Wygląda na to, że Ed Sheeran właśnie stanął przed obliczem największego skandalu w jego dotychczasowej karierze. Wszystko zaczęło się od statementu Macklemore'a, który pełnił rolę supportu podczas amerykańskich koncertów artysty. Organizatorzy obrazili się za "wolną Palestynę" i postawili Edowi ultimatum, co skutkowało rozwiązaniem kontraktu z raperem.
Ed Sheeran traci obserwujących po aferze
Wkrótce w mediach społecznościowych obrodziło w oświadczenia. Kilka słów od siebie wystosowali Ed, Macklemore, Pink, która wcześniej publicznie skrytykowała ruch rapera, a także artyści, którzy zrezygnowali z dalszego koncertowania u boku Sheerana. Z miejsca w ekipie muzyka zrezygnowali Finneas, Myles Smith, Aaron Rowe, Lukas Graham, a nawet formacja Beoga, która występowała z nim na scenie podczas piosenki "Galway Girl".
WIDEOJessica Mercedes ujawnia, jakiego MĘŻA poszukuje: "Jak nie ma Instagrama, to od razu przechodzi do kolejnego etapu" (WIDEO)
W efekcie dalsza część "The Loop Tour" stanęła pod znakiem zapytania, bo z koncertowania z Edem zrezygnowali niemal wszyscy. Przypomnijmy, że sam zainteresowany deklaruje w instagramowym oświadczeniu, że to nie on wyrzucił Macklemore'a, tylko organizator, który postawił mu ultimatum i domagał się usunięcia rapera z line-upu. Tak też się stało, więc majątek i wpływy - jak widać - czasem działają cuda.
A jak reagują na to fani? Pod adresem Eda pojawiło się wiele krytycznych wpisów, bo nie mogą mu wybaczyć, że tak po prostu przystał na ultimatum wpływowego miliardera. Co więcej, w przeszłości wspierał Ukrainę w obliczu rosyjskiej agresji, więc dlaczego teraz nie chce się jasno opowiedzieć po jednej ze stron? On sam twierdzi, że chce uchodzić za "dyplomatę", ale chyba nie wszyscy to kupują.
Faktem jest natomiast coś zupełnie innego. "Daily Mail" już odnotował, że krytyka pod adresem Sheerana przekłada się nie tylko na liczbę komentarzy, ale i na licznik followersów na Instagramie. Od czasu wybuchu afery z wyrzuceniem Macklemore'a z trasy za "wolną Palestynę" jego profil przestało obserwować już ponad 200 tysięcy osób. A na tym chyba nie koniec, bo wystosowane oświadczenie wcale nie uspokoiło nastrojów wokół całej sprawy.