Kamil Sipowicz wrzucił prochy Kory do jeziora i się w nim wykąpał: "Po jej śmierci byłem w strasznie dziwnym stanie"
W najnowszym wywiadzie Kamil Sipowicz zdradził, co zrobił ze szczątkami Kory. Okazuje się, że muzyk dostał pięć urn i część z nich rozdysponował pomiędzy bliskimi. Zdradził też, że wykąpał się w jeziorze, do którego wcześniej wsypał prochy.
Kora zmarła w lipcu 2018 roku. Liderka zespołu Manaam zapisała się w historii jako jedna z najbardziej charakterystycznych wokalistek. Stworzone przez nią piosenki do dziś są inspiracją dla kolejnych pokoleń. Artystka została pochowana na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, a grób Jackowskiej regularnie odwiedzają fani.
Podczas pogrzebu Bożeny Dykiel odczytano list od rodziny aktorki
Kamil Sipowicz zdradza, co zrobił z prochami Kory
Zgodnie z wolą artystki jej ciało zostało skremowane. Podczas niedawnej rozmowy dla Kozaczka Kamil Sipowicz zdradził, co zrobił ze szczątkami Kory. Przyznał, że otrzymał aż pięć urn z jej prochami i zdradził, że część z nich przekazał bliskim.
Rozdysponowałem je. Dostała je rodzina. Dostała siostra, synowie, przyjaciółka. Przyjaciółka rozsypała do Atlantyku, do jeziora Wulpińskiego. Myśmy wysypali na Roztoczu oczywiście. Jeszcze w kilka miejsc - wyznał.
Zdradził też, że wykąpał się w jeziorze, do którego wcześniej wsypał prochy ukochanej, co, jak sam przyznał, może być kontrowersyjne.
Wielu ludzi będzie uznawać mnie za wariata. Ale oto ja wariat. To było naturalne. Stałem na pomoście […] i po prostu skoczyłem z tego pomostu do tej wody i akurat były tam te prochy. Po jej śmierci byłem w strasznie dziwnym stanie - zdradził.
Przypomnijmy, że takie działanie jest niezgodne z prawem. Zgodnie z ustawą o cmentarzach i chowaniu zmarłych urna powinna być złożona w wyznaczonym do tego miejscu. Przepisy nie przewidują możliwości przechowywania prochów zmarłego. Do zorganizowania pochówku poza cmentarzem konieczne jest uzyskanie zgody odpowiednich instytucji. Sytuacje takie są jednak marginalne.
Zobacz także: Magdalena Środa odwiedziła grób Kory. Narzeka na to, co tam zobaczyła: "Ohydne lampki"