Meghan Markle chciała ratować reputację Balenciagi. Wyłożyli ĆWIERĆ MILIONA, żeby poszła na pokaz w Paryżu. Dobrze wydane pieniądze?
Nowa książka Toma Bowera już budzi kontrowersje, a jeszcze nawet się nie ukazała. Autor twierdzi, że Balenciaga - w akcie desperacji po pamiętnym skandalu - wysłała Meghan Markle ze specjalną misją do Paryża. Wydano na to sporą sumkę.
Gdy Meghan Markle i Harry kilka lat temu opuszczali szeregi rodziny królewskiej, wydawało się, że czeka ich błyskotliwa kariera poza Londynem. Nawiązywali współpracę z największymi graczami w branży i realizowali kolejne projekty, jednak ich los szybko zweryfikowała rzeczywistość.
Balenciaga wysłała Meghan do Paryża za ćwierć miliona?
Na szczęście Meghan i Harry nie są tylko sezonowymi gwiazdami reality show, tylko powszechnie kojarzonymi osobami, więc mogą przynajmniej liczyć na zainteresowanie ze strony pisarzy. Tom Bower na przykład napisał książkę "Betrayal: Power, Deceit And The Fight For The Future Of The Royal Family", która trafi do księgarń pod koniec marca. To, co w niej ujawnił, już budzi wiele emocji - również ze strony samych Sussexów.
Zobacz też: Królowa Camilla opowiadała koleżankom, że Meghan Markle "zrobiła Harry'emu PRANIE MÓZGU"! Miło?
Meghan Markle w Wielkiej Brytanii. Jej słowa nie spodobały się opinii publicznej
Jednym z wątków, które poruszono w publikacji, była obecność Meghan na pokazie Balenciagi w Paryżu w październiku 2025 roku. Marka przechodziła wtedy poważny kryzys wizerunkowy po pamiętnym skandalu, więc obecność żony Harry'ego na ich pokazie była dobrą reklamą. Co ciekawe, to nie Balenciaga poprosiła Meghan o pomoc, tylko to ona miała się do nich zwrócić z propozycją.
To Meghan wszystkim pokierowała. (...) Zadzwoniła do Pierpaola Piccioliego z propozycją, bo wcześniej miała okazję parę razy chodzić w jego kreacjach. Chciała się pojawić na ich pokazie jako gość-niespodzianka, jeśli tylko wezmą na siebie wszystkie wydatki. W walce o zainteresowanie mediów Balenciaga nie miała się nawet nad czym zastanawiać. Skoro Nicole Kidman dostaje miliony od Chanel, to ćwierć miliona dla Meghan było niemal okazją.
Oczywiście żadna ze stron tego nie potwierdza, natomiast magazyn "Hello!" policzył, że w rzeczywistości kwota mogła być jeszcze wyższa. Same loty prywatnym odrzutowcem z Los Angeles do Paryża i z powrotem to nawet 200 tysięcy dolarów, a trzeba też coś zjeść, umalować się, w coś się ubrać i gdzieś zanocować. Same kreacje, w których paparazzi cyknęli Meghan kilka fotek, to koszt rzędu 50 tysięcy dolarów za sztukę, ale je akurat mogła na tę okazję po prostu pożyczyć.
Przypomnijmy, że Meghan i Harry nie są zadowoleni z tego, co ma się ukazać w książce Bowera. Twierdzą nawet, że ten ma na ich koncie niezdrową obsesję. Ma to jednak dobre strony: do niego dzwonić z propozycjami "współpracy" raczej nie musi.