DRAMA PRZEPROWADZKOWA u Orłosiów. Pokłócili się nawet o kanapę: "To taki papierek lakmusowy dla związku. Musieliśmy nauczyć się rozmawiać"
Paulina i Maciej Orłosiowie, świeżo po ślubie, zdecydowali się na przeprowadzkę. Jak to zwykle w życiu bywa, zdarzają się więc nerwowe momenty. "Do tego dochodziły presja czasu, budżet, codzienne zmęczenie" - wylicza Paulina w rozmowie z "Faktem".
Nie od dziś wiadomo, że przeprowadzka czy budowa domu to coś, co mocno daje się parom we znaki. Mowa nie tylko o "zwykłych śmiertelnikach", lecz także o gwiazdach. Przykładem są chociażby Michał i Pola Wiśniewscy, których związek najwyraźniej tego testu nie przetrwał.
Drama przeprowadzkowa u Orłosiów
Wygląda na to, że kolejną znaną parą, która musi przejść przez "dramę przeprowadzkową", są Maciej i Paulina Orłosiowie. W sierpniu 2025 roku małżonkowie powiedzieli sobie "tak" i mieli nadzieję, że od tej pory czeka ich już wyłącznie piękne i spokojne życie w duecie. Remont i przeprowadzka dały im się jednak we znaki.
Wzięliśmy ślub i wydawało nam się, że w tym roku będzie spokój, ale się przeprowadzamy. Okazuje się, że przeprowadzka to taki papierek lakmusowy dla związku. No i już mieliśmy małą sprzeczkę o kanapę
Maciej Orłoś migdali się z Pauliną Koziejowską na ramówce TVP
Paulina wspomina, że ona i mąż mieli nieco odmienne wizje tego, jak urządzą otoczenie, w którym będą razem mieszkać. Przez to zdarzały się między nimi spięcia, a atmosfera i tak jest dość nerwowa.
Każde z nas miało swoją wizję, swoje pomysły i czasami trudno było to pogodzić. Do tego dochodziły presja czasu, budżet, codzienne zmęczenie. To wszystko sprawiało, że emocje były dużo większe niż zwykle. Musieliśmy nauczyć się rozmawiać, słuchać siebie nawzajem i dochodzić do kompromisów. Bez tego nie da się przejść przez taki etap bez szwanku.
Okazuje się, że para miewała drobne sprzeczki nawet o meble. Pozostaje też kwestia budżetu, który nie jest z gumy, a sytuacja niestety czasem tego wymaga.
Jeśli chodzi o dobór mebli, no to tutaj nie zdajemy się na architekta, tylko bardziej na siebie. Chociaż może to był zły pomysł, bo architekt by coś doradził i może nie byłoby tych sprzeczek o różne elementy wyposażenia mieszkania. Dodatkowy budżet? Jest założony oczywiście, bo jest kilka takich niespodziewanych wydatków. Jak wymieniasz sofę, to potem okazuje się, że musisz wymienić lampkę i musisz wymienić żyrandol. Jeżeli wymieniasz szafkę RTV, no to też zmiana jest koncepcji telewizora, zmiana koloru ściany. Tak że rzeczywiście tych nieprzewidzianych wydatków się dużo pojawia. Zakup mieszkania to jest jedno, ale potem trzeba wziąć pod uwagę, że są inne wydatki jeszcze.
Trzymacie kciuki?