Dokładnie rok temu, 21 sierpnia 2025 r., polską sceną muzyczną wstrząsnęła wiadomość o nagłej śmierci Stanisława Soyki. 66-letni artysta przebywał wówczas w Sopocie, gdzie tego wieczoru miał wystąpić podczas Top of the Top Sopot Festival.
W związku z jego śmiercią transmisja koncertu została przerwana, a pozostali artyści i prowadzący pożegnali muzyka na scenie, wykonując jego wielki przebój "Tolerancja".
WIDEOPogrzeb Stanisława Soyki. Ostatnie pożegnanie wielkiego artysty
Soyka zmarł podczas festiwalu w Sopocie. Tak zareagowali twórcy
Niebawem wielbiciele twórczości Soyki będą mogli poznać artystę również z bardziej prywatnej strony. Na 28 października zaplanowano premierę biografii muzyka zatytułowanej "Życie to krótki sen", której autorką jest Beata Biały. To właśnie z niej dowiadujemy się, jak twórcy koncertu dowiedzieli się o śmierci muzyka, który miał być przecież jedną z gwiazd wieczoru. Fragmenty książki opublikowała Plejada.
Gdzieś na początku koncertu ktoś rzucił mi informację, że Staszek gorzej się czuje. Ale to była informacja bez żadnych szczegółów. Bez żadnego konkretu. Nie było mowy o śmierci. Nie było nawet mowy o tym, że nie wystąpi. Po prostu: gorzej się czuje
Stanisław Soyka miał wystąpić po Ewie Bem. Betlej wspomina, co działo się za kulisami festiwalu, gdy zaczęły dochodzić do nich pierwsze niepokojące informacje.
Soyki nie ma. Za kulisami zaczęły krążyć coraz bardziej niepokojące informacje. Krążyły półprawdy i nieprawdy, a na nich nikt nie chciał bazować. Sprawdzone informacje przepływały pomiędzy decyzyjnymi osobami, które dbały o to, żeby nie powielać plotek, w tamtym momencie niezwykle krzywdzących, może nawet szkodliwych. Kontaktowano się ze sobą przez telefony, krótkofalówki, w biegu, i obowiązywała zasada, by żadnej postronnej osobie, nawet za kulisami, nie mówić nic, czego nie wiedzielibyśmy na pewno. Cały czas zakładaliśmy, że być może trzeba będzie tylko przełożyć występ, zmienić kolejność, powiedzieć publiczności, że Staszek źle się poczuł. Rozmowy dotyczyły raczej tego, jak przestawić grafik, żeby wszystko się zgadzało. Kto wystąpi wcześniej. Jak to technicznie rozwiązać. Przez długi czas nikt nie dopuszczał innego scenariusza
Jak wspomina Betlej, w pewnym momencie festiwalowy rytm został nagle przerwany. Prowadzący otrzymali w słuchawkach informację, po której przez kilka sekund nie wychodzili na scenę, podczas gdy nieświadoma niczego publiczność wciąż czekała na kolejny występ. Za kulisami atmosfera zmieniła się błyskawicznie - telefony zaczęły wibrować, a docierające do kolejnych osób wieści wywoływały coraz większe poruszenie. Początkowo nie wiedzieli, jak przekazać tę tragiczną wiadomość widzom i publiczności. Czekano więc na zgodę rodziny.
Kiedy przyszła pewna informacja, taka, co do której nie było już żadnych wątpliwości, że Staszek nie żyje, pojawiło się pytanie, jak powiedzieć o tym artystom. Jak powiedzieć publiczności. Co zrobić dalej. Ale jednocześnie cały czas czekaliśmy na sygnał od rodziny. To było dla wszystkich najważniejsze. Dyrekcja nie chciała niczego ogłaszać bez ich zgody. To już nie był festiwal. To był moment, w którym wszyscy próbowali po prostu zachować się przyzwoicie. (...) Ktoś powiedział tylko jedno zdanie: "Staszek umarł". I się rozłączył. Na kilka sekund świat się zatrzymał
ZOBACZ: Stanisław Soyka nie żyje. Artysta miał wystąpić na festiwalu w Sopocie. TVN wydał oświadczenie
Decyzja o przerwaniu transmisji zapadła szybko. Tuż przed godziną 23 prowadzący pojawili się na scenie, by przekazać publiczności wiadomość o śmierci Stanisława Soyki. Za kulisami zapanowało ogromne poruszenie - artyści płakali, niektórzy nie byli w stanie wyjść na scenę, a nawet rozważano, by "Tolerancja" Soyki wybrzmiała wyłącznie w wersji instrumentalnej.
Potem artyści zaczęli decydować, że jednak wyjdą i zaśpiewają. Wyszli ci, którzy czuli się na siłach. (...) Przy wyjściu na scenę wiszą dwa telewizory, na których zawsze organizatorzy mają podgląd na to, co dzieje się na scenie. Normalnie nic z nich nie słychać, bo wokół jest taki hałas. A wtedy panowała taka cisza, że słyszeliśmy każde słowo. Staliśmy i patrzyliśmy. Nikt nic nie mówił. W milczeniu oglądaliśmy artystów śpiewających Tolerancję. Dopiero kiedy piosenka się skończyła, ludzie zaczęli wpadać sobie w ramiona. Pojawiły się łzy. Płacz. Wcześniej wszystkich trzymała adrenalina. Ale kiedy wybrzmiała ostatnia nuta, przyszło już tylko poczucie straty. I cisza, której nikt z obecnych tamtego wieczoru nigdy nie zapomni