Maja Ostaszewska popełniła największą celebrycką zbrodnię: BRAK KONSEKWENCJI. "Występ w reklamie to przywilej, nie przymus" [OPINIA]
Maja Ostaszewska w kampanii reklamowej marki oferującej skórzane produkty stała się nie tylko bohaterką PR-owej "aferki", ale i przyczynkiem szerszej dyskusji. Czy celebryci naprawdę muszą być perfekcyjni, a może ich znakiem rozpoznawczym jest hipokryzja i po prostu "każdy ma swoją cenę"? Nie ma tutaj łatwych odpowiedzi.
Maja Ostaszewska od lat kojarzona jest z silnym zaangażowaniem społecznym, a o jej działalności aktywistycznej było momentami głośniej niż o kolejnych filmowych rolach. Opowiadanie się po "dobrej stronie historii" przypłaciła hejtem i okrutnym wyśmiewaniem ze strony mniej liberalnej części internetu, dla którego Ostaszewska stała się memem i symbolem internetowej wojowniczki z nakładką na Facebooku informującą, o co w danej chwili walczy.
A było (i jest!) tego sporo - prawa kobiet, kwestia aborcji, proimigrancka postawa, wolne sądy czy w końcu działalność prozwierzęca w postaci protestów przeciwko noszeniu naturalnych futer, sprzeciw wobec zabijania karpi na święta, zachęcanie do adopcji pszczół i dyskusja o obecności dzików w miastach. Aktorka, zdając sobie sprawę ze swojego medialnego kapitału, nie odsyłała z kwitkiem żadnej organizacji, której zależało na nagłośnieniu ważnego problemu i chwała jej za to, ale teraz to ona potrzebuje pomocy.
Zobacz także: Maja Ostaszewska broni praw zwierząt, a przy okazji reklamuje SKÓRZANE produkty. "Za ile złotych zmienia pani poglądy?"
Jakiś czas temu w sieci zadebiutowała kampania reklamowa marki galanteryjnej z Mają w roli głównej. A że ma ona w swojej ofercie produkty ze skóry, to wybuchł łatwy do przewidzenia pożar PR-owy - wprawdzie z lekko opóźnionym zapłonem, ale jednak. Ostaszewskiej zarzuca się, że jest hipokrytką, bo na chłopski rozum - jak można od lat bronić interesu zwierząt i jednocześnie reklamować markę, która przykłada rękę do ich krzywdy? Czy naprawdę "każdy ma swoją cenę" i tłusty przelew pozwala rzucić w niepamięć swoje ideały?
Falę krytyki pod adresem aktorki jedni nazywają linczem, inni zwyczajnym oczekiwaniem spójności. Bo największą celebrycką zbrodnią w erze mozolnego budowania wizerunku w sieci jest niekonsekwencja.
Zobacz także: Jakub Żulczyk krótko o udziale polskich gwiazd w reklamach sprzecznych z ich wartościami: "Jest to zwyczajnie DURNE"
Maja Ostaszewska o edukacji. Jak ocenia system szkolnictwa w Polsce? "Jest jeszcze wiele do zrobienia"
Ostaszewska wydawała się początkowo najbardziej zdziwioną tym skandalem osobą i ponoć krytyczne komentarze szybko znikały z jej profili w mediach społecznościowych. W końcu jednak zabrała głos i niestety, wykopała tym sobie jeszcze większy dół. Aktorka postawiła na rolę nieperfekcyjnej kobiety i gwiazdy, która "nie udaje", że wszystko robi dobrze i teatralnie poinformowała widzów, że choć zależy jej na prawach zwierząt i jakości ich życia, to nie udaje, że "mieszka w puszczy i nie żywi się tym, co rośnie koło domu", a w jej szafie jest miejsce na skórzane buty. Zbudowała tym samym chochoła, którym nikt przecież nie machał jej przed oczami, próbując dowieść, że "hejterzy" oczekują od niej życia w kompletnej ascezie i noszenia butów z ekologicznego i etycznie pozyskiwanego bambusa.
A ta dyskusja trochę nie do końca jest o tym - żyjemy w świecie, w którym ideały zderzają się z rzeczywistością i tak, osoby wspierające zwierzęta chodzą w skórzanych butach, aktywiści ekologiczni korzystają z samochodów i latają samolotami, a przeciwnicy kapitalizmu pracują w dużych korporacjach. Powód jest prosty - muszą odnaleźć się w obowiązującym systemie i przeżyć do pierwszego, a w międzyczasie mogą opowiadać się za zmianami, które wyswobodzą ich z tego moralnego impasu.
Nijak jednak tego scenariusza nie można zastosować do popularnej aktorki, która NIE MUSI przyjmować oferty reklamowej. Tak jak nie istnieje obowiązek perfekcji, tak i występy w kampaniach reklamowych nie są przymusem, a przywilejem, z którego można (nie trzeba!) skorzystać. A jak sytuacja finansowa tego wymaga, bo przecież nie mamy wglądu w stan konta Ostaszewskiej, to można i o tym powiedzieć, stawiając sprawę jasno - tak, muszę zarabiać. Albo chociaż odnotować wątpliwości i dać wybrzmieć dylematowi moralnemu. Tutaj tego zabrakło.
Zobacz także: Maja Ostaszewska ODPOWIADA na aferę galanteryjną: "Nie udaję, że mieszkam w puszczy i żywię się tym, co rośnie wokół domu"
Nie ma się co też oszukiwać, że problem nie polegał tu nawet na samej skórze, a na budowanym przez lata wizerunku. Jeśli ktoś publicznie kojarzy się z empatią wobec zwierząt, ludzie (słusznie!) zaczynają oczekiwać spójności. To naturalny mechanizm i nie chodzi o radykalny weganizm, ale o podstawową konsekwencję komunikacyjną, od której braku zaczął się ten cały PR-owy bałagan.
Dopiero po ogromnej fali krytyki Ostaszewska zaczęła bronić się tym, że ona konkretnie nie prezentuje na zdjęciach skórzanych wyrobów, a oferta rzeczonej marki to w aż 70 proc. torebki ze skóry alternatywnej. To nie można było tak od początku? Z jakąś zgrabną wstawką o tym, że Maja wspiera wysiłki firmy w byciu eko i wege zamiast poetyckich frazesów o tym, że wnosi w tej kampanii "naturalność, świadomość i klasę bez wysiłku"? Czy naprawdę nikt nie przewidział, że internet szybko połączył kropki? No ludzie, za coś ci PR-owcy te pieniądze biorą, a tutaj taki szkolny błąd...
Przecież nie od dziś wiadomo, że social media uwielbiają polowanie na symboliczną niespójność. To daje poczucie moralnej wyższości - piszesz pod postem "a jednak skóra", dostajesz lajki i przez chwilę możesz poczuć się bardziej etyczny od celebrytki z telewizji. Ludzie nie reagują po to, żeby realnie zmienić świat, tylko żeby pokazać własną moralną wyższość, choćby nie miała ona za wiele wspólnego z rzeczywistością. Nie miejmy złudzeń - internautów bardziej ekscytuje możliwość przyłapania Ostaszewskiej na błędzie niż realna dyskusja o przemyśle skórzanym.
Afera z aktorką to nie tylko opowieść o celebryckiej hipokryzji - zarzucanie jej, że sprzedała swoje ideały za odpowiednią sumkę, byłoby krzywdzącym uproszczeniem. Ostaszewska, tak jak każdy z nas - i tutaj polecimy banałem - nie jest perfekcyjna, ale perfekcyjna powinna być komunikacja i to ona tutaj zawiodła. To też dowód na to, że celebrycki aktywizm często bywa naiwny, a marketing nie wszystko jest w stanie ładnie zapakować...
Zobacz także: RZADKI WIDOK: Maja Ostaszewska pokazała się z partnerem: "Kiedy marzenia się spełniają…" (FOTO)