Kazik wspomina niesławny koncert w Zielonej Górze: "Dotąd mieliśmy alkotesty. Wypiłem CZTERY SZKLANKI WHISKEY"
Głośny koncert Kazika Staszewskiego w Zielonej Górze rzucił się długim cieniem na życie muzyka. W szczerym wywiadzie udzielonym Bogdanowi Rymanowskiemu piosenkarz ujawnił kulisy tamtego feralnego występu.
Listopadowy koncert Kazika Staszewskiego w Zielonej Górze stał się jednym z najbardziej komentowanych wydarzeń muzycznych ubiegłego roku. Fani zespołu Kult, którzy przyszli na koncert, zarzucili Kazikowi nietrzeźwość i brak szacunku dla publiczności. Nagranie z wydarzenia momentalnie obiegło internet, a na muzyka spadła fala krytyki.
To nie był koncert! To był pijacki bełkot! Potraktował z buta wszystkich fanów, którzy przyszli na to wydarzenie. Kto go w ogóle wpuścił na scenę... - tłumaczyła jedna z uczestniczek wydarzenia.
Oświadczenie Kazika
Po fali krytyki Kazik Staszewski wydał oficjalne oświadczenie, w którym przeprosił za swoje zachowanie. Chciałbym złożyć szczere przeprosiny za moją wczorajszą niedyspozycję, która uniemożliwiła mi wykonanie występu na odpowiednim poziomie - napisał artysta. Przyznał, że przed koncertem spożywał alkohol, co miało negatywny wpływ na jego formę sceniczną. Muzyk, który przez długie miesiące borykał się z problemami zdrowotnymi, w grudniu przeszedł skomplikowaną operację, którą - jak sam przyznaje - ledwo przeżył.
Julia Wieniawa przyłapana na mieście z piłkarzem! Nie jest Polakiem
Kazik wspomina swój koncert w Zielonej Górze
Kazik Staszewski zapowiedział zredukowanie liczby koncertów zespołu Kult w 2026 roku. Artysta podkreślił, że potrzebuje odpoczynku ze względu na intensywność pracy i presję, z jaką musi się mierzyć. Teraz 63-latek wrócił pamięcią do przykrego w skutkach zdarzenia sprzed pół roku. Co ciekawe, wokalista zapewnił, że była to wyjątkowa sytuacja, gdyż "Kult nie może wyjść na scenę pod wpływem alkoholu".
Mieliśmy alkotesty. I za każdym razem się testujemy. Wszyscy muszą. To rozporządzenie menedżera - mówił Kazik.
Staszewski dodał też, że zanim rozpoczęły się u niego problemy ze zdrowiem, przez długie lata żył w abstynencji. Do czasu.
Ale tej jesieni zrobiło się tak stresująco - przyznał. Nie mówię, że zacząłem się wspomagać alkoholem, jak tych bóli dostałem, bo to już się wcześniej zaczęło.
W efekcie, gdy jego menedżer nie pojawił się na kilku koncertach ze względu na ślub syna, pogrążony w cierpieniu Kazik pozwolił sobie na "małe" odstępstwo od normy.
Nie było kontroli przedkoncertowej, więc zacząłem pić przed koncertami - mówił. Piłem whiskey przeważnie. Aż doszło do tej nieszczęsnej Zielonej Góry. 28 listopada. Pamiętam, że siedziałem w hotelu i zwijałem się z bólu. Menedżer był już na miejscu. Przesadziłem, wyszedłem na scenę w stanie kompletnie nienadającym się na scenę. Poinformowałem, że tak zrobię. Miałem wziąć jednego shota, było ich trochę więcej. To były takie cztery niemałe, w szklance. Tylko myślałem o tym, żeby ten ból załagodzić. Ten ból bardzo mi dokuczał.
Mimo stanu wskazującego, wspomnienia z tamtego feralnego dnia są dla Kazika wciąż żywe.
Koncert się odbył. Miałem świadomość, że to jest dramat. Niestety pamiętam doskonale, że ludzie wychodzili - przyznał z goryczą.