Łatwogang TŁUMACZY SIĘ z ogłoszenia o pracę. NIE PODAŁ WYNAGRODZENIA i oferował umowę-zlecenie. "Dla mnie PRACOWANIE Z UOP JEST BEZ SENSU"

Eldorado
Łatwogang tłumaczy się z ogłoszenia o pracęŁatwogang tłumaczy się z ogłoszenia o pracę
Źródło zdjęć: © TikTok

Łatwogang znalazł się w ogniu krytyki po tym, jak opublikował w sieci kontrowersyjną ofertę pracy. Internauci i aktywiści natychmiast zarzucili mu promowanie śmieciowych umów oraz brak transparentności. Tiktoker postanowił przerwać milczenie i wytłumaczył się ze wszystkiego w wiadomości do Gimpera. Wyjaśnił, że z powodu nienormowanego czasu pracy zlecenie wydaje mu się rozsądną opcją, podkreślił także, że płaci bardzo dobrze.

Klikaj, zanim wszyscy zaczną o tym mówić!

Gwiazdy, skandale i momenty, o których jutro będzie głośno.

Sprawdź plotki

Łatwogang, czyli jeden z najpopularniejszych polskich tiktokerów, który ogromną popularność zyskał dzięki viralowym, "odklejonym" filmom, ale również głośnej zbiórce charytatywnej na fundację Cancer Fighters, ponownie wywołał w internecie wielkie poruszenie - niestety, tym razem w złym tego słowa znaczeniu.


Na portalu Pracuj.pl pojawiło się ogłoszenie na stanowisko jego asystenta. Wymagań było sporo (np. pełna dyspozycyjność, również w weekendy). Influencer oferował w zamian umowę-zlecenie, a także nie podawał żadnych widełek finansowych.

Ogłoszenie zostało bardzo negatywnie odebrane przez widzów Łatwoganga - część osób stwierdziła, że to kolejny influencer, który próbuje obchodzić podatki – mimo że ten podkreślał wielokrotnie, że na pieniądzach mu nie zależy. Piotrek ostatecznie opublikował swoje oświadczenie.


WIDEO
Przeżyjmy to JESZCZE RAZ! Oto najpiękniejsze momenty z transmisji Łatwoganga (WIDEO)

Łatwogang przekazał oświadczenie Gimperowi

Oświadczenie to może jednak być za dużo powiedziane. Łatwogang po prostu wysłał wiadomość do Gimpera, który odczytał ją w podcaście "Zgrzyt".

Generalnie moja mama robiła ogłoszenie i może nad wyraz opisała wymagania. Ale generalnie rzeczywiście szukaliśmy asystentki/asystenta i to w gruncie rzeczy tyle. Widziałem, że niektórzy byli źli, że jest na umowę zlecenia, ale no inaczej nie da się, żeby ktoś mógł pracować samodzielnie i działał w losowych godzinach. Ja nie mam twardego grafiku, więc dla mnie pracowanie z UOP jest bez sensu. W jeden dzień taka osoba pracuje 8h, czasem w inny 3h, a czasem w ogóle, jest to mocno nieregularne i losowe. Dodatkowo udało się zatrudnić osobę na studiach, więc jej pasowało. Więc w sumie to tyle

- napisał influencer. 

Łatwogang kategorycznie zaprzecza, jakoby jego intencją było wykorzystywanie pracowników. Jego zdaniem medialne zarzuty to jedynie nadinterpretacja osób, które nie znają specyfiki tworzenia treści wideo. Zapewnia, że w codziennej współpracy stawia na partnerstwo, wyrozumiałość i elastyczność. Kluczowy okazał się też fakt, że zatrudnienie znalazła osoba studiująca, dla której taki tryb zadań był w pełni dogodny.

Bardziej na domysłach powstały jakieś oskarżenia niż na faktach. Gdybym coś zrobił lipnie, przyznałbym się bez bicia, ale realnie z każdym, jak pracuję, to dbam, żeby miał czas, przestrzeń. Jak powiedzmy dla przykładu mój asystent/asystentka ma coś ważnego lub cokolwiek, na czym jej zależy, na luzie daję przestrzeń na wolne i się dostosowuję, i robię tak, żeby i osobie, z którą działam, i mi dobrze się pracowało. Jeżeli chodzi o pieniądze, to płacę serio bardzo dobrze i zależy mi, że jak z kimś działam, żeby dobrze mu się żyło, a nie żeby go wykorzystać. Ja staram się generalnie działać drużynowo i to w sumie tyle

- podkreślił znowu. 

I co sądzicie? Koperkowa afera, czy może jednak ktoś (Łatwogang) powinien pomyśleć o wyznaczaniu pewnych standardów?

Oświadczenie Łatwoganga
Oświadczenie Łatwoganga © YouTube
Łatwogang
Łatwogang © TikTok
Łatwogang
Łatwogang © TikTok
Łatwogang
Łatwogang © TikTok
Łatwogang
Łatwogang © TikTok
Łatwogang
Łatwogang © TikTok
Łatwogang
Łatwogang © TikTok
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą