Wszystkie wasze rady, jakieś kocyki, zapoznawanie się, wszystko, co wytyczyłam w internecie, obejrzałam na TikToku, na YouTubie, wprowadziliśmy i nic nie zadziałało. Nawet pierwszy kocyk z porodu, ten taki od tej krwi, od tej mazi małego, ona po prostu szarpała, gryzła, traktowała to jako coś złego - wspomina. Dzisiaj nie ma z nami Didi, jest we Wrocławiu. Zaraz będę znowu płakać, ale mój kochany piesek, mój kochany synek, to miało zupełnie inaczej wyglądać. Ale naprawimy to, pomożemy, przyłożymy się do tego, aby z behawiorystą zrobić robotę. Ja wiem, że to nie potrwa tydzień czy dwa, tylko może to trwać miesiącami, albo nawet i więcej, ale jesteśmy gotowi. Nie poddajemy się. Naprawdę bardzo twardy orzech do zgryzienia. Ja nawet w najgorszych scenariuszach, wiedząc, jaka Didi jest, nie dopuszczałam myśli, że tu nie będzie akceptu. Nie dopuszczałam, a stało się to. Miejmy nadzieję, że za kilka lat będę wspominać te stories, kiedy Didula będzie przytulona do małego i będą najlepszymi przyjaciółmi, bo jak pokazywaliśmy behawiorystom, to mówili, że jest duży i poważny problem. Więc trzeba wszystko zacząć od początku, no ale... nie razem, tylko gdzieś tam osobno.