TYLKO NA PUDELKU: Robert Czerwik wybrał 5 najlepszych i 5 najgorszych stylizacji z Cannes. Jak wypadły Polki? "Obraz bardzo przewidywalny" (ZDJĘCIA)
Tegoroczny festiwal w Cannes powoli dobiega końca. Na salonach pojawiło się wiele znanych osobistości, w tym sporo gwiazd z Polski. W rozmowie z Pudelkiem Robert Czerwik ocenił, jak wypadły nasze rodaczki na tle zagranicznej konkurencji.
Festiwal w Cannes jak zawsze przyciągnął tłumy gwiazd, które chętnie wdzięczyły się w modnych ciuszkach przed obiektywami fotoreporterów. Niektóre prezentowały się spektakularnie, inne nieco mniej, ale jedno jest pewne - ich stylizacje nie pozostały niezauważone, a o to przecież chodzi.
W tym roku na czerwonym dywanie nie brakowało również polskich akcentów. Na miejscu stawiły się chociażby Natasza Urbańska, Monika Olejnik czy Anja Rubik. Każda z nich zdecydowała się na inny "modowy statement", ale wielu może sobie zadawać pytanie - jak wypadły na tle zagranicznych koleżanek?
O to zapytaliśmy Roberta Czerwika, który w rozmowie z nami ocenił stylizacje z tegorocznego Cannes. Anja, Małgosia Bela oraz Demi Moore wyraźnie podbiły jego serce, natomiast takie gwiazdy jak Heidi Klum czy Andie MacDowell - tym razem nieco mniej.
Czyje kreacje zdobyły uznanie Roberta Czerwika, a o których jego zdaniem lepiej zapomnieć? Zobaczcie sami.
No cóż, Anja Rubik to po prostu Anja Rubik. Ten smoking jest perfekcyjny. Męski, chłodny, bardzo Marlene Dietrich. I właśnie dlatego działa tak znakomicie. Nie ma tutaj ani jednego zbędnego elementu. Jest perfekcyjna sylwetka, perfekcyjne proporcje i ogromna siła osobowości. Uważam, że wygląda w tym absolutnie spektakularnie i pokazuje, że czasem najprostsze środki robią największe wrażenie.
I w bardzo podobnej estetyce Małgosia Bela. Przepiękna kobieta. Taka heroina o chłodnej, niedostępnej urodzie. W tym błyszczącym zestawie ze spodniami wygląda spektakularnie. I popatrzcie, jakie to jest niesamowite, że można naprawdę prostymi środkami osiągnąć maksymalny efekt. Bez nadmiaru, bez przebodźcowania, bez miliona ozdobników. Sama sylwetka, światło i charyzma.
Demi Moore w kropeczkach to dla mnie absolutnie fantastyczny look. Taki czerwony dywan z ogromnym przymrużeniem oka i jednocześnie z wielką klasą. Uwielbiam tę zabawę formą, proporcją i samym pomysłem na elegancję. To jest look, który ma w sobie lekkość, modowy humor i jednocześnie totalny szyk. Chyba jeden z moich ulubionych dziennych looków z tegorocznego Cannes. Uważam, że Demi wyglądała w tym naprawdę spektakularnie.
Cate Blanchett po raz kolejny udowadnia, że jest absolutną królową świadomego, wieczorowego dress code’u. Ta suknia jest bardzo prosta w swojej bazie, ale ta monumentalna kryza w formie falbany robi tutaj absolutnie wszystko. Jest w tym coś lekko kostiumowego, teatralnego, wręcz operowego, ale właśnie dlatego działa to tak znakomicie. Uwielbiam, kiedy moda wieczorowa nie boi się mocnego akcentu i budowania charakteru sylwetki jednym detalem. Cate wygląda w tym niezwykle. Dla mnie to jest przepiękny, bardzo szlachetny look z ogromną siłą wizualną.
Ta drapowana suknia wieczorowa to z kolei świetny przykład na to, że można wyglądać bardzo odświętnie i niezwykle elegancko bez ciągnięcia za sobą ogromnego trenu. Uwielbiam tę lekkość i subtelność. Ta sukienka pięknie pracuje ruchem, ma bardzo szlachetne drapowania i daje efekt nowoczesnej bogini, ale bez przesady i teatralności. Bardzo piękny, świadomy wybór na czerwony dywan.
Tej sukienki niestety kompletnie nie kupuję. Mam wręcz wrażenie, że projekt przyćmił i zaatakował sylwetkę Philippine Leroy-Beaulieu. Ta forma jest po prostu zbyt obszerna i zbyt ciężka jak na jej proporcje. Kojarzę ten projekt z wybiegu i pamiętam, że prezentował się tam o wiele bardziej szlachetnie i dramatycznie, w dobrym tego słowa znaczeniu. Tutaj ta tkanina wygląda bardzo specyficznie, wręcz kostiumowo, a całość traci lekkość. Mam poczucie, że ta objętość zaczęła żyć własnym życiem i niestety zjadła figurę kobiety zamiast ją podkreślić.
Z boku ta sukienka wygląda naprawdę dobrze i widzę, co miało tutaj zagrać. Drapowania bardzo mocno budują biodra i tworzą ciekawą linię sylwetki, ale mam wrażenie, że ten kolor kompletnie Heidi "zmywa". Wszystko stapia się ze sobą i brakuje mocniejszego kontrastu albo energii. Chyba przeszkadza mi też ten kwiat na biuście, który wygląda trochę jak doklejony element z innej historii. Heidi ma ostatnio w sobie nową energię i bardzo to lubię, ale jednocześnie mam wrażenie, że modowo coraz częściej podejmuje nietrafione decyzje.
Ja bardzo lubię takie bogate połączenia tkanin i lubię modę, która jest przesadzona, ale tutaj mam wrażenie, że wszystko zaczyna się kanibalizować. Peleryna atakuje przód sukienki, sukienka walczy z peleryną, do tego dochodzi dosyć specyficzna długość, która optycznie skraca sylwetkę. Bardzo podoba mi się natomiast połączenie sandałów z sukienką, bo tworzy to ciekawą historię i dodaje lekkości całemu lookowi. Ale finalnie mam poczucie, że to wszystko jest bardzo messy i za dużo rzeczy dzieje się jednocześnie.
Kocham ją, uważam za absolutnie wybitną kobietę i ikonę, ale ta decyzja odzieżowa jest dla mnie po prostu nietrafiona. To jest za mało na Cannes. Wolałbym już piękną, klasyczną czarną suknię, nawet bardzo minimalistyczną, ale z odpowiednią konstrukcją i szlachetnością. Tutaj mam bardziej wrażenie sukienki na sobotnią kolację ze znajomymi niż looku na jeden z najważniejszych czerwonych dywanów świata. Przy urodzie Andy i jej charyzmie naprawdę można było zrobić coś mocniejszego.
Jest mi smutno postawić ten look po stronie nietrafionych wyborów, bo to projekt mojego ukochanego domu mody Schiaparelli. Niestety tutaj bardzo widać, że nie każdy projekt z wybiegu działa na sylwetce, która nie ma proporcji modelki runwayowej. Mam wrażenie, że obszerność i rozmieszczenie form kompletnie się tutaj nie dopasowały. Najbardziej widać to niestety w długościach i proporcjach całości. Ten look optycznie obciąża sylwetkę zamiast budować rzeźbiarskość, z której Schiaparelli przecież słynie.
Monika Olejnik od lat ma bardzo swój charakterystyczny styl i trzeba jej oddać, że konsekwentnie idzie własną drogą. To są zawsze wybory trochę nieoczywiste, czasami balansujące na granicy mody i performance’u. Ta sukienka też ma w sobie coś interesującego. Transparentne wycięcia na wysokości bioder są ciekawym detalem i dodają tej bardzo prostej sylwetce trochę napięcia.
Mam jednak poczucie, że tutaj pierwsze skrzypce gra przede wszystkim torebka Chanel i cała stylizacja została zbudowana wokół tej zabawy proporcją oraz dodatkiem. Bardzo lubię okulary, bo dodają luzu i sprawiają, że ten look nie próbuje być przesadnie "galowy". To nie jest do końca moja bajka, jeśli chodzi o czerwony dywan w Cannes, ale jednocześnie uważam, że ona wygląda bardzo dobrze i przede wszystkim bardzo po swojemu.
Natasza Urbańska jest przepiękną kobietą i absolutnie ma w sobie energię wielkiej sceny oraz czerwonego dywanu. Natomiast mam wrażenie, że wybory stylizacyjne, które podjęła w Cannes, są dla mnie zbyt literalne. To jest bardzo bezpośrednie skojarzenie z "glamourowym czerwonym dywanem", z estetyką złotej ery Hollywood, ale niestety w takim wydaniu zaczyna to przypominać bardziej kostium niż współczesną modę.
Brakuje mi tutaj świeżości, jakiegoś napięcia, czegoś bardziej autorskiego albo mniej oczywistego. Cannes od lat pokazuje, że nawet klasyczna elegancja może mieć nowoczesny twist, może być bardziej subtelna, bardziej modowa, mniej dosłowna. A tutaj mam poczucie, że wszystko jest bardzo "opowiedziane do końca". Czerwona suknia, czerwony dywan, hollywoodzkie fale, dramatyczny tren to wszystko razem tworzy obraz bardzo przewidywalny.