Julia Żugaj w ekspresowym tempie pokonała drogę od internetowej twórczyni do wielkiej gwiazdy show-biznesu. Swoją przygodę z mediami zaczynała od TikToka, gdzie zgromadziła pokaźną armię wiernych fanów (tzw. Żugajek), po czym rozwinęła skrzydła na YouTube oraz Instagramie.
WIDEOJulia Żugaj czuje się przez fanów jak małpa w zoo! "Czasami czuję się jak za klatką"
Z czasem spróbowała swoich sił w branży muzycznej, wydając autorskie utwory, choć niedawno poinformowała o zamknięciu tego rozdziału i poszukiwaniu "swojej następczyni". Ogromną rozpoznawalność wśród szerszej widowni przyniosły jej z kolei występ w programie "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" oraz widowiskowe popisy na parkiecie "Tańca z Gwiazdami".
Julia Żugaj zapłaciła 2 tysiące złotych za zatrzymanie pociągu
Mimo napiętego grafiku Julia Żugaj znalazła czas, aby pojawić się gościnnie na popularnym kanale Genzie na platformie YouTube. W opublikowanym materiale pt. "Cały dzień z Julią Żugaj" influencerka spędzała czas z członkami ekipy, dzieląc się przy tym rozmaitymi anegdotami ze swojego życia. To właśnie podczas luźnej pogawędki z genziakami wypłynął temat feralnej podróży pociągiem.
Wydarzenia miały miejsce w listopadzie 2023 roku, kiedy to influencerka promowała wydaną wraz z autorem Przemkiem Corso książkę "Tak miało być". Gwiazda pędziła na uroczysty event, aby spotkać się z czytelnikami i złożyć autografy na egzemplarzach.
Przez ogromne zmęczenie i nieuwagę na peronie doszło jednak do pomyłki - zamiast jechać w stronę Berlina, Żugaj wsiadła do pociągu jadącego wprost do Wiednia. Gdy zorientowała się w sytuacji, natychmiast ruszyła po pomoc.
Wsiadłam do złego pociągu, więc idę do pana konduktora i się pytam, czy jesteśmy w stania zatrzymać się na jakieś stacji, żebym ja wysiadła. I on mówi że jesteśmy, tylko zatrzymanie pociągu kosztuje, bo to jest nieplanowany postój
Pracownik kolei poinformował ją, że nieplanowany postój wiąże się z opłatą w wysokości ok. 2 tysięcy złotych. Julia nie miała wyboru - uregulowała rachunek, wysiadła na najbliższym przystanku i ruszyła na wydarzenie, za które, jak sama przyznała u Genzie, "nie miała nic płacone".