Powiem Wam, że jest mi bardzo przykro przez to, co teraz przeczytałam w internecie. W sumie nie wiem, co mam wam powiedzieć, bo teraz nie jest dobry czas na tłumaczenie się i pokazywanie całej prawdy. Właśnie tak to jest, jak komuś bardziej zależy na własnym PR i na chronieniu własnej d*py niż na ratowaniu życia syna. Oliwier ma na przeżycie tutaj w Polsce 2 procent szans, w Izraelu pojawiło się więcej procent, dlatego podjęliśmy decyzję, że polecimy tam i spróbujemy tam, mając tutaj też dobrą opiekę, ale jakby no tam pojawiło się więcej procent i chcieliśmy go tam ratować, więc jedna z bardzo bliskich mi osób napisała i powiadomiła Kubę, o tym, że jest szansa na ratunek dla Oliwiera w Izraelu. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Później poinformowaliśmy go, że jest potrzebne 250 tysięcy, również odpowiedzi nie otrzymaliśmy, więc z racji tego, że musieliśmy bardzo szybko działać, podjęliśmy decyzję o tym, że zakładamy zbiórkę, nie informując Kuby o tym, bo skoro nie było odpowiedzi, to zrozumieliśmy, że Kuba nie dysponuje takimi pieniędzmi. Nawet jeśli by dysponował, a w tym momencie, kiedy pojawiła się zbiórka, mógł mi po prostu napisać: "Magda dysponuję takimi pieniędzmi, proszę, usuń tę zbiórkę, ja pokryję te koszta". Takiej wiadomości nie otrzymałam - tłumaczy wyraźnie roztrzęsiona Stępień.