Relacja szef-pracownica, i to na najwyższych szczeblach władzy, może okazać się brzemienna w skutkach. Boleśnie przekonała się o tym Monica Lewinsky, asystentka niegdysiejszego prezydenta Stanów Zjednoczonych Billa Clintona, która przypłaciła romans z przełożonym utratą kariery i upokorzeniem na oczach całego świata. Niestety, wraz z przyklejeniem jej łatki wyrachowanej uwodzicielki mierzyła się z częstymi drwinami, a na domiar złego przez wiele lat nie udało jej się odbudować kariery zawodowej. W tym samym czasie jej dawny przełożony został oczyszczony z zarzutów krzywoprzysięstwa i na spokojnie doczekał końca kadencji.
Dla Natalie Harp najlepiej byłoby, gdyby nie poszła jej śladami. Prawa ręka Donalda Trumpa w ubiegłym roku objęła prestiżową funkcję asystentki wykonawczej prezydenta Stanów Zjednoczonych. O kobiecie zrobiło się głośno, gdy senator Demokratów Jon Ossoff w miniony poniedziałek publicznie zaatakował swojego politycznego oponenta, zarzucając mu miganie się od obowiązków i podróżowanie z podwładną. Błyskawiczna i wyjątkowo ostra odpowiedź przedstawicieli Białego Domu pokazała, jak daleko Trump jest w stanie się posunąć, by chronić swoją ulubioną współpracownicę. Według medialnych doniesień 35-latka błyskawicznie awansowała do grona jego najbliższych doradców. Historia ich znajomości przypomina scenariusz filmowy.
WIDEOJoanna Krupa sympatyzuje politycznie z Donaldem Trumpem? "NIE WIEM, CZY ON MA JAKĄŚ EMPATIĘ". Zrobiło się nerwowo...
Asystentka Donalda Trumpa nie odstępuje go na krok
Relacja 80-letniego prezydenta z młodą doradczynią wzbudza emocje zarówno na korytarzach Białego Domu, jak i w nagłówkach gazet. Amerykanie zachodzą w głowę, w jaki sposób kobieta zdołała tak szybko zyskać zaufanie kontrowersyjnej głowy państwa i skąd właściwie u niej taka lojalność względem przywódcy. Otóż Natalie Harp w młodym wieku zachorowała na rzadki nowotwór kości i - jak sama twierdzi - żyje tylko dzięki ustawie Right-to-Try, podpisanej przez Trumpa w 2018 r. Zapewniła jej ona dostęp do eksperymentalnej terapii. Rok później opowiedziała swą poruszającą historię na antenie stacji Fox News, czym zwróciła uwagę Donalda Trumpa. Niedługo potem wystąpiła na konwencji Partii Republikańskiej. Był to najważniejszy krok do zasilenia jego zespołu.
Według informacji, którymi Maggie Haberman i Jonathan Swan, autorzy książki "Regime Change", podzielili się ze swoimi czytelnikami, Natalie Harp nieraz miała zostawiać prezydentowi niezwykle wylewne notatki. Wyznania o treści: "Jesteś dla mnie wszystkim, co się liczy" czy "Jesteś Alfą i Omegą, początkiem i końcem wszystkiego. Czym byłabym bez ciebie?" wzbudzają podejrzenia co do charakteru ich relacji. Pisarze wprost nazwali je "pełnymi uwielbienia", "intymnymi" wiadomościami. Sama szefowa sztabu Trumpa, Susie Wiles, cytowała słowa polityka, według którego Natalie jest "jedyną osobą, która kocha go tak samo mocno jak żona i dzieci". Nader wylewny Trump miał krótko ucinać plotki: "Ona po prostu kocha swojego prezydenta".
Ona jest mu całkowicie oddana. Jej obecność przy Trumpie działa na niego uspokajająco
Asystentka prezydenta zyskała zabawny przydomek. Ze względu na skłonność Trumpa do czytania wiadomości na papierze nazywana jest "człowiekiem-drukarką". Harp ponoć nosi za nim laptopa i przenośną drukarkę, by serwować mu codzienną dawkę pozytywnych artykułów i wpisów na jego temat. Mając na uwadze jej starania o PR swojego szefa, prezydent powierzył kobiecie zadanie współprowadzenia jego profili w mediach społecznościowych.
Jak poinformował "Forbes" w oparciu o osoby z otoczenia prezydenta Stanów Zjednoczonych, spośród wszystkich jego doradców to właśnie Natalie gra pierwsze skrzypce. Redakcja magazynu zaznaczyła, że asystentka zatwierdza prowokacyjne wpisy Trumpa przed ich publikacją. Rzekomo ma też olbrzymi wpływ na kształtowanie jego poglądów i opinii poprzez dobór docierających do niego informacji.
Myślicie, że postawił na właściwego konia?