Fani "Lalki" Bolesława Prusa nie mają tej jesieni powodów do narzekań - dostaną bowiem nie jedną, a dwie ekranizacje kultowej powieści. Za nami premiera serialu Netflixa, który zdążył już narobić sporo szumu i to niekoniecznie pozytywnego. Najpierw kontrowersje wzbudziła osobliwa kampania marketingowa produkcji, a po jej premierze w sieci trwa gorąca dyskusja, w której ścierają się ze sobą zachwyty nad i ostra krytyka. "Lalka" Netflixa to luźna adaptacja, która z literackim oryginałem ma tak naprawdę niewiele wspólnego i już użycie tytułu powieści Prusa zdaje się sporym nadużyciem. Dla ortodoksów mamy jednak dobrą wiadomość - już 30 września do kin wchodzi film "Lalka" w reżyserii Macieja Kawalskiego i ten potraktował tekst źródłowy z należnym mu szacunkiem i oddaniem. Mieliśmy okazję uczestniczyć w przedpremierowym pokazie obrazu, a zaproszeni na niego dziennikarze i postacie ze świata filmu mieli dość wygórowane oczekiwania. Zasadne więc wydaje się pytanie: czy filmowa "Lalka" jest w stanie tym oczekiwaniom sprostać?
WIDEOAndrzej Seweryn o emeryturach artystów: "Jest mi przykro"
Filmowa "Lalka" sprosta oczekiwaniom purystów
"Lalka" Bolesława Prusa ma w polskiej kulturze status niemal nietykalny. To jedna z tych książek, które kolejne pokolenia uczniów poznają często nie dlatego, że chcą, ale dlatego, że muszą. A jednak historia Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej od lat nie przestaje fascynować i aż dziw, że musieliśmy czekać blisko 60 (!) na jej kolejną filmową adaptację. I trzeba powiedzieć tu od razu jedno: to nie adaptacja zrobiona na pół gwizdka, a epickie kino z rozmachem. Widać to już po gwiazdorskiej obsadzie, a na wielkim ekranie co kilka minut pojawia się kolejne olbrzymie nazwisko polskiego świata filmu. W roli Wokulskiego i Łęckiej zobaczymy oczywiście Marcina Dorocińskiego i Kamilę Urzędowską, ale wspierani są przez całą plejadę gwiazd m.in. Agatę Kuleszę, Marka Kondrata, Krystynę Jandę, Andrzeja Seweryna czy Cezarego Żaka. Choć zdarza nam się psioczyć na rodzimych aktorów oraz poziom ich gry w smutnych komercyjnych projektach czy biednych fabularnie serialach, tak tutaj wszyscy wspięli się na absolutne wyżyny swoich umiejętności. Show kradnie wszystkim Agata Kulesza, która wciela się w panią Meliton, słynną warszawską swatkę i handlarę intymnych sekretów. Każda scena z jej udziałem to istny komediowy majstersztyk, rozładowujący nieco zbyt pompatyczną momentami atmosferę i uprzejme przypomnienie, że gdyby tylko marzyła się jej kariera zagraniczna, to stałaby tam wśród największych.
Najwięcej kontrowersji wzbudzał rzecz jasna casting Łęckiej, a rola trafiła ostatecznie do przepięknej Kamili Urzędowskiej. Hipnotyzująca urodą aktorka dźwignęła to ogromne wyzwanie i tchnęła w Łęcką niespodziewane pokłady ciepła i człowieczeństwa, których przecież regularnie się jej odmawia, przedstawiając jako chłodną i wyrachowaną. Wiecznie umartwiony Dorociński jako Wokulski może momentami bawić, ale daleko mu do przerysowania. Jedyny zarzut może tyczyć się... urody aktora, który jest zdecydowanie za przystojny, a charakteryzatorki chyba niespecjalnie chciały mu tej urody odjąć.
To wszystko to jednak tylko powierzchowne detale, bo serce "Lalki" bije gdzie indziej - w świetnym scenariuszu, który wprawnie skondensował historię z powieści Prusa, pozostając jej wiernym, co nie odarło jej wcale z ponadczasowości i to bez interpretacyjnych zabiegów, które miałyby ją na siłę unowocześnić. Kawalski trzyma się oryginału i nadaje mu epickiego rozmachu, na który "Lalka" bez wątpienia zasługuje. Jak dobrze zobaczyć też w końcu film, gdzie bohaterowie nie są oświetleni światłem rodem z amerykańskich komedii romantycznych czy selfiaków celebrytek z Instagrama i gdzie scenografia żyje, a nie jest jedynie płaską dekoracją. Podobnie rzecz ma się z kostiumami. I właśnie tutaj film najbardziej przypomina klasyki polskiego kina - jest w nim ambicja, żeby nie zrobić po prostu kolejnej ekranizacji lektury, ale stworzyć dzieło, które będzie mogło funkcjonować jako coś więcej niż "film na podstawie książki Prusa".
Wierność materiałowi źródłowemu ma swoje minusy - filmowa "Lalka" trwa 2 godziny i 45 minut, co w dzisiejszych czasach, szczególnie dla młodszego widza, może być sporym wyzwaniem. Trudno jednak mieć pretensje do twórców o to, że potraktowali Prusa poważnie. "Lalka" to przecież nie tylko Wokulski i jego nieszczęśliwa miłość, ale również panorama społeczeństwa, klas, ambicji, pieniędzy, pozycji i marzeń o awansie. Próba upchnięcia tego wszystkiego w krótkim metrażu oznaczałaby konieczność brutalnego cięcia materiału, na co Kawalski i jego ekipa się ostatecznie nie zdecydowali. Tym samym długość filmu jest jednocześnie jego wadą i konsekwencją jego największej zalety: to naprawdę wierna adaptacja.
Zachęca was to do wybrania się na "Lalkę" do kina?
Zobacz także: Obsada nowej "Lalki" melduje się na ściance: Agata Kulesza, Maria Dębska, Kamila Urzędowska (ZDJĘCIA)