Monika Richardson zyskała wielką rozpoznawalność po swoim debiucie antenowym w telewizyjnej Dwójce. Podobnie jak w przypadku większości prezenterek, które rozpoczynały karierę w latach 90., do jej pierwszych obowiązków należało przedstawianie programu dnia w kąciku spikerskim. Jak przyznała w jednym z wywiadów, nie była wówczas ulubienicą koleżanek ze stacji. W 2003 r. na antenie pojawił się jej autorski cykl "Europa da się lubić", dzięki któremu mogliśmy bliżej zaznajomić się z historią, kulturą i tradycjami państw członkowskich Unii Europejskiej, a w szczególności poznać ich barwnych mieszkańców.
Sukces programu potwierdzony nawet 7-milionową oglądalnością w szczytowym okresie, sprawił, że jego gospodyni dołączyła do grona najsłynniejszych prowadzących w Polsce. Richardson wróciła wspomnieniami do czasów swojego wystrzału popularności. Jak sama przyznała, w złotych latach TVP mogła liczyć na świetne zarobki.
WIDEOMonika Richardson o nepotyzmie w mediach i influencerach: "To największa rewolucja"
Monika Richardson inkasowała 40 tysięcy złotych miesięcznie
Po kilku latach występów na szklanym ekranie prezenterka otrzymała olbrzymie wyróżnienie od swoich pracodawców. W podcaście "Mój Świat" ujawniła, że zaproponowano jej tzw. kontrakt gwiazdorski, który zapewniał stałą wypłatę niezależnie od liczby projektów, do jakich była angażowana.
Ja zarabiałam w pewnym momencie bardzo dobrze i powiem wam, że to była tak zwana dwururka. Kontrakt gwiazdorski, to znaczy, czy się stoi, czy się leży, 40 tysięcy się należy
Monika Richardson od razu zaznaczyła, że jej nazwisko nie znajdowało się na szczycie listy płac. Najlepiej zarabiające gwiazdy TVP otrzymywały nawet podwójnie wyższe wynagrodzenia.
Byli jednak lepsi ode mnie, bo niektórzy zarabiali w TVP 80 i 100 tysięcy złotych, żeby była jasność.
Domyślacie się, kogo z dawnych współpracowników miała na myśli?
ZOBACZ TEŻ: Monika Richardson gorzko skomentowała zmiany w "PnŚ" i powrót Marzeny Rogalskiej: "PUDROWANIE TRUPA"