Ponad sześć lat temu byliśmy świadkami głośnego odejścia księcia Harry'ego i Meghan Markle z brytyjskiej rodziny królewskiej. Wyprowadzkę do Stanów Zjednoczonych obwołano "Megxitem" i wbrew początkowym zapewnieniom, że wszystko odbywa się w przyjaznej i ciepłej atmosferze, sprawy szybko przybrały bardzo brzydki obrót: mieliśmy do czynienia z największym praniem królewskich brudów w historii. Tym większe zaskoczenie towarzyszy wiadomości, która spadła na nas w tym tygodniu - Harry i Meghan wracają do Wielkiej Brytanii. Takiego zwrotu akcji nie spodziewał się absolutnie nikt i aż chciałoby się zadać jedno bardzo podstawowe pytanie: Czy można przez lata opowiadać światu, że dom jest toksyczny, a potem po prostu wrócić i udawać, że nic się nie stało?
Zobacz także: Królewski informator ogłosił PRAWDZIWY POWÓD powrotu księcia Harry'ego i Meghan Markle do Wielkiej Brytanii
WIDEOJoanna Przetakiewicz o rodzinie królewskiej. Podziwia Meghan Markle i księżną Kate?
Powrót Harry'ego i Meghan do Wielkiej Brytanii. Himalaje hipokryzji
Jeśli Harry i Meghan sądzili, że Wielka Brytania przywita ich z radością i czułością, to już srogo się przeliczyli i mogą zapomnieć, że nie zapłacą ceny za swoje wcześniejsze tyrady pod adresem nie tylko rodziny królewskiej, ale i całego kraju. Brytyjskie tabloidy już zaczęły publiczne rozliczenie, a "hipokryzja" to słowo, które zdążyły odmienić przez wszystkie przypadki. Bo jak można zapomnieć o tym, jak Harry mówił o rodzinie jako o instytucji, która go uwięziła, a Meghan wprost sugerowała, że ta sama instytucja nie przejmowała się jej myślami samobójczymi. Nie wspominając o oskarżeniach o rasizm royalsów i Brytyjczyków w ogóle. Harry długimi latami płakał na łamach prasy, że nie czuje się w Wielkiej Brytanii bezpiecznie, a sprowadzenie tam swojej rodziny nawet na krótką wizytę wiązałoby się z takim zagrożeniem, że rząd powinien włączyć się w zapewnienie im ochrony. Para konsekwentnie malowała obrazek, w którym rodzinny kraj księcia jest piekłem na ziemi, gdzie nigdy nie zaznają spokoju, a każdy dzień przynosiłby lęk o bezpieczeństwo całej rodziny Sussexów.
Nie widzę świata, w którym sprowadziłbym teraz żonę i dzieci do Wielkiej Brytanii
W świetle tak dramatycznych i nadal świeżych wypowiedzi nagłówek o tym, że para pośle pociechy do angielskiej szkoły, brzmi jak szczyt hipokryzji. I tu tkwi całe sedno problemu - narracja tworzona przez Harry'ego i Meghan nigdy nie dopuszczała odcieni szarości, wszystko było czarno-białe i ekstremalnie polaryzujące, a składane przez nich deklaracje - definitywne.
Paradoksalnie, ta chęć spokoju i życia bez mocno inwazyjnej ingerencji prasy była dla pary coraz bliższa realizacji. Owszem, Harry i Meghan nadal mogli liczyć na okazjonalne wzmianki i artykuły, ale nie oszukujmy się - w ostatnim czasie tak naprawdę już nikogo nie ekscytowali, a doniesienia na ich temat były raczej smutnym obowiązkiem redaktorów tabloidów niż efektem faktycznego zamieszania wokół nich. Kolejny artykuł o nieudanym biznesie celebrytki, wzmianka o trudnych relacjach Harry'ego z ojcem, notka prasowa o jednym z kilkunastu procesów sądowych... Nuda. Małżeństwo dryfowało powoli w stronę może nie całkowitego zapomnienia, ale czegoś zupełnie gorszego - kompletnej obojętności.
Zobacz także: Książę William "JEST WŚCIEKŁY" z powodu powrotu Harry'ego i Meghan do Wielkiej Brytanii. Czego boi się najbardziej?
Teraz o tym spokoju i obojętności mogą zapomnieć. Brytyjska prasa już zalewa swoich czytelników artykułami o powrocie pary i nie są one utrzymane w przyjaznym tonie. Można przypuszczać, że będzie tylko gorzej, bo punktowanie ich hipokryzji to nie jedyny gorący temat. Pojawiają się już pierwsze wypowiedzi informatorów i osób z otoczenia rodziny królewskiej, którzy malują mało optymistyczną przyszłość Harry'ego i Meghan - dominuje nieufność, wskrzeszane są konflikty i animozje i nawet reaktywacja show "Wybacz mi", w trakcie którego para przepraszałaby po kolei wszystkich obrażonych royalsów, nie przyniosłaby im oczekiwanego wybaczenia. Para funduje więc sobie piekło na własne życzenie. Trzeba było siedzieć w Kalifornii, gdzie już na nikim nie robili specjalnego wrażenia, ale jak widać, cierpienie jest jednak lepsze od wspomnianej obojętności.
Sussexowie zbudowali swoją "markę" na opowieści o nieodwracalnym zerwaniu i teraz - jeśli chcą zaznać spokoju - muszą tę opowieść przepisać na nowo. Ciężko jednak przypuszczać, że brytyjskie tabloidy im na to pozwolą...