Magdalena Waligórska działa aktorsko już od lat i zaskarbiła sobie sympatię widzów dzięki roli Wioletki w serialu "Ranczo". Niedługo na szklane ekrany trafi kontynuacja kultowej produkcji i zainteresowana oczywiście też bierze udział w nagraniach.
Magdalena Waligórska o nazwisku męża
Nagrania do kontynuacji słynnego serialu zapewniły Waligórskiej zastrzyk medialnej uwagi, co zaowocowało zaproszeniem na rozmowę od portalu Kozaczek. W obszernej rozmowie przewinął się m.in. wątek nazwiska męża, gdyż po ślubie zdecydowali się zachować oba. O tym, jak to się stało, serialowa Wioletka mówi:
To jest rzeczywiście bardzo śmieszne, bo wszyscy myślą, że on jest taki bardzo nowoczesny i feministyczny. A mój mąż, który się bardzo interesował historią, heraldyką, mówi do mnie tak: to twój tata nie będzie miał potomka, nazwisko Waligórskich herbu Odrowąż. Tak robiono, XVII wiek, że jak coś takiego miało się zdarzyć, to po prostu mąż brał nazwisko żony, dołączał do swojego, żeby dzieci miały podwójne nazwisko i linia rodu nie zaginęła. "Może tak zróbmy?", i to była jego motywacja. Ale rzeczywiście, ten gest to jest coś, co nas tak bardzo połączyło. Myślę, że jesteśmy takim teamem, naprawdę, to jest taki książę, który przyjechał na białym koniu i mnie uratował.
WIDEOMagda Waligórska o powrocie "Rancza". Kiedy wchodzi na plan?
Przypomnijmy, że wcześniej zabierał na ten temat głos także sam zainteresowany. Mateusz Lisiecki-Waligórski w wywiadzie dla Onetu wspominał, że oczywiście zdarzały się żarty ze strony kolegów po takiej decyzji, ale hejtu nigdy z tego powodu nie doświadczył.
Na pewno nie doświadczyłem hejtu. Nikt nie miał na tyle odwagi. Ale oczywiście koledzy sobie żartowali, czasem z dużym sarkazmem. To przyjaciele z liceum im. Batorego, a to znana kuźnia sarkazmu. Do dziś zresztą to robią. To moi bliscy przyjaciele - my się śmiejemy ze wszystkiego, więc nic dziwnego, że zmieniając nazwisko dostarczyłem im po prostu kolejnego powodu do żartów.
Zdarzały się ostrzejsze reakcje?
Na początku – tak. Na przykład na planie czy w telewizji - współpracownicy trochę się ze mnie podśmiechiwali. Mówili "pan Waligórski" z takim ironicznym podtekstem. Co bardzo ciekawe, kiedy minęło kilka lat ci sami ludzie zaczęli mówić, że właściwie podjąłem godną szacunku decyzję. "W sumie to fajne, że macie podwójne nazwisko", słyszałem. Przeszli od śmiechu do szacunku. To było ciekawe doświadczenie.
Spodziewalibyście się, że stoi za tym taka historia?