Od momentu słynnego "Megxitu" w 2020 roku, kiedy to książę Harry i Meghan Markle spakowali walizki, rzucili obowiązki członków rodziny królewskiej i wyjechali do Kalifornii, ich życie uległo drastycznej zmianie. Jedną z najbardziej dotkliwych konsekwencji rezygnacji z oficjalnych ról było odebranie im automatycznej, całodobowej ochrony policyjnej finansowanej z pieniędzy podatników. Od tamtej pory Harry próbuje odzyskać uzbrojoną eskortę na terenie Wielkiej Brytanii.
WIDEOMarysia Jeleniewska komentuje swoją znajomość z Tomkiem Fornalem. "Kojarzymy się z tej sytuacji" (WIDEO)
Dramatyczny apel za kulisami. Książę Harry naciska na rząd
Jak donosi "Daily Mail", mąż Meghan Markle nie zamierza odpuszczać - zwłaszcza teraz, gdy głośno jest o powrocie Sussexów do Wielkiej Brytanii. Harry miał nawet po cichu wystosować apel do brytyjskiej ministry spraw wewnętrznych, Shabany Mahmood.
Z informacji dziennikarzy wynika, że książę przekazał ministerstwu specjalny raport przygotowany przez jego prywatną firmę ochroniarską. Miało z niego wynikać, że na terenie Wielkiej Brytanii on, Meghan oraz ich dzieci - Archie i Lilibet - są wciąż bezpośrednio narażeni na ataki ze strony ekstremistów.
Argumenty rządu i komisji są jednak nieubłagane: skoro Harry przestał być pracującym członkiem rodziny królewskiej, podatnicy nie powinni płacić od 3 do 5 milionów funtów rocznie za jego prywatne bezpieczeństwo. Na ten moment sprawa jest prosta: gdy Harry przyjeżdża na Wyspy, musi z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem zgłaszać każdy planowany krok, a jego poziom zagrożenia jest wówczas oceniany indywidualnie.
Dla syna króla Karola III to jednak za mało. Harry uważa, że urodził się z określonym losem i poziomem rozpoznawalności, którego nie da się "zerwać" rezygnacją z tytułu pracującego royalsa.
Batalia Harry'ego o przywrócenie państwowej ochrony ciągnie się już od lat. Mimo że książę odwoływał się od decyzji i próbował udowodnić przed Sądem Najwyższym, że został potraktowany niesprawiedliwie, brytyjski wymiar sprawiedliwości konsekwentnie trzyma stronę rządu. Sędziowie przypominają, że decyzja o zmianie statusu ochrony była bezpośrednią konsekwencją jego własnego wyboru opuszczenia szeregów "pracujących royalsów". Eksperci od spraw bezpieczeństwa podkreślają też brutalną prawdę: nie da się połączyć ciągłego zabiegania o medialny rozgłos i udzielania wywiadów-rzek z oczekiwaniem bezwzględnego bezpieczeństwa na koszt państwa.
Zaskakujący powrót Meghan i Harry'ego
W mediach od kilku dni huczy o przełomowej decyzji Sussexów o powrocie do Wielkiej Brytanii. Harry i Meghan podjęli już pierwsze kroki, by na stałe lub półstałe przenieść się z powrotem na Wyspy. Archie i Lilibet mieli już nawet zostać zapisani do brytyjskich szkół, a para ponoć rozgląda się za prywatną posiadłością poza Londynem.
Wygląda na to, że amerykański sen w Kalifornii powoli dobiega końca, a tęsknota za ojczyzną i brytyjskim systemem edukacji przeważa nad obawami. Pytanie tylko, jak Sussexowie zamierzają rozwiązać kwestię bezpieczeństwa, skoro rząd i brytyjscy podatnicy wyraźnie mówią "nie" finansowaniu ich prywatnych ochroniarzy.