "Faktów" TVN Marcin Wrona pokazuje, że atmosfera w sali bankietowej zmieniła się w jednej chwili: goście zaczęli szukać osłony, a agenci ochrony wbiegli do środka i przejęli kontrolę nad sytuacją. Z jego relacji wynika też, że obecni na miejscu polscy reporterzy nie odnieśli obrażeń.
Secret Service na sali i ewakuacja Donalda Trumpa
Wrona opisuje, że po dźwiękach strzałów część osób chowa się pod stołami, a najważniejsze osoby są wyprowadzane w pośpiechu. W nagraniu podkreśla, że w pierwszych minutach nikt na sali nie ma jasnej informacji, co dokładnie się wydarzyło i skąd padły strzały.
Właśnie padły strzały. Nie wiadomo, co się dzieje. Kryjemy się teraz pod stołami. Prezydent został ewakuowany - mówi Marcin Wrona w nagraniu pokazywanym przez TVN24.
Dziennikarz zwraca uwagę na skalę zabezpieczenia już po rozpoczęciu akcji. Relacjonuje, że agenci Secret Service stoją w pobliżu z bronią gotową do użycia, a z sali wyprowadzani są przedstawiciele amerykańskich władz.
Jest wideo z ataku. Trump pokazał biegnącego napastnika
Strzały na kolacji z Donaldem Trumpem
Sytuację opisywał na żywo również Marek Wałkuski z Polskiego Radia. Na miejscu był także korespondent RMF FM Paweł Żuchowski.
W późniejszej relacji na antenie TVN24 Marcin Wrona wspomina też o zachowaniu Kasha Patela, szefa FBI. Według korespondenta TVN, Patel w trakcie zamieszania próbuje dodzwonić się do różnych miejsc i sprawdza informacje w telefonie.
Jak wyglądały zabezpieczenia hotelu Hilton przed uroczystością
Wrona przekazuje, że wokół hotelu Hilton w Waszyngtonie wyznaczono strefy bezpieczeństwa, a w okolicy było dużo policyjnych radiowozów. Zwraca jednak uwagę, że sama kontrola przy wejściu na kolację nie była rozbudowana: uczestnicy przechodzili przez bramkę i mieli pokazać zawartość kieszeni.
Korespondent dodaje, że za kontrolę odpowiadały dwie agencje i w jego ocenie działały zgodnie z procedurami. Podsumowuje, że z perspektywy tego, co widział, przebieg zabezpieczeń wyglądał tak, jak przewidują standardowe działania ochrony podczas tego typu wydarzeń.