"Azja Express": Uczestnicy rzucają w siebie jajkami... "Pewne standardy muszą być zachowane"

Nie wszyscy chcieli wziąć udział w "pojedynku". Obietnicę złamała Kaczoruk. "To jest słabe".

Obraz

W Azja Express, flagowym i ponoć najdroższym, jak dotąd, programie TVN-u, zostało już tylko siedem par. Na trasie wyścigu, liczącego ponad 5 tysięcy kilometrów i prowadzącego przez 4 kraje rywalizują: Małgorzata Rozenek z Radosławem Majdanem, Iza Miko z Leszkiem Stankiem, Hanna Lis z Łukaszem Jemiołem, Agnieszka Włodarczyk z Marią Konarowską, Pascal Brodnicki z Pawłem Dobrzańskim, Michał Żurawski z Ludwikiem Borkowskim oraz Renata Kaczoruk z Weroniką Budziło. Na metę w Bangkoku dotrą jedynie trzy pary, spośród których zostaną wyłonieni zwycięzcy. Uczestnicy mają jedynie dolara dziennie na przeżycie i dojazd do wyznaczonego miejsca, dlatego najczęściej powtarzającym się zwrotem w programie jest "no money". Żeby przedłużyć widzom to niezwykłe doświadczenie, producenci podjęli decyzję, że pary będą odpadały nie w każdym, lecz w co drugim odcinku.

Będą musieli zaprzyjaźnić się z niektórymi ludźmi, poznać ich zwyczaje i kulturę - zapowiedziała prowadząca Agnieszka Szulim. Będą walczyć ze sobą i z innymi, a najlepszych czeka immunitet.

Trasa wczorajszego odcinka prowadziła przez góry wietnamskiej prowincji Lao Cai, położonej na granicy z Chinami. Na tym etapie podróży uczestnikom towarzyszyły miejscowe kobiety w barwnych strojach, które kolejno wybierały sobie pary, z którymi mają ochotę podróżować. Jako pierwsi zostali wybrani Małgorzata Rozenek i Radosław Majdan. Szybko udało im się znaleźć transport.

Thank you, mister - zwróciła się do kierowcy lady Rozenek swoją nienaganną angielszczyzną.

Mój angielski nie jest jakiś rewelacyjny, a ich w ogóle - wyznała do kamery Agnieszka Włodarczyk. Co za różnica, czy mówimy po angielsku czy po polsku, oni i tak nie rozumieją. Jak zaczęłyśmy mówić po polsku, to wszystko stało się łatwiejsze.

Łukasz Jemioł także najwyraźniej wyszedł z tego założenia, bo próbował zachęcić przewodniczki obietnicą, że "ubierze je w Polsce w najlepsze sukienki".

Myślę, że przez ciuchy wyrażamy siebie - zwierzył się kamerzyście.

Na mecie pierwszego etapu przewodniczki zmieniły elementy stroju, a uczestnicy musieli odgadnąć, które. Tu przydało się wprawne oko Jemioła, który bezbłędnie odgadł wszystkie 6 elementów za pierwszym podejściem. Małgonia i Radzio stracili 5 minut, co bardzo przygnębiło celebrytkę.

No, nie poszło nam - przyznała ponuro.

No może tak miało być, kochanie - pocieszał ją Radek. Wszystko jest gdzieś zapisane.

W grze o amulet o wartości 5 tysięcy wzięły udział 4 pary. Polegała ona na strąceniu poduszką przeciwnika siedzącego na drążku, przy czym druga osoba z pary mogła przeszkadzać, rzucając jajkami. Wszyscy uczestnicy zgodnie zdecydowali, że nie zniżą się do tego poziomu

Pewne standardy muszą być zachowane - zapowiedziała surowo Renata.

W pierwszym pojedynku zmierzyli się Paweł Dobrzański i Radosław Majdan.

To jest człowiek, który nie zawiódł mnie jeszcze nigdy - zapowiedziała optymistycznie Małgorzata. Pokaż mu, Radosław, sieknij mu! Wyglądasz bardzo ładnie. Wyglądasz, jakbyś siedział na koniu, bardzo skupiony.

Niestety, Majdan przegrał pojedynek. Kochanie bardzo ci dziękuję - skomentowała Małgonia. Przynajmniej nie będę musiała się bić.

W drugim pojedynku Renata pokonała Łukasza. Jemioł szybko znalazł wytłumaczenie. Jego zdaniem winna była niewygodna pozycja, czyli okrakiem na drążku.

Ja mam jajka - wyjaśnił. Zaraz mi wysiądzie dupa.

Finał rozegrał się między Pascalem i Weroniką. Brodnicki od razu zapowiedział, że nie uderzy kobiety i dotrzymał słowa. Wtedy Renata zaczęła rzucać w niego jajkami, chociaż wcześniej wszyscy ustalili, że nie sięgną po tę broń.

To jest słabe - skomentowała z pogardą Rozenek. Renia, wiesz, była umowa. Żebyś jeszcze trafiała, Renata, żebyś jeszcze umiała trafić. No, nie w głowę.

Po poddanej przez Pascala bitwie, Renata nie mogła zrozumieć, dlaczego kucharz nie chce jej podać ręki.

Zostawiam to jej sumieniu - wyznał do kamery. Uważam, że umowa to umowa.

To są pewne odruchy, których nie da się wyplenić - oceniła z wyższością lady Rozenek, która, jak wiadomo, zna się na trenowaniu dam.

Kaczoruk jednak sprawiała bardzo zadowolonej z bonusa w postaci klimatyzowanego samochodu i 40 minut przewagi nad pozostałymi uczestnikami.

Małgorzata za to przeżywała chwile zwątpienia.

Szczerze, nic mi się nie chce dzisiaj. Chciałabym chociaż przez jeden odcinek mieć spokój. Renata i Weronika są silne, tu wszyscy są silni, to jest elitarny klub zabójców - skomentowała. Nikt tu nie osiągnął niczego przez przypadek. Zawsze jak jestem zdenerwowana, to myślę, co bym ugotowała albo zjadła. Chcę już do domu. Tęsknię strasznie za dziećmi, 3 dni to moja granica. Jakby ta trasa była na Lazurowym Wybrzeżu to wierz mi, że ogarnęłabym wszystko, transport i tak dalej, w pięć sekund. Z drugiej strony będzie co wspominać. Nie wspomina się tak luksusowych wakacji, jak spania w komórce przy śmietniku i jedzenia węża. Radziu, chcesz zupkę chińską? Zjedz, cieplej ci będzie.

Radek potraktował jej nastrój z wyrozumiałością: Nawet te kobiety, które wydają się takie silne, mocne, mają swoje chwile słabości - wyjaśnił Majdan. Wtedy trzeba je przytulić, powiedzieć parę ciepłych słów.

Największe rozczarowanie przeżyli jednak Hanna i Łukasza. Trafili do luksusowego hotelu, położonego w przepięknym ogrodzie i zostali zaproszeni na kolację z gospodarzami.

Co to jest? - dziwił się Jemioł przy stole. Pies zmielony razem z budą? Wyrzucić to pod stół?

W nagrodę zaoferowano im nocleg w komórce na podwórku.

To jakiś kurnik! - oburzył się projektant. Bez łazienki, bez niczego... Jesteśmy w takim fajnym miejscu, a mamy spać koło klatki z kurami?

Ostatecznie udało im się wynegocjować możliwość spania na podłodze w klimatyzowanej jadalni.

Następnego dnia uczestnicy otrzymali wiadomość, że na metę w Ta Van mają przyprowadzić kobietę z niebieskimi palcami. Uczestnikom w końcu udało się odgadnąć, że chodzi o góralkę zajmującą się farbowaniem tkanin.

Małgorzata tak się zaangażowała w zadanie, że omal nie wpadła pod motocykl.

Chodź, Radziu, chodź, pani idzie z nami do Ta Van. - ekscytowała się Rozenek.

Potrąciłby cię motor, kochanie - zauważył z troską Radosław. Ta Van jest ważniejsze? Proszę cię, nie bądź znowu w amoku...

Jemioł, który wraz z Hanną dotarł na miejsce jako pierwszy, postanowił nagiąć regulamin i już na mecie zafarbował znalezionej kobiecie ręce na niebiesko. W nagrodę za pomysłowość oboje z Lisicą otrzymali immunitet.

Wygraliście sprytem - skomentowała Szulim.

Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz

Rozenek wkłada maskotki do zamrażarki. Zobaczcie zwiastun "W dobrym stylu"!

Zobacz też:

Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą