Dokładnie tydzień temu świat obiegła niezwykle smutna informacja o śmierci Hayden Panettiere. Zaledwie 36-letnia aktorka została znaleziona nieprzytomna w swojej rezydencji w Greenville w Karolinie Południowej. Choć wstępna autopsja nie wykazała obrażeń fizycznych mogących bezpośrednio doprowadzić do zgonu, śledczy wciąż czekają na wyniki badań toksykologicznych.
Co istotne, w momencie odnalezienia ciała w domu obecny był jej były (?) partner, Brian Hickerson. Ich związek od lat obfitował w skandale i doniesienia o przemocy domowej. Przypomnijmy, że w 2021 r. mężczyzna spędził 45 dni w więzieniu i otrzymał sądowy zakaz zbliżania się do aktorki po tym, jak przyznał się do dotkliwych pobić. Mimo to kontynuowali relację w ukryciu przed bliskimi, a sama Hayden w opublikowanym niedawno pamiętniku "This Is Me: A Reckoning" szczegółowo opisała fizyczne i psychiczne maltretowanie, jakiego doświadczała ze strony partnera.
WIDEOStanisław Soyka ma nowy pomnik
Sąsiadka Hayden Panettiere wielokrotnie interweniowała w jej sprawie
Redakcja portalu Page Six dotarła do Mii Terrazas, która mieszkała drzwi w drzwi z gwiazdą serialu "Herosi" na luksusowym osiedlu w West Hollywood. Kobieta wyjawiła, że w trakcie burzliwej relacji z Hickersonem aktorka co najmniej dwukrotnie opuszczała mieszkanie w asyście służb ratunkowych na noszach.
Do tych sytuacji miało dojść 29 lipca 2023 r. oraz pół roku później, 16 stycznia 2024 r. Według relacji Amerykanki, Hayden Panettiere miała wówczas na ciele widoczne siniaki i "jasnoczerwone plamy" na skórze.
Wyglądała tak, jakby została dotkliwie pobita. Nie widzę żadnego innego wytłumaczenia
Kobieta dodała, że przy obu interwencjach Brian Hickerson "nie odstępował na krok" aktorki. Sąsiadka Panettiere przyznała, że wielokrotnie wzywała policję z powodu rzekomo agresywnego zachowania mężczyzny i niepokojących odgłosów dochodzących z apartamentu gwiazdy. Zza ścian miały dobiegać ich głośne kłótnie. Terrazas wspomina też incydent z windy, podczas którego wzburzona Hayden miała krzyczeć na partnera: "Przestań! Zostaw mnie w spokoju!" Jej wersję potwierdza córka, Vileena Koneru, która mieszkała wówczas z rodzicielką.
Mimo że zarządca budynku umieszczał nawet ostrzeżenia przed mężczyzną, ten stale powracał do mieszkania swej ukochanej. Funkcjonariusze Biura Szeryfa Hrabstwa Los Angeles po otrzymaniu zgłoszeń mieli co najmniej dwa razy "wyprowadzać" go z posesji, lecz ten następnego dnia ponoć znów pojawiał się w pobliżu miejsca zamieszkania Panettiere.