Gamou Fall nie mógł NIE WYGRAĆ "TzG"? "Miał SPRZYJAJĄCE WIATRY. Od pierwszych minut w studiu było wiadomo, kto sięgnie po Kryształową Kulę" (OPINIA)
Za nami finał 18. edycji "Tańca z Gwiazdami", który zakończył się zaskakującym zwycięstwem - po Kryształową Kulę sięgnął nieznany jeszcze niedawno nikomu Gamou Fall. Ale czy aby na pewno było to takie zaskoczenie? Zakulisowe plotki i atmosfera w studiu sugerowały, że zwycięzca faktycznie mógł być tylko jeden...
W wielkim finale "Tańca z Gwiazdami" zmierzyli się Sebastian Fabijański, Magdalena Boczarska, Gamou Fall i Paulina Gałązka, co niektórzy nazywali "finałem marzeń", bo każda z par prezentowała bardzo wysoki poziom, a rywalizacja była niezwykle wyrównana. Zdecydowanego faworyta nie mieli jurorzy, którzy zgodnie przyznali wszystkim najwyższe noty, a wybór zwycięzcy w całości pozostawili telewidzom. A ci podarowali Kryształową Kulę Gamou - aktorowi i modelowi, który jeszcze kilka miesięcy temu nie był znany szerszej publiczności.
Zobacz także: Widzowie psioczą na finał "TzG", bo nie ogłoszono miejsc pozostałych uczestników! "TO GŁOSOWANIE TO JEDNA WIELKA ŚCIEMA"
Gamou Fall nie mógł nie wygrać
Faworytów do zwycięstwa było kilku - jeszcze przed startem show spekulowano, że pewniakiem jest Izabella Miko, której zarzucano nawet zawodową wprawę w tańcu, co ostatecznie mogło okazać się jej przekleństwem. Od pierwszych odcinków jurorów i publiczność zachwycała Magdalena Boczarska, podobnie zresztą jak Sebastian Fabijański. Po kilku odcinkach stało się jasne, że do wyścigu po Kryształową Kulę dołączył również Gamou Fall, który ujął widzów nie tylko swoimi tanecznymi umiejętnościami, ale i eleganckimi wypowiedziami oraz wrodzoną skromnością, tak daleką od show-biznesowego zblazowania.
Gdy aktor znalazł się w gronie finalistów, stało się jasne, że nie będzie tam tylko ozdobą, a do zwycięstwa miał mocno sprzyjające wiatry - od kilku dni w Polsacie mówiło się coraz głośniej, że to właśnie on jest faworytem programu. I choć takie przewidywania można było uznać za nieco na wyrost, to po wkroczeniu do studia "TzG" w niedzielę nie było wątpliwości, że nie wzięły się one znikąd - wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tego wieczoru to Gamou zatriumfuje.
Zobacz także: TYLKO NA PUDELKU: Gamou Fall zgarnął w "TzG" 200 tysięcy złotych. Ujawnia, na co wyda pieniądze! (WIDEO)
Fall miał po swojej stronie zgromadzoną w studiu publiczność, która żywo reagowała na każdą wzmiankę o nim, a po występach aktora mogliśmy podziwiać aplauz godny największych gwiazd rocka. Gdyby zabawić się w metodę nagradzania występów z "Od przedszkola do Opola" i mierzyć długość oraz intensywność oklasków, to Kryształowa Kula powędrowałaby do Gamou już po jego pierwszym finałowym tańcu. Brawa, okrzyki i głośne skandowanie imienia sugerowały, że mamy tutaj do czynienia z one man show. Swoich sympatii nie ukrywało również jury - Ewa Kasprzyk i Iwona Pavlović rozpływały się nad aktorem i zostały nawet porwane przez niego (na ich własną prośbę) na parkiet, co w tak wyreżyserowanym widowisku jak "Taniec z Gwiazdami" zawsze ekscytuje widzów i podbija wartość czasu antenowego uczestnika na tle jego rywali.
Zobacz także: Publiczność finału "Tańca z Gwiazdami" otrzymała SPECJALNE KARTKI ze wskazówkami. Dotyczyły występu Gamou Falla... (FOTO)
Celebryta mógł też liczyć na wyjątkową oprawę swojego występu z freestyle - produkcja poprosiła publiczność, aby w jego trakcie uruchomiła latarki w telefonach, a sam Gamou i jego taneczna partnerka zachęcali widzów do odśpiewania refrenu utworu, do którego dźwięków występowali. Produkcja zaś zadbała o specjalne kartki z tekstem piosenki. Nic więc dziwnego, że pojawiły się szepty o faworyzowaniu Gamou, a oliwy do ognia dodał post Kuby Wojewódzkiego na Instagramie, który na chwilę przed startem finału niejako ogłosił, że zwycięży właśnie Fall.
Zarzuty o ustawce ciężko traktować poważnie, a Wojewódzki to przecież stary i niezmordowany atencjusz, ale dla nieufnych internautów jest to oczywiście paliwo do niekończących się spekulacji. Co jednak możemy zdradzić, to to, że z naszych informacji wynika, że Edward Miszczak faktycznie jest mocno zadowolony ze zwycięstwa Gamou i być może na naszych oczach narodziła się nowa gwiazda Polsatu.
Sebastian Fabijański "prawdziwym" zwycięzcą "TzG"?
Mocno niepocieszony werdyktem wydawał się Sebastian Fabijański, który tuż po finale zniknął na kilkanaście minut i nie wyszedł od razu na wywiady. Aktor tłumaczył później w rozmowie z Pudelkiem, że potrzebował się wyciszyć i pobyć sam z emocjami towarzyszącymi mu po przegranej. W jego przypadku jednak nie należy mówić o "przegranej", bo choć nie sięgnął po Kryształową Kulę, to Fabijańskiego śmiało można nazwać "prawdziwym" zwycięzcą "Tańca z Gwiazdami".
Zmagający się przez ostatnie lata z ogromnymi problemami wizerunkowymi gwiazdor wygrał bowiem coś więcej niż tłusty czek od Polsatu - wygrał drugie medialne życie i odczarował wizerunek problematycznego skandalisty. Lista głośnych problemów i kontrowersji Fabijańskiego była długa i momentami beznadziejna, ale wszystko skutecznie wygumkował na parkiecie, gdzie dał się poznać jako wrażliwy i pełen refleksji mężczyzna - to słowa, których jeszcze niedawno nie wyobrażaliśmy sobie wypowiedzieć przy jego nazwisku.
Zobacz także: Smutny Sebastian Fabijański RZUCIŁ SIĘ w ramiona mamy po finale "Tańca z Gwiazdami" (WIDEO)
Wśród komentujących nie brakuje jednak cyników, którzy uważają, że efektowna przemiana Sebastiana to po prostu jego kolejna genialna kreacja aktorska. Podobne głosy krążyły za kulisami programu, a osoby pracujące przy show czy nawet niektórzy uczestnicy plotkowali w kuluarach, że Fabijański "tylko gra" przed kamerami. Gwiazdor gorąco zapewniał, że niczego nie udaje, a Polska "zobaczyła w końcu, z kim ma do czynienia". Śledząc komentarze po finale "Tańca z Gwiazdami", nie ma wątpliwości, że Sebastian osiągnął swój cel i pogrzebał dawne winy dzięki zwinnym biodrom i czarowi osobistemu. To dla niego nowe otwarcie - miliony widzów uwierzyły w jego przemianę, ale ci sami widzowie będą teraz patrzeć mu na ręce i kolejnej głośnej skuchy czy nocnych schadzek w szemranym towarzystwie już tak łatwo nie wybaczą...
Co zyskały finalistki show?
Nie sposób nie wspomnieć o kobiecej reprezentacji w finale "TzG". Magdalena Boczarska, nieco śladem Nataszy Urbańskiej, okazała się dla widzów programu zbyt perfekcyjna i posągowa. Aktorka próbowała wprawdzie nawiązać więź z odbiorcami i w trakcie show zdobyła się na kilka osobistych wyznań, m.in. o ADHD, ale to nie wystarczyło, aby złamać wizerunek chłodnej profesjonalistki. Być może mówi to więcej o naszym odbiorze pewnych siebie i doskonałych w swoim fachu kobiet niż o samej Boczarskiej, ale w "Tańcu z Gwiazdami" ten "ludzki" pierwiastek jest często ważniejszy niż precyzyjne kroki i efektowne choreografie. Boczarska faktycznie, jak na swoje standardy, rozebrała się emocjonalnie przed telewidzami, ale telewidzowie zawsze docenią bardziej ewolucję niż stabilną doskonałość.
Zobacz także: Widzowie zarzucają Magdalenie Boczarskiej, że SPLAGIATOWAŁA freestyle Zakościelnego! "Za duża inspiracja. To była PODRÓBKA"
Tego pierwiastka "ludzkiego" z pewnością nie zabrakło Paulinie Gałązce, która żmudnie pracowała na swój sukces w programie i zaproponowała widzom to, co lubią najbardziej, czyli historię o robieniu postępów, otwieraniu się przed światem i naturalności, która wygra z wystudiowanymi pozami i łzami na zawołanie. Aktorka opowiedziała o byciu w spektrum autyzmu, a w finale pokazała nawet długo skrywanego przed światem męża. Możliwe, że gdyby na taki ruch zdecydował się ktoś inny, rozprawialibyśmy teraz o "medialnej strategii" i próbie zagrania na emocjach widzów. W przypadku Gałązki jednak, której daleko do wytrawnych graczek polskiego show-biznesu, takie zarzuty wydawałyby się mocno nie na miejscu. Wprawdzie nie wystarczyło to, aby wygrać, ale Paulina odniosła inne, być może równie ważne zwycięstwo - pokazała, że w tym całym medialnym szaleństwie i blichtrze jest miejsce na normalność.