Joe Biden zmaga się z agresywnym rakiem prostaty w IV stadium, z przerzutami do kości. Jego żona, Jill Biden, postanowiła przerwać milczenie i w podcaście The Jaime Kern Lima Show opowiedziała o bolesnej codzienności i strachu przed najgorszym.
WIDEOWzruszający gest Tomasza Sianeckiego na pogrzebie Andrzeja Morozowskiego
Jill Biden o stanie zdrowia męża
W rozmowie 75-letnia była pierwsza dama przyznała, że świadomość nieuchronności losu towarzyszy jej każdego dnia. Wprost mówi o ogromnym lęku.
Oczywiście, że się boję! Przecież Joe jest ode mnie o prawie dziesięć lat starszy. Przy takiej chorobie... po prostu nie możesz pozwolić swoim myślom iść w tamtą stronę. Nie potrafisz wyobrazić sobie życia bez ukochanej osoby, ale przecież wiesz, że ona umrze - tak samo, jak wiem, że ja umrę. Częściowo musisz to po prostu zaakceptować - wyznała poruszona Jill.
Żona polityka podkreśliła, że zamiast pogrążać się w rozpaczy, razem z mężem starają się chwytać każdą wspólną chwilę.
Patrzymy na to tak: "Joe ma raka. Umrze, więc wyciągnijmy jak najwięcej z każdego momentu. Bądźmy razem, znajdźmy rzeczy, które dają nam radość". Musimy uczynić z tego pozytywną drogę, bo jak inaczej z tym żyć na co dzień? Nie da się, to zbyt ciężkie - dodała.
Biden wyznała, że każdego ranka modli się do zmarłego pasierba.
Modlę się do Beau każdego ranka. Czasami czuję frustrację i mówię: "Beau, gdzie jesteś? Potrzebuję cię...".
Mimo że sytuacja zdrowotna 83-letniego polityka jest niezwykle trudna, Jill Biden stara się nie zwalniać tempa. Niedawno wydała nową książkę i aktywnie uczestniczy w spotkaniach promocyjnych, dowodząc, że miłość i rodzinna siła pozwalają przetrwać nawet najcięższe próby.