Wielka ofensywa medialna Heleny Englert zemści się? "Ciężko nie mieć wrażenia, że jest nam WCISKANA NA SIŁĘ" (OKIEM PUDELKA)
Mijający tydzień upłynął nam pod znakiem studniówkowej afery, nepo baby próbującej dostać się na pierwsze strony drzwiami i oknami oraz przedparkietowych emocji związanych z kolejną edycją popularnego show. Kto załapał się do naszego podsumowania "Okiem Pudelka"?
Studniówka Anny Lewandowskiej
Wystarczył jeden krótki wywiad Anny Lewandowskiej i jej delikatne zawahanie (?) przy temacie studniówki, a internet dosłownie zapłonął. Komentujący szybko zaczęli zastanawiać się, skąd taka niepewność przy akurat tak mało stresującym pytaniu i w ruch poszły teorie spiskowe, jakoby trenerka z różnych powodów nie miała okazji w ogóle na studniówce być. Pudelek wziął sprawy w swoje łapy i udało nam się rozwiać studniówkową legendę - nie tylko dotarliśmy do zdjęć Anny z jej licealnego balu, ale i ustaliliśmy tożsamość jej ówczesnego chłopaka. I z jednej strony zainteresowanie życiem celebrytów, zanim zdobyli wielką sławę, nie jest niczym nowym, z drugiej jednak intensywność, którą obserwujemy w przypadku Lewej sporo nam mówi - przede wszystkim o niej samej.
Zobacz także: TYLKO NA PUDELKU: Tak Anna Lewandowska wyglądała na swojej studniówce. Mamy NIEZNANE zdjęcia trenerki
Lewandowska od początku swojej obecności w mediach stara się kontrolować swój wizerunek i proponuje nam bardzo klasyczną narrację: skromne początki, doświadczenie biedy, sukcesy w sporcie, a następnie rozwój własnej platformy w roli trenerki. Często jednak można było odnieść wrażenie, że Ania nie opowiada nam tego po to, żebyśmy mogli się czegoś o niej dowiedzieć. Wskazywała raczej kierunek, jak mamy o niej myśleć: self-made woman, "dziewczyna taka jak wy", od zawsze ambitna i idąca po swoje - niezależnie, czy z Robertem u boku, czy bez. Brakowało w tym pierwiastka ludzkiego, któremu nie zaradziły nawet "szczere" wywiady czy mocno personalne wyznania, bo zawsze towarzyszyło temu uczucie wykalkulowania i nastawienia na konkretny efekt.
Tak Wersow, Wieniawa i Kubicka wyglądały 10 lat temu. Poznajecie?
Tymczasem zdjęcia, które trafiły na nasze łamy, w końcu pokazały Anię, którą wiele osób od dawna chciało zobaczyć - tę zwykłą dziewczynę, pośród przyjaciół i jednego z pierwszych chłopaków, pozującą do pamiątkowych zdjęć bez myślenia o tym, gdzie kiedyś trafią i co ktoś może o nich pomyśleć i napisać. Takie okoliczności są już chyba nie do powtórzenia, ale może warto spróbować?
Ofensywa medialna Heleny Englert
Helena Englert próbuje przebić się w polskim show-biznesie już od kilku dobrych lat, ale w ostatnich miesiącach jej medialna ofensywa przybrała na sile. Najsławniejsza obecnie polska nepo baby atakuje nas z każdej możliwej strony - jako aktorka, piosenkarka, celebrytka i ulubiona gościni wszelkiej maści podcastów. Arsenał Heleny jest pokaźny - głośne produkcje, wyzywające kreacje, pokładanie się na czerwonych dywanach, wulgaryzmy w piosenkach i okazjonalna nagość na Instagramie. Nie można odmówić jej skuteczności, bo jej nadzwyczajna aktywność przynosi efekty, co obserwujecie również na Pudelku - są nagłówki, artykuły, komentarze. Niby się kręci tak, jak powinno. W teorii.
Wszystko to jednak wydaje się mocno naciągane i ciężko nie mieć wrażenia, że Helena jest nam wciskana na siłę. Ona sama nie pozwala publiczności, żeby ta mogła ją zdefiniować po swojemu, tylko krzyczy do nas metkami, które życzy sobie przykleić na czoło. Jeśli ktoś mówi "jestem taka kontrowersyjna", to automatycznie ta kontrowersja ulatuje w powietrze, bo jest zwyczajnie nudna. Autopromocja drogą skandalu działa tylko wtedy, gdy jest dziełem przypadku. Jeśli wiemy, że chcesz nas sprowokować, to nie ma w tym żadnej prawdy, a jedynie błaganie o atencję, którą, owszem, dostaniesz, ale będzie ona tyle warta, co pieniądze wygrane w "Monopoly". Młoda Englertowa buduje swoją rozpoznawalność na bardzo kruchych fundamentach i powinna zrozumieć, że krzyk nie jest jedyną metodą na wyróżnienie się z tłumu. Ale na to chyba już za późno…
"Taniec z Gwiazdami" nie zwalnia tempa
Jeszcze niedawno wydawało się, że dni "Tańca z Gwiazdami" są policzone - z edycji na edycję producentom show było coraz ciężej znaleźć gwiazdy, które będą znane bardziej od tancerzy, a formuła obecnego od dwóch dekad programu powoli się wyczerpała. A jednak, udało się reanimować trupa! Duża była w tym zasługa Agnieszki Kaczorowskiej, która tchnęła w show drugie życie i to nie tylko na parkiecie, bo doniesienia o jej barwnym życiu uczuciowym utrzymywały program na pierwszych stronach gazet. Tancerka niespodziewanie odwróciła się na pięcie i postanowiła zrezygnować z kury, dla której znosiła złote jaja i w kolejnej edycji "TzG" już jej nie zobaczymy. Czy wraz z nią sprzed telewizorów odejdą wierni widzowie?
Zobacz także: TYLKO NA PUDELKU: Tak będą wyglądały pary w nowej edycji "Tańca z Gwiazdami"?! Mamy CAŁĄ nieoficjalną listę
Pozbawiona swojej największej medialnej broni produkcja musiała więc sięgnąć głęboko do kieszeni, aby wyrównać te braki głośnymi nazwiskami w obsadzie. I ku niemałemu zaskoczeniu, chyba im się to udało, bo wiosenna odsłona programu jest naprawdę mocno obstawiona - na parkiecie zobaczymy m.in. Sebastiana Fabijańskiego, Magdalenę Boczarską, Izę Miko i Małgorzatę Potocką. Z kolei świat influencerów, który ma przyciągnąć przed ekrany pokolenie Z, reprezentować będą Natsu i Jasper, co pewnie znów wywoła kontrowersje i dyskusje o tym, czy "wygrywa taniec, czy TikTok". Powoli można też typować, komu przypadnie wdzięczna funkcja niesienia na plecach plotek o romansie na sali treningowej… Jedno jest pewne - będziemy oglądać!
Zobacz także: Agnieszka Kaczorowska znów uderza w "Taniec z Gwiazdami": "To jest telewizja. Ja NIE MOGĘ o wielu rzeczach mówić"