Co o polskim show-biznesie powiedziała akcja Łatwoganga? "Celebryci zdali egzamin śpiewająco, choć nie obyło się bez kilku fałszywych nutek" (OPINIA)
Zakończona ogromnym sukcesem zbiórka Łatwoganga okazała się prawdziwym egzaminem dla polskich celebrytów i influencerów. Czy to faktycznie jedna z niewielu chwil, kiedy możemy być z nich dumni? Nie wszyscy jednak uniknęli wpadki...
Za nami chyba najbardziej nieprawdopodobny tydzień nie tylko w polskim internecie, ale i w skali całego kraju. Zaczęło się "niewinnie" - Bedoes nagrał i opublikował utwór "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)", w którym śpiewa Maja Mecan - jedna z podopiecznych Fundacji Cancer Fighters. Piosenka miała zwrócić uwagę na problem chorób nowotworowych wśród dzieci, a nieoczekiwanie stała się impulsem niesamowitej akcji charytatywnej. Wszystko za sprawą Piotra "Łatwoganga" Garkowskiego - popularnego twórcy internetowego, który postanowił zorganizować trwający dziewięć dni stream zachęcający do zbiórki na rzecz podopiecznych wspomnianej fundacji. Kawalerkę Łatwoganga zaczęli odwiedzać inni streamerzy, influencerzy i w końcu celebryci, a lista wspierających akcję sław zaczęła się tak rozrastać, że nie było mowy o spontanicznych wizytach i konieczne były zapisy i wygospodarowanie konkretnego przedziału czasowego dla poszczególnych gości. Efekt końcowy przeszedł najśmielsze oczekiwania - zebrano ponad 250 milionów złotych, co jest absolutnym rekordem świata. I też ten cały świat o zbiórce chłopaków mówi.
Zobacz także: Te gwiazdy zgoliły włosy podczas transmisji Łatwoganga: Jakob Kosel, Grzegorz Hyży, Wojtek Gola i inni (DUŻO ZDJĘĆ)
Akcja Łatwoganga szybko stała się sprawą wagi narodowej, jednocząc polskie społeczeństwo na skalę, którą można porównać jedynie do entuzjazmu towarzyszącego Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, zanim jeszcze zniszczyli ją politycy. Nie ma wątpliwości, że jesteśmy mocno podzielonym narodem, ale lubimy sobie (niestety, tylko czasami) udowodnić, że potrafimy się zjednoczyć i w słusznej sprawie o tych podziałach zapomnieć. Każdy przecież chce poczuć, choćby przez chwilę, że jest dobrym człowiekiem, a co za tym idzie, tej dobroci oczekujemy od innych - zaangażowanie w zbiórkę szybko stało się jedynym słusznym kierunkiem naszego moralnego kompasu, a jej ignorowanie czy, nie daj boże, krytyka nie były mile widziane. Zbudowało to również oczekiwania wobec osób publicznych i celebrytów, którzy w oczach wielu powinni nie tylko wesprzeć inicjatywę swoją obecnością i zasięgami, ale i tłustym przelewem. Nie odbierając nikomu dobroci serca i altruizmu, to w pewnym momencie brak zaangażowania w zbiórkę zaczął być odczytywany niemalże jako moralny upadek.
Nie ma chyba najmniejszych wątpliwości, że rodzimi celebryci stanęli na wysokości zadania - ogromne kwoty przekazane na zbiórkę przez m.in. Bedoesa, Annę i Roberta Lewandowskich, Ewę Chodakowską czy Dawida Podsiadłę robiły wrażenie i pozwoliły ich fanom na odetchnięcie z ulgą i uspokajającą refleksję pt. "uczyniliśmy sławnymi odpowiednich ludzi". Akcja Łatwoganga to jednak nie tylko pieniądze, ale i wyzwolenie rzadko spotykanej, pozytywnej energii w sieci - internauci na chwilę powstrzymali swój głód dram, przepychanek i żądzę krwi, a zamiast tego chcieli oglądać i kibicować zjednoczeniu. Dzięki temu byliśmy świadkami niezapomnianych obrazków, takich jak choćby Dody godzącej się z Magdą Gessler, Tedego zakopującego topór wojenny z Peją czy gratki dla młodszej części publiczności w postaci interakcji Young Leosi i Kacpra Błońskiego. Do historii polskiego show-biznesu przejdzie też golenie głów przez m.in. Maffashion, Edytę Pazurę czy Kasię Nosowską. Nagle wszyscy zaczęli grać do jednej bramki, a jedynym wynikiem, który wszystkich interesował, był ten z wysokością zebranej kwoty na pomoc chorym dzieciom. Wygrywa tu każdy: zbiórka zasilana jest pieniędzmi, a celebryci czy duże marki - chcąc tego, czy nie - zyskują wizerunkowo. Obudziło to na nowo dyskusję o charitywashingu.
Charitywashing to sytuacja, w której spektakularna dobroczynność przykrywa mniej wygodne praktyki społeczne i ekonomiczne rzucających hojne donacje firm i dużych influencerów, jak np. unikanie podatków, agresywną monetyzację uwagi, promowanie nadkonsumpcji czy ogólny sposób zarabiania na, także nieletnich, odbiorcach. Można powiedzieć, że kapitał ekonomiczny i medialny zamienia się tu w kapitał symboliczny, czyli uznanie, prestiż i moralną wiarygodność. Publiczność widzi konkretną akcję, emocje, licznik wpłat i znane twarze, a nie cały system, w którym te osoby funkcjonują. Dlatego prywatna dobroczynność potrafi przynieść więcej społecznego uznania niż zwykły, mniej efektowny wkład w dobro wspólne. Ważne, żeby uniknąć sytuacji, w której incydentalne, efektowne zrywy - nawet zbudowane na słusznej idei - zastępują działania systemowe i długoterminowe
Internauci starali się jednak zachować czujność i dostrzegali każdy, nawet najmniejszy zgrzyt - Frizowi wytykano jego wypowiedź o unikaniu podatków dzięki założonej fundacji, do czego przyznał się sam w jednym z wywiadów, a rozważania Young Leosi o Elonie Musku, który "mógłby oddać np. 10% swojej fortuny" żartobliwie nazywano "komunistycznym przebudzeniem" i podpisywano nagłówkami "Influencerka prawie odkryła podatki". Oberwało się też reprezentantkom grupy Dresscode, które potraktowały wizytę w kawalerce Łatwoganga jako fajny afterek po koncercie, co było żenujące i transparentne - można to rozpatrywać albo jako wpadkę, albo rzadki w wyreżyserowanym świecie influencerów moment zawstydzającej prawdy.
Zobacz także: Na streamie Łatwoganga było nerwowo: "Ludzie wkurzają się". Bagi PRZEPROSIŁ za zachowanie dziewczyn ze swojej ekipy
Słabym wyczuciem popisały się za to Dorota Szelągowska i Sylwia Bomba, które - znowu, na pewno z dobroci serca - zaproponowały Łatwogangowi, zapewne poruszone skromnym wystrojem jego kawalerki, że mu ją wyremontują i umeblują. Streamer grzecznie odmówił, ale niesmak pozostał. Pod obstrzałem znalazła się również Blanka Lipińska, która od dawna cierpi na nieznośną przypadłość sprowadzania wszystkiego do siebie i tylko siebie. Pisarka zdobyła się na fantastyczny gest ogolenia głowy, ale później oczywiście musiały mu towarzyszyć monologi na Instagramie o tym, jak ciężko jej jest oraz jak to celebrytów spotyka fala hejtu, nawet jeśli mają dobre intencje, a każda krytyka i negatywny komentarz może ich zniechęcić do dobroczynności. Człowiek słucha takiego emocjonalnego szantażu i naprawdę ma ochotę pomyśleć: "Blanka, nie wszystko jest o tobie".
Gdyby jednak nie silić się na pogłębione analizy, osadzanie wszystkiego w kontekście dyskusji, czy pomagać można "tylko dobrze", to nie ma wątpliwości, że polscy celebryci ten egzamin, do którego wywołał ich Łatwogang i cały internet, zdali śpiewająco. Pomimo kilku fałszywych nutek... Na kilka dni zapomnieliśmy o wzajemnych animozjach i choć imponująca kwota zbiórki to zaledwie kropla w morzu potrzeb, to zaopiekowała ona w nas coś innego - poczucie sprawczości i przekonanie o wyjątkowości naszego narodu. Szansa na to, że ten zryw zdynamizuje dyskusję o rozwiązaniach systemowych, jest wprawdzie niewielka, ale w powstania to my umiemy, jak nikt inny, więc pewnie - do następnego!
Zobacz także: Od komika w stroju banana po bohatera narodowego. Kim jest człowiek, który zebrał ponad 250 mln zł na walkę dzieci z rakiem?