Sprowadzony z Japonii format "Ninja Warrior" okazał się sporym sukcesem na naszym rynku telewizyjnym. Właśnie trwa jego 12. edycja, w której zawodnicy z naszego kraju rywalizują z najlepszymi uczestnikami z innych zakątków świata. Tradycyjnie już w programie możemy zobaczyć weteranów toru, dla których pokonanie przeszkód nie stanowi większego wyzwania.
Jeszcze do niedawna w gronie stałych bywalców programu znajdował się Albert Lorenz. Niestety, podczas nagrań poprzedniej edycji mężczyzna upadł z 12-metrowej wieży. Wypadek wyglądający w telewizji na niegroźną kontuzję okazał się początkiem koszmaru 33-latka, który musiał poddać się skomplikowanej operacji i wielotygodniowej rehabilitacji. Mało tego, zarzucił stacji Polsat i produkcji programu brak wsparcia finansowego, w efekcie czego, jak twierdzi, musiał samodzielnie pokryć większość kosztów leczenia.
WIDEOTYLKO U NAS! Jerzy Mielewski "wbił nóż w plecy" Karolinie Gilon? Tak odpowiedział koleżance: "WYOLBRZYMIONE SŁOWA"
Kontuzjowany zawodnik "Ninja Warrior" wciąż czeka na wyniki śledztwa
Lekarze finalnie zdiagnozowali u Lorenza złamanie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Prokuratura Rejonowa Gliwice-Wschód już od ponad pół roku pracuje nad wyjaśnieniem okoliczności wypadku. Redakcja portalu Plejada.pl skontaktowała się z poszkodowanym sportowcem na temat postępów w śledztwie.
Śledztwo trwa. Z tego, co mi wiadomo, ratownicy medyczni mocno zwlekali z zeznaniami - tak stwierdziła pani policjantka prowadząca śledztwo. Wypadałoby spytać panią prokurator, jak idzie śledztwo, bo nie otrzymałem jeszcze zgody na wgląd do akt
Pomimo zgromadzenia dokumentacji technicznej przeszkody oraz nagrania z wypadku postępowanie wciąż jest w fazie zbierania dowodów. Póki co niewiele wskazuje na szybkie zakończenie sprawy.
Informuję, że sprawa jest w toku, pozostaje w fazie "in rem"
W praktyce oznacza to, że śledztwo jest jeszcze w "w sprawie", a nie "przeciwko komuś". Nikomu nie postawiono zarzutów.